Prawdziwa historia KOR -u

W książce Justyny Błażejowskiej „Harcerska Droga do Niepodległości – od „Czarnej Jedynki” do Komitetu Obrony Robotników” opublikowanej przez wydawnictwo „Arcana” (Kraków – 2016) opisany jest proces powstania pierwszej niezależnej od PZPR instytucji w PRL. KOR był  przede wszystkim  – o czym często zapominamy – instytucją funkcjonującą zgodnie z określonymi – wręcz biurokratycznymi przepisami. W KOR – aby przywołać konkretny przykład – ustalono jasne procedury rozdziału pieniędzy, pomiędzy  różne działania podejmowane przez jego członków, które były kontrolowane przez niezależnych mężów zaufania. Należał do nich m.in. Andrzej Kijowski i Stefan Kisielewski. KOR – to była instytucja w której panowały administracyjne metody i biurokratyczne procedury.

A. Macierewicz nie tylko powołał do życia Komitet Obrony Robotników, wymyślił nazwę, która unieważniała legitymizację ideologiczną PZPR, ale także zdecydował o jej kształcie organizacyjnym. W ruchach społecznych – idei lansowanej przez Kuronia – władzę absolutną zdobywali przywódcy albo świetnie zorganizowane mafie polityczne, w instytucjach władzę absolutną sprawowały procedury, które kontrolowały pod względem formalnym i finansowym jej funkcjonowanie. Gdy – w błyskawicznym skrócie, z lotu ptaku – spojrzymy na historię naszych walk narodowo wyzwoleńczych, to zauważymy, że  każde powstanie, każdy opór polskiego narodu wobec okupanta czy rozbiorcy konkretyzował się w powołaniu do życia instytucji Państwa Polskiego – tak było w czasie Powstania Styczniowego, tak było podczas okupacji i podczas Powstania Warszawskiego.

W tym dążeniu polskich bojowników o niepodległość kraju do tworzenia instytucji odzwierciedla się w naturalny i spontaniczny sposób demokratyczna tradycja historii Polski. Zabrzmi to heretycko, ale według mnie KOR, instytucja jawna, działającą ściśle według ustalonych procedur był pierwszym zalążkiem – „ziarnkiem gorczycy” – niepodległego Państwa Polskiego. Na tym właśnie polegała radykalna opozycja pomiędzy demokratyczno-instytucjonalnym programem A. Macierewicza i   rewolucyjno-samorządowym programem J. Kuronia. Pierwszy budował instytucje czyli Państwo Polskie. Drugi –niczym socjalistyczny Pugaczow – marzył o żywiole „ruchów społecznych”, które nasycą autentycznie robotniczą treścią, struktury PRL. Niezależne Instytucje contra Socjalistyczny Żywioł. Niepodległe Państwo Polskie contra PRL-bis.  A. Macierewicz wraz z P. Naimskim tworzył niezależną od PRL instytucję poddaną kontroli społecznej, „lewica laicka” albo propagowała poprawianie socjalizmu czyli PRL-u, co w jaskrawy sposób uwidacznia się w książce A. Michnika „Kościół, lewica, dialog”, albo proponowała tworzenie struktur organizacyjnych genetycznie wywodzących się z historii ruchu komunistycznego.

To fakt trudny do uwierzenia, ale J. Kuroń i działacze Wolnych Związków Zawodowych, jeszcze  na początku strajków sierpniowych  propagowali zakładanie  na terenie zakładów tzw. Komisji Robotniczych biorąc za przykład strategie Hiszpańskiej Partii Komunistycznej, która tego typu organizacje robotników zakładała w Hiszpanii iw latach 60-tych XX wieku. Jest to tym bardziej szokujące, że w swym  programowym artykule pt. „Myśli o programie działania” (Aneks nr. 13/14 – 1977)  J. Kuroń przypomina historię przekształcenia – zgodnie z sugestią E. Gierka – Komitetu Strajkowego w Komisję Robotniczą w styczniu 1971 roku w Stoczni Szczecińskiej im. Warskiego. Co się stało z tą Komisją Robotniczą? Oddajmy głos Kuroniowi:

„Jeszcze w trakcie 1971 roku przemocą, przekupstwem, prowokacją, rozbito przedstawicielstwo robotnicze w Stoczni Szczecińskiej. Ekipa Gierka udzieliła  publicznej lekcji społecznej demokracji: nie należy z nami pertraktować. ”.

