KOR w cieniu „Popiołu i diamentu”

23 września 1976 roku powstał Komitet Obrony Robotników, pierwsza niezależna instytucja w PRL. Pod komunikatem powołującym do życia KOR podpisali się jego członkowie i założyciele, miedzy innymi: Jerzy Andrzejewski, Jacek Kuroń, Antoni Macierewicz i inni. Jedynym członkiem założycielem KOR, znanym szerszej publiczności, był J. Andrzejewski autor obowiązkowej lektury szkolnej pt. „Popiół i diament”, będącej Biblią PRL –u, pierwszym i podstawowym dziełem literackim, które sankcjonowało i legitymizowało władzę komunistów w Polsce. O reszcie członków KOR, przeciętny obywatel PRL –u nie wiedział nic lub prawie, tylko środowiska inteligencji warszawskiej czy krakowskiej mogły zidentyfikować kim jest J. Kuroń czy S. Barańczak. Nazwiska założycieli KOR – A. Macierewicza i P. Naimskiego nie były znane nikomu.

W oczach mieszkańców małych miasteczek czy dzielnic robotniczych Łodzi, Warszawy czy Gdańska KOR był legitymizowany tylko nazwiskiem Jerzego Andrzejewskiego, autora książki, którą każdy obywatel PRL, urodzony po 1945 roku, z polecenia komunistów musiał przeczytać. Jednak ta paradoksalna sytuacja, że członkiem KOR instytucji buntującej się przeciwko władzy komunistów, był autor książki, która władzę komunistów usprawiedliwiała i legitymizowała, powodowała dwie całkowicie odmienne reakcje wśród przeciętnych obywateli PRL. Pierwsza reakcja: jeżeli KOR jest założony przez autora „Popiołu i diamentu” to znaczy, że jest to instytucja legalna i np. lektura Biuletynu Informacyjnego nie może być zakazana. Druga reakcja: jeżeli członkiem KOR jest autor „Popiołu i diamentu”, pisarz, który drukuje nadal w oficjalnej prasie swoje felietony, to znaczy, że ta instytucja jest manipulowana i kontrolowana przez komunistów.

Na wiosnę 1977 roku rozpocząłem zasadniczą służbę wojskową w Ludowym Wojsku Polskim w garnizonie w Mrągowie.  W starych pruskich koszarach przechodziłem wraz z innymi poborowymi z całego kraju, krótkie 6 – miesięczne przeszkolenie na radiotelegrafistę, po którym byliśmy rozsyłani w różne części Polski.  Ponieważ byłem byłym studentem szef mojej kompanii wyznaczył mnie na stanowisko bibliotekarza. Wraz ze mną wypożyczaniem książek naszym kolegą, zajmował się Zbyszek chłopak z Łodzi. Gdzieś w połowie czerwca, po obowiązkowym Dzienniku TV, zaszedłem do biblioteki i zauważyłem, że Zbyszek kładzie stos zadrukowanych kartek na stoliku, gdzie reklamowaliśmy nowe książki. Był to Biuletyn Informacyjny KOR. Zbladłem. Obleciał mnie strach. Spytałem Zbyszka czy wie co robi.

Wzruszył ramionami i stwierdził, że Konstytucja PRL gwarantuje wolność słowa. Następnie wskazał mi palcem nazwisko Andrzejewskiego figurujące pod „Apelem do społeczeństwa” i powiedział, że to jest autor „Popiołu i diamentu” i że jest on nadal drukowany w oficjalnej prasie. Na poparcie swoich słów Zbyszek rozłożył tygodnik „Literatura” i pokazał mi stały felieton J. Andrzejewskiego drukowany na ostatniej stronie gazety. „Jeżeli członkiem KOR jest autor obowiązkowej lektury i w dodatku drukuje on w oficjalnej, komunistycznej prasie to znaczy, że lektura Biuletynu nie jest zakazana” – skonkludował Zbyszek. Zbaraniałem.  Nasi koledzy reagowali mniej więcej tak jak Zbyszek, Czytali Biuletyn, niektórzy dyskutowali o represjach, strajkach i opozycji. Nie było szalonego zainteresowania, ale przez tydzień oficjalnie w LWP żołnierze mieli dostęp do wywrotowej literatury.

