Klasa robotnicza PRL i ślepota historyków IPN

Znamy historie PRL, ale nie znamy historii tej warstwy, która doprowadziła do upadku komunizmu w Polsce i Europie. Historia polskiej klasy robotniczej w PRL jest owiana tajemnicą. Wiemy wszystko – lub wydaje się nam , że wiemy – o strajku w czerwcu w zakładach im. Cegielskiego w Poznaniu. Wiemy wszystko o strajkach  na Wybrzeżu w grudniu 1970 a także o  strajku sierpniowym w 1980 roku, ale w latach 70 –tych XX wieku w „złotych” czasach Gierka i zachodnich kredytów miało miejsce kilka tysięcy strajków w całym kraju o których nic nie wiemy. Nie wiemy jak świadomość poszczególnych fragmentów klasy robotniczej ewoluowała. W jaki sposób  – a to jedno z wielu pytań – władza komunistyczna traktowała przywódców strajków, jaki był ich los? Byli zmuszani do współpracy pod groźbą utraty pracy czy też zmuszano ich – różnymi sposobami – do opuszczenia miejsca zamieszkania i przeniesienia się, często wraz z rodziną – w drugi koniec Polski w ten sposób izolowano ich od współtowarzyszy pracy dla których byli autorytetem, a może ginęli w wypadkach samochodowych?

Ilu z nich – pod groźbą utraty życia lub wolności – zgodziło się współpracować z komunistycznym aparatem przemocy? Czy mamy prawo odsądzać ich od czci i wiary, jeżeli nie wiemy nic o metodach jakimi SB zmusiła ich do współpracy? Historia klasy robotniczej – samo pojecie „klasy robotniczej” jest dzisiaj powszechnie wyśmiewane – jest (z wyłączeniem tych strajków o których wspomniałem) białą plamą. Znamy każdy krok działaczy KOR- u, nie wiemy nic lub prawie nic o tych w imię których Macierewicz i Kuroń powołali go do życia. Innymi słowy znamy historię Polski – tworzona głownie właśnie przez klasę robotniczą – pisaną przez inteligentów, którzy zamknięci na cztery spusty w swoim środowisku mylili kielnie z łopatą a robotników znali z kroniki filmowej i z propagandy komunistycznej.  Dzisiaj naszą wyobraźnią rządzą tzw. inteligenci z doktoratami i habilitacjami – tytułami i stypendiami, którzy umieją wszystko tylko niczym się nie pasjonują, dla których ich praca naukowa jest stopniem do kariery  politycznej w IPN czy innej państwowej instytucji ganiającej „agentów” i komunistyczne zbrodnie, dla których robotnicy to „robole”, „ćwoki” itd. I tylko ci ludzie odgrywają dzisiaj rolę autorytetów moralnych wydających publiczny wyrok na Wałęsę i innych działaczy „Solidarności”. Próbują naśladować Dmowskiego i Piłsudskiego zapominając o jednym: Polska odzyskała niepodległość w 1918 roku dzięki heroicznej pracy warstwie polskiej inteligencji. Wolność wywalczona w 1989 roku zawdzięczamy tylko i wyłącznie heroicznej walce polskiej klasy robotniczej ukształtowanej w PRL, która w wyniku licznych starć z władzą komunistyczna umiała sama bez pomocy nikogo z zewnątrz wypracować formy organizacji, które zadały śmiertelny cios leninowskiej utopii.

W miesięczniku „Kultura” Paryż nr11/342 1992 – opublikowano „Protokół z konferencji aktywu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego z listopada 1954”. Redakcja poprzedziła publikacje protokołu następującym tekstem: „Przed kilkoma tygodniami otrzymaliśmy od najzupełniej miarodajnej osoby, której nazwiska nie możemy ujawnić, dokument, który – chociaż odnosi się do odległej przeszłości – niesłychanie pasuje do dzisiejszej sytuacji w Polsce.”. Zacytujmy głosy z dyskusji dotyczący werbunku agentów w czasach stalinowskich. (podkreślenia moje)

„Głos zabiera tow. Minister Radkiewicz

„Biuro Polityczne, pomimo naszych dotychczasowych błędów i wypaczeń, oceniło pozytywnie dorobek organów bezpieczeństwa i ich walkę z bandami reakcyjnymi, dywersja i sabotażem w przemyśle i osiągnięcia w dziedzinie wywiadu wojskowego i politycznego. Poleciło wyrazić wam, tu obecnym, słowa uznania i podziękowania.