Tylko człowiek niewolniczo przywiązany do ideologii ruchu komunistycznego mógł latem 1980 roku odwoływać się do nazw i instytucji kompletnie skompromitowanych w oczach polskich robotników. Dlaczego J. Kuroń i jego koledzy nawet podczas strajków sierpniowych,  nie umieli zerwać ideowej pępowiny łączącej ich z teorią i praktyką komunistycznej ideologii?  Naturalna doktryna polityczna zniewolonego społeczeństwa wyrosła z historii walk narodowo wyzwoleńczych  Polaków – którą reprezentował A. Macierewicz – polegająca na powoływaniu instytucji niezależnych – pod każdym względem, także semantycznym – od władzy zaborcy czy okupanta, była dla Kuronia i Michnika czystą abstrakcją. Niezrozumiałą utopią.  Byli więźniami ideologii  komunistycznej i rewizjonistycznej, byli więźniami własnych biografii. Z tego więzienia uwolnił ich – przy pomocy Jana Józefa Lipskiego – A. Macierewicz.

Dlaczego to jednak właśnie oni, harcerze z „Czarnej jedynki” wymyślili skuteczny sposób walki z socjalistycznym molochem? Książka Justyny Błażejowskiej daje na to pytanie precyzyjną odpowiedź. Zanim jej – za autorką – udzielimy, trzeba jednak odpowiedzieć na jeszcze jedno, banalne pytanie: na czym polegały rządy komunistów, gdzie należy szukać esencji socjalistycznego państwa? Otóż, zgodnym zdaniem sowietologów, panowanie komunistów polegało głównie na destrukcji wszystkich więzi  społecznych: rodzinnych, sąsiedzkich, narodowych, religijnych, pracowniczych, koleżeńskich. Główną metodą niszczenia więzi społecznych było zasiewanie nieufności i podejrzliwości miedzy rodzicami i dziećmi, kolegami w pracy, sąsiadami – komuniści niszczyli międzyludzkie zaufanie.

To co komuniści niszczyli harcerze z „Czarnej jedynki” spontanicznie odbudowywali. Harcmistrz „Czarnej jedynki” Andrzej Jankowski pseudonim „Soda” wymyślił nawet akcję mająca na celu nawiązanie więzi miedzy niszczonymi przez komunistów Mazurami i Polakami. Piotr Naimski relacjonuje w następujący sposób ten prekursorki i odważny projekt:

„W 1956 roku, jedenaście lat od zakończenia wojny, porozumieć się z Mazurami właściwie nie był w stanie nikt./…/ Koncepcja „Sody polegała na tym, żeby próbować nawiązać z nimi kontakt. Jeśli  nie mogą  dogadać się dorośli, to niech spróbują dzieci. Obozowaliśmy na Mazurach w miejscowości Babięta. /../Zaliczałem się do grupy „nowych i nieletnich”, ale byli także dużo starsi instruktorzy, ze szkół średnich. Założyli przedszkole dla dzieci z pobliskiej wsi, braliśmy w tym udział jako „wychowawcy”. Właśnie odbywały się żniwa i rodzice nie mieli co zrobić ze swoimi pociechami. Realizowaliśmy – my mali – w zasadzie prostą ideę wspólnej zabawy. Często przychodziliśmy do mieszkańców w różnych sprawach, pod byle pretekstem nawiązywaliśmy rozmowę.”.

Brzmi to dzisiaj najnormalniej w świecie. Otóż wtedy w początkach lat 60 –tych XX wieku, nawiązanie kontaktu z Mazurami, było czymś nadzwyczajnym i w zasadzie niemożliwym. Mazurzy, niszczeni i mordowani po 1945 roku przez nową władzę, byli nadal zatruci przez ideologię hitlerowską i negowali często np. istnienie obozów koncentracyjnych. Niemcy zabijali komunistów, a wiadomo, że wszyscy Żydzi byli komunistami. Zapamiętałem to zdanie wypowiedziane przez gajowego w Krzyżach w 1964 roku, do którego przychodziłem kupować codziennie świeże mleko. Jak z tymi ludźmi nawiązać rozmowę, jak  odtworzyć nić porozumienia? Już samo postawienie tego pytania przez harcmistrza „Sode” było – w warunkach PRL – „więziotwórczą” rewolucją.   Harcerze z „Czarnej jedynki” odbudowywali więzi narodowe i społeczne, które komuniści niszczyli. Fragmenty książki Justyny Błażejowskiej opisujące „więziotwórcze” akcje harcerzy są najbardziej fascynujące.

