Klęska J. Kaczyńskiego – Tusk zostanie wybrany na II Kadencję

W czwartkowym wywiadzie radiowym lider PiS Jarosław Kaczyński w wyjątkowo ostrych słowach skrytykował Donalda Tuska. Kaczyński stwierdził, że były polski premier nie ma co liczyć na poparcie rządu polskiego w kwestii   ponownego wyboru na przewodniczącego Rady Europejskiej. Warszawa jest jedyna stolicą w Europie, która tak gwałtownie sprzeciwia się kandydaturze Polaka. Nie wszyscy sobie zdaja z tego sprawę, że stanowisko prezesa PiS  kompromituje  Polskę, jej kulturę  i jej tradycję. Zanim przejdę do próby odpowiedzi na pytanie: dlaczego D. Tusk jest tak popularny w stolicach zachodnioeuropejskich przypomnijmy, że  według przedstawiciela Francji, którego wypowiedź odzwierciedla nastroje panujące w innych stolicach, „nie ma alternatywy dla kandydatury Donalda Tuska”, że Węgry, Słowacja i Czechy zgodnie udzieliły poparcia kandydaturze Tuska czyli że Tusk nie potrzebuje polskiego wsparcia, bowiem kluczowi przywódcy europejscy bowiem, w tym kanclerz Niemiec Angela Merkel, pozostają przychylni jego kandydaturze.

Taka sytuacja – sprzeciw Polski, poparcie reszty członków UE jeszcze bardziej osłabia naszą pozycje w UE, a przypomnijmy, że nasz kraj nie jest w sferze euro i każda reforma Wspólnoty osłabi wpływy czyli finanse tych państw, które nie sa członkami wspólnoty walutowej. O tym fakcie jakby wszyscy zapomnieli. Dlaczego Tusk jest tak popularny wśród zachodnich polityków i dlaczego maja oni do niego kulturowe zaufanie? Otóż dlatego, że Tusk wraz z zR. Sikorskim był  autorem rewolucji w polskiej polityce zagranicznej, Rewolucji przez nikogo nie zauważonej i co gorsza prawie przez nikogo nie zrozumiałej.  Na czym ta rewolucja polega i jakie są jej przyczyny? Przystąpienie Polski do UE wymusiło na naszych politykach naukę uzgadniania wielu – często sprzecznych – punktów widzenia z politykami europejskimi w celu osiągnięcia kompromisu. W sprawie Ukrainy Tusk i Sikorski natkneli się u swoich kolegów z Francji, Anglii czy Niemiec na potężna barierę kulturową, która wręcz uniemożliwiała rozmowę nie mówiąc już o kompromisie politycznym.

Na czym polega ta kulturowa bariera? Na głębokim przeświadczeniu  zachodnioeuropejskich polityków, że nasi politycy musza reprezentować tzw.  „polską interpretację” Rosji, która  zresztą nie ogranicza się tylko do naszego kraju, bo reprezentują ją także Bałtowie czy Węgrzy. Narody te – bezsprzecznie przynależące cywilizacyjnie i kulturowo do Europy –  odczuły na własnej skórze dominację rosyjską i  starały się przekazać innym narodom tą – dla nich bezdyskusyjną prawdę -, że Rosja nie ma nic wspólnego z Europą, że przynależy do innej obcej cywilizacji. Wystarczy zajrzeć do Gustawa Herlinga Grudzińskiego, którego najsłynniejsza książka nosi- nie przypadkiem – tytuł „Inny świat” . Wystarczy przeczytać kilka książek Miłosza czy arcydzieło nieznane Józefa Czapskiego pod wielce znamiennym tytułem „Na nieludzkiej ziemi”. Alain Besancon tak charakteryzuje naszych pisarzy: „Nie są oni z pewnością wolni od ideologii, ale ważne jest jeszcze jedno: Rosji, którą znają, nie darzą nienawiścią i często okazują jej swą sympatię. Ale żeby od razu włączać Rosje do Europy? Zdziwiliby się niezmiernie.”.

Gdyby jednak chodziło tylko o pisarzy polskich piszących swoje arcydzieła w rodzinnym języku to by nie było tak istotne, ale przecież Conrad-Korzeniowski, jeden z najwybitniejszych pisarzy angielskich, pisząc książkę o rosyjskich rewolucjonistach pt. „W oczach zachodu”, powinien ja według krytyków zachodnich nazwać „W oczach Polaków”, bowiem  przedstawia w niej –  w skrajnej postaci – „polską interpretację Rosji”. Według niego Rosja to obcy świat, obca cywilizacja, obcy całkowicie Europie ludzie a najbardziej obcy są ci, którzy uważają, że reprezentują idee europejskie czyli rosyjscy rewolucjoniści. Otóż większość elit zachodnich uważa, że Rosja należy  do naszej cywilizacji, że komunizm był tylko przykrym wypadkiem, że Rosja jest na tej samej linii rozwoju co Anglia czy Francja, tyle, że wiek czy dwa wcześniej.

Dlatego z trudem przyjmują do wiadomości polska argumentację oskarżając ja od razu – kulturowo – o brak obiektywizmu. Tusk i Sikorski musieli– w rozmowach z politykami zachodnimi – udowadniać, codziennie, że nie reprezentują już „polskiej interpretacji Rosji”, że umieją przyjąć i stosować w praktyce interpretacje zachodnią. Stąd stałe podkreślanie wspólnej polityki UE, kompromisu i poszukiwania za wszelka cenę wspólnego stanowiska Europy wobec Rosji. Była to swoista rewolucja kulturowa w polskiej polityce zagranicznej kompletnie niezrozumiała przez komentatorów i dziennikarzy.   Tusk był bardziej europejski niż politycy Paryża czy Londynu. Jego strategia nie miała nic wspólnego z opcją „piastowska” czy „jagiellońską”, tylko z przeświadczeniem, że aby być skutecznym trzeba  w oczach naszych europejskich partnerów nie reprezentować „polskiej interpretacji Rosji”.  Heroiczne zadanie i jak zwykle to co wartościowe i cenne w naszej polityce było zbyte milczeniem przez komentatorów. Zachód jednak to zauważył i docenił.

Piotr Piętak

 

Dodaj komentarz