9 marca 2017 r. – skutek wojny domowej POPiS -u

Jak słusznie zauważył jeden z publicystów Polsce udało się wczoraj zjednoczyć całą Europę przeciwko sobie pierwszy raz po 1491 roku, gdy Jan Olbracht walczył ze swoim bratem Władysławem Jagiellończykiem o węgierska koronę. Wtedy to Węgrzy, Słowacy i Czesi zjednoczyli się przeciw Polsce. Rzecz jasna to nie te narody skorzystały na bratobójczej walce polskich królewiczów, tylko  Habsburgowie. Konflikt między Jagiellonami wykorzystał Maksymilian Habsburg, wysuwając pretensje do tronu węgierskiego poparte zbrojnym wystąpieniem. Mimo, że nie udało się Maksymilianowi przejąć władzy to jednak wmieszanie się w sprawy węgierskie nie zakończyło się fiaskiem. Na mocy podpisanego w Pożoniu traktatu pokojowego Habsburgowie uzyskali prawo do dziedzictwa na Węgrzech po śmierci Władysława lub jego legalnych, męskich potomków, odbierając prawa do dziedziczenia braciom Władysława.. Postanowienia traktatu z Pożonia potwierdził zjazd monarchów w Wiedniu w 1515 roku.

Wczorajszy dzień był konsekwencją – o czym warto przypomnieć – wojny domowej toczonej w Polsce miedzy obozem PiS i zwolennikami PO od 2005 roku. Społeczeństwie polskie, które w latach 2005-2017 podzieliło się na dwie grupy miedzy którymi przestały istnieć jakiekolwiek kanały komunikacyjne, jakakolwiek możliwość porozumienia się czy dyskusji, nie wspominając o czymś tak podstawowym dla demokracji jak dialog i wymiana opinii. Dialog wymaga zbliżonego rozumienia przez obie grupy, podstawowych pojęć z zakresu polityki. W Polsce w latach „semantycznej wojny domowej” wszystkie podstawowe słowa rozumiane były inaczej przez obie zantagonizowane grupy. Dla jednych „liberalizm” był najlepszym systemem ekonomicznym – dla drugich „zorganizowanym złodziejstwem” itd.

Gwoli sprawiedliwości trzeba przypomnieć, że przeniesienia polskiej wojny domowej na teren UE dokonało pierwsze PO, które  po zwycięstwie w 2007 roku, natychmiast zaczęło delegitymizować władzę śp. prezydenta L. Kaczyńskiego w Brukseli. Wszyscy pamiętamy te horrendalne problemy z jego wyjazdem problemy z krzesłami, wejściówkami itd. Tak więc wczorajsza postawa PiS była – brzmi to paradoksalnie – wspólnym efektem polityki tej partii i polityki PO. Polityki „rozbiorowej”. Retoryka J. Kaczyńskiego, po ogłoszeniu wyboru D. Tuska, była kalką rozbiorowej ideologii, która polegała na oskarżaniu swego przeciwnika politycznego o narodowa zdradę. W Sejmie prezes PiS mówił o PO jako o „partii zewnętrznej” czyli de facto służącej interesom niemieckim w Polsce. Tusk według niego nie ma prawa występować jako polski polityk.

1772 – pierwszy rozbiór Polski. 1793 – drugi rozbiór Polski. 1795 – trzeci rozbiór Polski. 17 września 1939 – czwarty rozbiór Polski państwo polskie zostało podzielone między Niemcy a Związek Radziecki. 10 kwietnia 2010 – katastrofa smoleńska w której ginie połowa elity politycznej III Rzeczpospolitej – początek V rozbioru Polski między dwa polityczne ugrupowania: PiS i PO. 9 marca 2017 roku , wbrew deklaracjom PiS, doszło do ostatecznego skonsumowania V rozbioru Polski. Wojna domowa ma zawsze tragiczne skutki, wojna domowa – wbrew ideologii obu partii – jest zawsze nieszczęściem. Wojna domowa jest zawsze pierwszym aktem utraty Niepodległości. Wczorajszy dzień był  dniem największego tryumfu Rosji i prezydenta Putina. To on Polskę podzielił na dwie połówki, to on rozpoczął proces destrukcji politycznej naszego kraju, którego dokonał mózgami polskich polityków. POPiS – wierny sługa Kremla. Wszyscy krytykują PiS i ja też miałbym ochotę napisać kilka ostrych zdań pad adresem polityków tej partii, ale trzeba zawsze przypominać, że ich postawa jest funkcją wojny domowej toczonej w Polsce od 2005 roku.

Beznadziejnie łatwo wywoływać konflikty, rozpalać emocje, szczuć Polaków na siebie i wzbudzać strach przeciwko emigrantom  i cudzoziemcom. Beznadziejnie łatwo przy pomocy elektronicznych mediów siać nieufność i tworzyć spiskowe teorie, których w Internecie krąży bez liku. Beznadziejnie łatwo jest powiedzieć, że mamy honor – minister Beck w kwietniu 1939 roku – beznadziejnie łatwo jest stwierdzić, że Polska delegacja odmawia poparcia dla „konkluzji przewodniczącego Rady Europejskiej”, co według premier Beaty Szydło, oznacza to, iż szczyt jest nieważny.

Trudniej jest prowadzić politykę.

Piotr Piętak

 

 

Dodaj komentarz