Medialna ofensywa J. Kaczyńskiego – narodziny Orwella Internetu

Internetowa ofensywa prezesa PiS nabiera rozpędu, salon24 ogłosił, że w piątek opublikuje całość wywiadu jaki redakcja portalu przeprowadziła z J. Kaczyńskim. Dzisiaj jednak ukazał się wywiad z prezesem PiS na portalu Onet. Pl. Czy te wywiady będą się różniły? Miejmy nadzieję. W końcu redaktor Janke jest doświadczonym komentatorem politycznym. Jednak najważniejsze w tej medialnej aferze nie są poglądy J. Kaczyńskiego tylko fakt wyboru Internetu jako medium przez które upowszechnia się swoje poglądy. W sensie formalnym jest to zabieg znakomity, ponieważ wszystkie statystyki wskazują na katastrofalny spadek czytelnictwa gazet – zarówno tygodników jak i dzienników – oraz spadek oglądalności programów polityczno – informacyjnych w telewizji.

Reklama wywiadu z J. Kaczyńskim jest w Internecie niezwykle ułatwiona i może trwać kilka dni – portal najpierw zapowiada wywiad z głównymi tezami, następnego dnia dodaje kilka szczegółów – zainteresowanie rośnie w postępie geometrycznym i w końcu następuje wybuch czyli portal ogłasza cały wywiad. Z punktu widzenia nauki mediologii, którą propaguję od kilku lat istotne by było porównanie wywiadu prezesa ogłoszonym dzisiaj na Onet.pl z wywiadem, który będzie ogłoszony jutro na salon24. Mam nadzieje, ze ktoś tą pasjonująca dziennikarska pracę wykona. Portal Onet.pl jest czytany przez tzw. szeroka publiczność, natomiast salon24 przez ludzi opętanych – jak niżej podpisany – polityką.

Czy w takim razie jedna i ta sama propagandowa teza np. o zagrożeniu niemieckim, jest przedstawiana w obu wywiadach tak samo – czy też różnie? A jeżeli różnie to na czym te różnice polegają i w jakim stopniu są one determinowane przez różnice w grupach internautów czytających wywiady J. Kaczyńskiego? Problemów bez liku. I pasjonujących. Przejdźmy do wywiadu prezesa PiS, który został dzisiaj opublikowany na Onet.pl. Otóż J. Kaczyński w tym wywiadzie zachowuje się jak azjatycki satrapa, który manipuluje informacjami w ten sposób, że czytelnik głupieje. Konkretny przykład – J. Kaczyński twierdzi, że na jesieni 2015 roku było pewne, że Tusk bez zgody rządu B. Szydło nie może zostać powtórnie wybrany, na co dziennikarz portalu, pyta:

„A na ostatnim pana spotkaniu z Angelą Merkel w Warszawie krótko przed szczytem też padło takie zapewnienie?

Te rozmowy zarówno ja, jak i ona zobowiązaliśmy się uznać za dyskretne. Ale sądzę, że nie złamię tej dyskrecji, jeżeli powiem, że na tych ostatnich rozmowach w Warszawie pani Merkel już wyraźnie popierała Tuska. Tylko proszę zwrócić uwagę, że nastąpiła zmiana sytuacji politycznej i to na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, pani Merkel popełniła ogromny błąd, otwierając granice dla imigrantów, czyli zaczęła rozbijać Unię. A potem, na wewnętrznym niemieckim podwórku, wysunęła przedstawiciela lewicowej SPD Franka-Waltera Steinmeiera na prezydenta Niemiec, czym odebrała mu możliwość kandydowania na kanclerza. To otworzyło drogę do kandydowania z ramienia SPD szefowi Parlamentu Europejskiego Martinowi Schulzowi. A to stworzyło zupełnie realne zagrożenie dla niej samej. W związku z tym utrącenie Tuska, groziło wysunięciem socjalistycznego kandydata na szefa rady Europejskiej — dokładnie panią Helle Thorning-Schmidt. A to było dla niej nie do przyjęcia.

Merkel sama panu powiedziała, że socjalista w fotelu przewodniczącego Rady Europejskiej nie wchodzi w grę?

Mówiła bardzo twardo, że socjalista nie wchodzi w grę, chociaż nie w rozmowie ze mną.”.

Przytoczyłem dłuższy fragment wywiadu by zobrazować metodę politycznej manipulacji uprawiana od zawsze przez J. Kaczyńskiego. Kanclerz Merkel ponoć mówiła, że socjalista nie może zastąpić Tuska, ale mówiła to nie prezesowi tylko komuś innemu. Komu? Nazwisko osoby, która przekazała tą informacje J. Kaczyńskiemu nie pada. Z punktu widzenia informacyjnego i dziennikarskiej etyki pracy – ta informacja jest po prostu kłamstwem. Idźmy dalej, dziennikarz Onet.pl zadaje pytanie o brak poparcia stanowiska Polski przez premiera Węgier Orbana, cytuje:

„Jak pan ocenia stanowisko premiera Węgier Viktora Orbana, który tuż przed szczytem wysłał list do premier Beaty Szydło, informując o tym, że poprze Tuska wbrew obietnicy, którą panu złożył?

Takiego listu nie widziałem. (podkreślenie moje) Wiem, że sytuacja się zmieniała…

O istnieniu listu mówiła ambasador Węgier w Polsce. Fakt taki potwierdził także rzecznik rządu Rafał Bochenek.

Nie chcę tutaj przeczyć pani ambasador, ale w żadnym wypadku nie mogę powiedzieć, że wiem coś na temat tego listu. (podkreślenie moje)  Według mnie przebieg tych wydarzeń był inny.

To znaczy jaki był?

Nie ma sensu teraz tego opisywać.”. (podkreślenie moje)

Koniec cytatu. Według prezesa PiS listu premiera Węgier do premier Polski nie było i w ogóle cała sytuacja nie jest warta ani analizy. Nie ma sensu tego opisywać. Faktycznie odpowiedzi prezesa PiS sprowadzają się do klasycznego już stwierdzenia wiem, ale nie powiem i do prymitywnych kłamstw, bo przecież mój elektorat mi wierzy.

Piotr Piętak

 

 

Dodaj komentarz