Przechodząc do spraw czysto operacyjnych, wydaje mi się, że należy zrewidować nasz system agenturalny, przebudować go na innych zasadach, wyeliminować niepotrzebną bierną sieć agentów, którzy liczą się w milionach. Ten dotychczasowy stan rzeczy może do reszty wypaczyć charakter  kontrwywiadowczej pracy aparatu.”

„Głos zabiera ppłk. Winiawski – naczelnik Wydziału Departamentu VII (wywiad)

Następna sprawa, która chce poruszyć, to sieć agenturalna. Jest to taki labirynt, że trudno nawet pracownikowi operacyjnemu przeprowadzić właściwa klasyfikację i określić przeznaczenie poszczególnych kategorii.

Na podstawie ogólnych założeń, agentura jest „lekarstwem” na wszelkie choroby społeczne, ekonomiczne, młodzieżowe itd. Nasilenie werbunków wzrasta lub maleje w zależności od sytuacji ekonomicznej, politycznej jak np. wybory, referendum – lub nawet w zależności od wykonania lub niewykonania planu produkcyjnego. Całe nasze życie oplatane jest siecią agenturalną, która właściwie nic nie daje i całkowicie wypacza charakter kontrwywiadu. Werbunki przyjmują taki masowy charakter, że setki tysięcy trafia do naszych kartotek agenturalnych , nikt nie jest w stanie tej masy obsłużyć, powstaje powszechna demoralizacja, co z kolei powoduje masowe eliminacje sieci.

Nie zgadzam się z tezą, że masowe werbunki agentury w pewnych rejonach Kraju i w pewnych okresach są konieczną formą terroru dyktatury proletariatu przeciwko „wrogo nastawionemu społeczeństwu”. Ta teza jest politycznie niemoralna i nieetyczna.

Sieć ogólnoinformacyjna

Werbowana w ogóle przez wszystkie jednostki i piony dla dopływu informacji o wrogiej działalności. Jest ona masowa, budowana na szlakach działalności grup bandyckich, obiektach przemysłowych, kolejowych, państwowych, wiejskich, leśnych etc. Ta sieć jest co pewien czas eliminowana jako bezwartościowa, gdyż opiera się na błędnych koncepcjach werbunkowych tj. jak najwięcej ludzi w kartotekach agenturalnych i kolekcja zobowiązań o współpracy z MBP.

Sieć antydywersyjna

Budowana na liniach wysokiego napięcia, ważnych agregatach w przemysle górniczym, hutniczym, elektrotechnicznym i maszynowym. Jest ona w zasadzie  bliźniaczo podobna do sieci ogólno-informacyjnej; ma tylko inna nazwę dla odróżnienia lokalizacji.

Agentura

Budowana w organizacjach społecznych, młodzieżowych, sojuszniczych partiach politycznych, organizacjach klerykalnych i innych – dla przeprowadzenia polityki inspiracji naszej Partii i Rządu PRL.

Dam konkretny przykład: na kopalni „Generał Zawadzki” od dwóch lat nie wykonano planu wydobycia. Rejestrowano miesięcznie około 90-100 awarii na trasie transportu. Przyczyna była prosta – zużyty transporter, który należało wymienić. Ponieważ nie było dewiz na import takowego, kierownictwo resortu górniczego wolało zrzucić odpowiedzialność za to na WUBP twierdząc, że awarie noszą charakter sabotażowo-dywersyjny i dlatego kopalnia nie wykonuje planu. Na trasie transportu pracowało 180 ludzi. Doradca Dunajew polecił werbować co piatego robotnika transportu sądząc, że w ten sposób wykryje się i zahamuje awarie zwłaszcza, że kopalnia dostarczała węgiel do ZSRR. Gdy to nie pomogło, polecono werbować co czwartego, a wreszcie po trzech miesiącach byli już zwerbowani wszyscy pracownicy na transporcie. Pas jednak zrywał się nadal i nadal miały miejsce przestoje./…/