Program społeczno-narodowy „Czarnej jedynki” jest laickim odwzorowaniem programu Prymasa S. Wyszyńskiego, który w 1956 w Apelu Jasnogórskim oddaje Polskę w niewolę Maryi co kończy panowania królestwa marksizmu w Polsce. Kościół w ramach programu Wielkiej Nowenny oczyszcza Polaków z kompleksu uległości wobec terroru komunistycznego. Prymas wiedział, ze zdecydowana większość społeczeństwa jakoś się przed stalinizmem ugięła nawet poddała. Biskupi po aresztowaniu Prymasa ogłosili poddańczy list do władz. Wielka Nowenna z obrazem wędrującym od parafii do parafii, symbolicznie odtwarzała pozrywane więzi miedzy wiernymi była jednocześnie sygnałem, że każdy może do wspólnoty wrócić. Każdy a przede wszystkim ci, którzy się ugięli przed stalinizmem. Wielka Nowenna odbudowała Naród. Harcerze z „Czarnej jedynki” próbowali odzyskać dla Polski, Mazurów, próbowali ożywić wspaniałe stronice książki M. Wańkowicza pt. „Na tropach Smętka” napisanej przed II wojna światową, w której autor opisuje walkę Mazurów w Niemczech o zachowanie swojej narodowej, polskiej tożsamości.  Jeżeli  szukamy wspólnego mianownika politycznego między środowiskiem „Czarnej jedynki” i J. Kuroniem, A. Michnikiem, to widziałbym go właśnie w fakcie, że oba kręgi towarzyskie swoimi akcjami odbudowywali więzi społeczne między Polakami, co przyznaje zresztą sam A. Macierewicz, pisząc, że w trakcie wydarzeń marcowych – zapoczątkowanych przez „komandosów” na uczelniach całego kraju powstawały: „Komitety Studenckie niezależne od oficjalnej struktury organizacyjnej. Wypracowano formułę działania opartą o koncepcję tworzenia niezależnych od państwa instytucji społecznych”.  Koncepcja – prezentowana przez A. Macierewicza i P. Naimskiego -, ze dopuścili oni A. Michnika i J. Kuronia do tworzenia Komitetu Obrony Robotników tylko dlatego, że środowisko „komandosów ” miało medialny rozgłos i medialne kontakty na zachodzie bez których ta pierwsza niezależna instytucja byłaby rozjechana przez aparat bezpieczeństwa, jest nie do utrzymania.

A. Macierewicz zwrócił się do J. Kuronia i „komandosów” o udział w pracach w KOR przede wszystkim dlatego, że ich akcje  miały także charakter „więziotwórczy” a więc antykomunistyczny. Po powstaniu KOR i jego rocznej akcji pomocy robotnikom, zakończonej sukcesem, instytucja założona i w gruncie rzeczy kierowana przez A. Macierewicza i P. Naimskiego zmieniła swój charakter co odbiło się w zmianie nazwy: Komitet Obrony Robotników zmienił się w Komitet Samoobrony Społecznej KOR.  Zaczął się – wbrew nowej nazwie KOR –u – czas polityki. W październiku 1977 roku zaczyna się ukazywać miesięcznik „Głos”, którego redaktorem naczelnym jest A. Macierewicz, w skład kolegium redakcyjnego wchodzą także A. Michnik i J. Kuroń.

Już jednak przy redagowaniu pierwszego numeru pisma dochodzi do symbolicznego – konfliktu między redaktorem naczelnym i A. Michnikiem. Ten ostatni napisał tekst w którym chwalił politykę Gierka i nazywał go „polskim Suarezem” (portugalski premier, który zaprowadził po rewolucji Gożdzików w Portugali, demokrację). A. Macierewicz – zgodnie z demokratyczna kulturą –  zgadza się na opublikowanie tego tekstu pod warunkiem, że ukaże się także tekst polemizujący z tezami Michnika.  Michnik z oburzeniem odrzuca tą propozycję. Z nim się nie dyskutuje. Polemizować z nim może ewentualnie prof. Modzelewski, a nie nikomu nieznany doktorant historii. Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że szokujące postępowanie A. Michnika było dobrze przemyślaną prowokacją. A. Macierewicz obojętnie jaką opcje by wybrał  – w obu przypadkach ponosił klęskę;  zgadzając się Michnikiem oddawał mu absolutna władzę w KSS KOR, nie zgadzając się, doprowadzał do konfliktu, którego wszyscy chcieli uniknąć. A. Macierewicz wybiera drugą opcję, Michnik występuje z redakcji „Głosu”, a środowisko opozycyjne oskarża red. naczelnego o wywoływanie niepotrzebnych konfliktów z człowiekiem, który opromienił ich działalność w salonach Paryża i Londynu. Od momentu swego powrotu z Zachodu w 1977 roku, A. Michnik zachowuje się tak jakby jego głównym przeciwnikiem nie byli komuniści tylko A. Macierewicz, ten ostatni nie zdaje sobie sprawę, że ma do czynienia z wybitnym uczniem geniuszy politycznych jakim była frakcja „puławian”, która doprowadziła do przewrotu i zmiany systemu politycznego w Polsce w październiku 1956 roku.