Dowództwo garnizonu też zgłupiało. Dopiero po 10 dniach zlikwidowało ten punkt niezależnej informacji. Jednak Zbyszkowi nic się nie stało. Został przeniesiony do batalionu saperów, trochę cięższa służba –fakt, dostał wycisk, ale nie został nawet ukarany, nie wsadzono go do aresztu, nie skazano za rozsiewanie fałszywych informacji do więzienia.  Po skończeniu służby spotkaliśmy się i powiedział mi, że nawet oficerowie batalionu saperów w Mrągowie chronili go przed dokuczliwymi represjami wydziału politycznego garnizonu. (W powieści pt. „Bunt” opisuję dokładnie mój pobyt w garnizonie w Mrągowie i  metody jakie oficerowie LWP stosowali aby zlikwidować kolportaż „Biuletynu Informacyjnego KOR” w jednostce).

 

Otóż zarówno a. Macierewicz jak i P. Naimski niekwestionowani pomysłodawcy KOR –u zapominają, że J. Andrzejewski w liście otwartym do robotników Radomia i Ursusa wyraził uczucia moralne szerokich warstw społeczeństwa, które były oburzone represjami fizycznymi i obelgami rzucanymi przez członków PZPR – także licznych literatów – na bitych i opluwanych ludzi. T właśnie na to moralne oburzeniu było fundamentem KOR u. W krystalicznej formie oddał je J. Andrzejewski w w/w liście.

Antoni Macierewicz w następujący sposób wspomina przystąpienie J. Andrzejewskiego do KOR: „Wśród członków założycieli KOR –u znalazł się Jerzy Andrzejewski. Wcześniej nie znałem go, poznałem u Lipińskiego na tym zebraniu w połowie września. Postanowiłem do niego zadzwonić i zapytałem, czy nie zgodziłby się spotkać. Zgodził się, pojechaliśmy z Antkiem. Siedział w swoim gabinecie przy biurku, wszystko mu wyłożyliśmy. Potraktowany został zresztą dość brutalnie. Stwierdziliśmy, że skoro w lipcu wystosował list z wyrazami solidarności  z robotnikami, to nie może teraz nie podpisać deklaracji . Był bardzo zatroskany, ale powiedział, że musi porozumieć się z ..Bocheńskim. Umówiliśmy się na telefon. O szóstej po południu. Kiedy wychodziliśmy, postanowiłem wrócić osobiście, ponieważ podczas rozmowy telefonicznej łatwiej odmówić. Wpuścił mnie ponownie. /…/. W końcu wykonał kilka dramatycznych gestów, westchnął, sięgnął po pióro i na podsuniętym „Apelu do społeczeństwa”, dopisał ostatnie zdanie: „Jesteśmy jak najgłębiej przekonani, iż powołując Komitet Obrony Robotników do życia oraz działania spełniamy obowiązek ludzki i patriotyczny, służąc dobrej sprawie Ojczyzny, Narodu, Człowieka”.

Antoni Macierewicz zapomina, że to właśnie list J. Andrzejewskiego legitymizował moralnie i politycznie wśród polskiej opinii publicznej powstanie KOR –u. Gdyby nie ten list autora „Popiołu i diamentu” KOR nigdy nie miałby takiego wsparcia finansowego, jakie miał. Przypomnijmy ten list, który moim zdaniem jest podstawą moralną i polityczną powstającego Komitetu Obrony Robotników

„W przekonaniu (…) że moje myśli i uczucia podziela wielu moich przyjaciół pisarzy oraz szerokie rzesze polskiej inteligencji postępowej, zwracam się do Was w tych ciężkich dla Was dniach, z wyrazami szacunku i solidarności, a także ze słowami otuchy i nadziei.  Istnieją w Polsce ludzie, którzy uodpornieni na fałsz i obłudę, zachowawszy zdolność odróżniania prawdy od kłamstwa, widzą w Was (…) bojowników o prawdziwą demokrację socjalistyczną oraz swobody społeczne, bez których wolność zamiera, oszukańczy frazes zaczyna rządzić życiem publicznym. (…) Domagamy się amnestii dla niewinnie skazanych i więzionych, zwolnienia bezpodstawnie aresztowanych, rehabilitacji skrzywdzonych i oszkalowanych, przywrócenia możliwości pracy tym, którzy jej zostali pozbawieni. Dopóki choć jeden z Was, uczestników robotniczego protestu, będzie narażony na przemoc i gwałt, przymusowo oddzielony od rodziny i społeczeństwa lub szykanowany w pracy oraz w życiu cywilnym, będziemy (…) stawać w obronie Waszej: POLSKA jest nie tylko naszą wspólną ojczyzną, lecz również wspólną własnością. Brońmy jej!”.

Piotr Piętak

 

 

 

Dodaj komentarz