Płk. Wolański, Główny Komendant MO

Podobnie jak w MBP tak samo w MO masowe werbunki agentury stały się „sztuka dla sztuki”. Jest rzeczą zrozumiałą, że żaden organ policyjny nie może walczyć z przestępczością kryminalną, jeżeli, jeśli nie posługuje się posługuje się tzw. siecią konfidencjonalną.

Koncepcja operacyjna, polegająca na organizacji sieci agenturalno-konfidencyjnej wg struktury administracyjnej: rezydent w ADM, informator blokowy (dozorca), konfident w podejrzanym środowisku przestępczym – jest niesłuszna i nie wytrzymuje krytyki.

Przejrzałem kilkadziesiąt rozpracowań, opartych na różnych doniesieniach. W zasadzie były one bezwartościowe. Przymusowe werbunki nie spełniają pokładanych w nim nadziei. W większości wypadków werbowani informatorzy wśród dozorców uprzedzali swoich lokatorów , że milicja interesuje się nimi. Z tego powodu do biura skarg i zażaleń Głównej Komendy wpłynęło setki skarg i zażaleń od ludzi nie mających nigdy nic wspólnego z przestępczością.”.

Wnioski z tych głosów powinni wyciągnąć przede wszystkim historycy IPN. Zacytujmy na koniec wnioski redakcji „”Kultury”  paryskiej

„Uwagi do komentarza

Nieprawdą jest, że niektóre teczki personalne agentów czy informatorów zostały spreparowane. Stara władza nie miała w tym zakresie żadnych potrzeb, jedynie sposób oformienia teczek poszczególnych „agentów ” i informatorów miał różny charakterByły teczki personalne „agentów” bez zobowiązań i własnoręcznego podpisu. Był to werbunek „kapturowy” oparty na dowolnych spotkaniach i notatkach służbowych z przeprowadzonych rozmów. Wystarczyło, że kandydat zgodził się na spotkanie towarzyskie z przedstawicielem wywiadu czy kontrwywiadu – a już został uznany za „agenta kapturowego” i zarejestrowany w kartotece. Do takich zaliczyłbym obecnego Prezydenta RP Lecha Wałęsę, który się systematycznie spotykał z gen. Kiszczakiem i b. Prezydentem Jaruzelskim, o czym ten wspomina w swojej książce: „Stan wojenny – dlaczego?”

„agenci” werbowani do jednorazowych akcji, którzy wprawdzie podpisali zobowiązania, ale nie utrzymywano z nimi kontaktów służbowych. Były to tzw. werbunki dla sterroryzowania społeczeństwa w pewnych regionach kraju i w pewnych okresach. Była to akcja zgodna z uchwałą Biura Politycznego. Ten rodzaj agentury pozostawił w kartotekach setki tysięcy rzekomych „agentów”., ludzi, którzy ze strachu podpisali podsunięte im zobowiązania. /…/„agenci” werbowani na zasadach patriotycznych, bez zobowiązań, zgodnie z polityka inspirowaną przez PZPR w sojuszniczych partiach politycznych, w organizacjach związkowych i w służbie dyplomatycznej (gdzie Partia nie miała jeszcze swoich kadr). Te werbunki miały być silniejsze od ideologii partii. /…/Setki tysięcy teczek „biernych” kandydatów na „agentów” rejestrowanych w kartotekach. Do werbunków nigdy nie doszło z różnych przyczyn. Włączone do teczek dokumenty mogą u niefachowców wywołać wrażenie, że „figurant” tej teczki był „agentem”