Ojcem chrzestnym A. Michnika jest S. Staszewski, główny organizator, taktyki i strategii „puławian” w latach 50 –tych. To on uczy Michnika abecadła polityki, to on zapoznaje go z metodą „etykietowania” dzięki której „puławianie” wyeliminowali z politycznej gry frakcję „natolińczyków”. To on najprawdopodobniej podsuwa autorowi „Cieniów zapomnianych przodków” pomysł z artykułem gloryfikującym Gierka jako prekursora demokracji w Polsce. Michnik stosuje te wszystkie techniki polityczne Staszewskiego w walce o zdobycie monopolu decyzyjnego w KOR. Jest mistrzem politycznych zagrywek, A. Macierewicz czy P. Naimski dopiero uczą się polityki, są „politycznymi prawiczkami” są wobec – i piszę te słowo najzupełniej świadomie – bezbronni wobec geniuszu politycznego A. Michnika. W latach 1977 – 1978 do KSS KOR przyjęci są kolejni członkowie z kręgu albo „komandosów” albo „elity intelektualnej” Warszawy. A. Michnik wygrywa z A. Macierewiczem starcie za starciem i nie ma czemu się dziwić; KSS KOR jest instytucją skierowaną głównie do elity intelektualnej kraju, a tą autor „Kościoła, lewicy, dialog” ma w kieszeni, jest człowiekiem, który od 16 roku życia tą elitę rozgryza emocjonalnie, zna wszystkich i wszyscy go znają i uwielbiają. A. Macierewicz nie zna nikogo i nic nie o tej elitce nie wie. Nie wie – jak wynika z książki, że np. S. Barańczak był członkiem PZPR nie do 1969, jak myślał, tylko do 1976 roku.

Jednak główne przyczyny, które zdecydowały o przejęciu władzy w KSS KOR przez „komandosów” miały inny charakter. A. Michnik był charyzmatycznym przywódcą ekskluzywnej grupy społecznej połączonej niezwykle silną więzią emocjonalną. Wspólne elitarne liceum, rodzice komuniści, poczucie wyalienowania z tradycyjnego społeczeństwa polskiego, tworzyło z „komandosów” ideowy monolit, gdzie decyzje przywódcy są nie kwestionowane. „Czarna jedynka” była normalnym kręgiem koleżeńskim, jej członkowie nie mieli żadnych doświadczeń politycznych, A. Macierewicz nie był nawet ich  przywódcą. I w momencie kiedy wraz z P. Naimskim podejmuje on decyzję rozpoczęcia walki  politycznej z „komandosami”, której celem jest zachowanie demokratycznego charakteru KSS KOR, większość jego kolegów z „Czarnej jedynki” przechodzi na stronę A. Michnika. A. Macierewicz walczy o demokrację, walczy z ideowym monopolem „lewicy laickiej”, robi wszystko aby  KSS KOR nie zmienił się w PZPR-bis.  Walczy z ludźmi, którzy – jak udowodnili to ks. J. Tischner i Z. Najder w recenzjach z „Kościoła, lewicy, dialog” – demokratami nie byli nigdy, a mimo to jego najbliższe otoczenie w tej walce go opuszcza. O tym procesie stopniowego wyobcowania, osamotnienia twórcy KOR, nie ma w książce ani słowa. W 1981 roku A. Macierewicz udziela wywiadu redaktorom jednego z dzienników NSZZ „Solidarność” Regionu Mazowsze w którym  mówi o początkach KOR to samo co w recenzowanej przez mnie książce. Następnego dnia na łamach tego samego dziennika ukazują się listy harcerzy z „Czarnej jedynki” M. Barańskiego, D. Kupieckiego, W. Onyszkiewicza, w których ich autorzy odcinają się radykalnie od słów swego kolegi. Samotność A. Macierewicza – jaką cenę psychologiczną zapłacił twórca KOR za podjecie walki z „lewicą laicką” już w 1977 roku?

Piotr Piętak