Przeglądając materiały w/wym  rodzajów teczek mogą być przekonani, że są to teczki klasycznych agentów. Tak jednak nie jest. Autorzy i wykonawcy ustawy „lustracyjnej” wyrządzili ogromna krzywdę milionom niewinnych ludzi, którzy stali się ofiarami systemu narzuconego z zewnątrz, często nie wiedząc, że figuruja jako „agenci” w kartotekach  MSW. Jeśli przyjmie się, że do roku 1960 było zwerbowanych i zarejestrowanych 6 milionów (!)  osób (z tego duża część była w różnych okresach eliminowana, ale nazwiska  ich pozostały w rejestrze) – t zprostego rachunku, wynika, że 24 miliony ludzi w Polsce (licząc przeciętnie  osoby na rodzinę) było dotkniętych tą zarazą. Na wspomnianej naradzie większość zabierających głos domagała się zniszczenia teczek tego rodzaju „agentów” i wykreślenia ich z rejestru. Jak się obeznie okazało – zalecenia te nie zostały wykonane.

Teczki prawdziwych agentów, pracujących aktywnie, były zawsze pilnie strzeżone i instrukcja przewidywała, że należy je zniszczyć w wypadku niebezpieczeństwa dekonspiracji tj. przy zmianie władzy, na wypadek wojny, ewakuacji itp. Według wszelkiego prawdopodobieństwa te teczki zostały zniszczone.

Należałoby zaznaczyć, że agentura, która miała być ostoją PRL, stała się w środowisku, z którego się wywodziła, najbardziej opozycyjna w stosunku do władzy. Wypływało to z samej formy werbunku, który był aktem poniżającym, narzuconym ludziom wbrew ich woli, na zasadzie zastraszania.”.

Zacznijmy nareszcie  rozumieć czym była afera „Bolka” i w jakim kontekście trzeba ja rozpatrywać.

Piotr Piętak

 

3 przemyślenia nt. „Klasa robotnicza PRL i ślepota historyków IPN”

  1. Szanowny Panie,

    nigdy nie było 6 mln zwerbowanych i zarejestrowanych agentów, tym bardziej do 1960 r. Jeżeli Pan weźmie publikację choćby Tadeusza Ruzikowskiego [ Tajni współpracownicy pionów operacyjnych aparatu bezpieczeństwa 1949- 1984], zobaczy pan właściwe proporcje. Brał Pan chyba za dobrą monetę słowa min. Radkiewicza. W pierwszej połowie roku 1960 było ok. 10 tys TW. Liczba wzrosła dopiero z latach 80-tych. Nie ma Pan także racji, iż wystarczyło jedno spotkanie i już rejestrowano „agenta kapturowego”. Kazdy werbunek musiał być uzgodniony z naczelnikiem wydziału i przez niego zatwierdzony [ B. Musiał, Podręcznik SB”]. Cyklicznie odbywały się kontrole wydziałowy pracy oficerów operacyjnych – tym bardziej, iż wchodził w grę fundusz operacyjny. A pieniędzmi i prezentami hojnie pana Wałęsę obdarowywano.
    Teczki osób, które nie zgodziły się na wspólpracę lub wobec których werbuneknie doszedł do skutku, były niszczone.
    Całkowicie miesza Pan także okresy działania służb bezpieczeństwa i zasady werbunku – patrząc przez pryzmat czasów stalinowskich lub tuż poststalinowskich a lat 60-tych i późniejszych. [„instrukcje pracy operacyjne Służby Bezpieczeństwa”].

    1. Szanowny Panie,
      Dziękuje za ciekawy wpis. Moje uwagi – po pierwsze to nie są moje oceny, podaję po prostu dane z dokumentu, który jest ignorowany przez historyków IPN – nawr w ostatnio wydanej książce o Brystygierowej o tym dokumencie nie ma ani słowa. Po drugie podaje pan datę 1960 rok – dokument omawia lata do 1954 roku. Następuje później pażdziernik 1956 roku i zmiana pracy aparatu bezpieczeństwa PRL. Jednak najważniejszym faktem w tym okresie jest tzw. bunt SB – ecki, którym dowodził kapitan Makąlogwa, który doprowadził do kompletnej dezorganizacji SB. Bunt ten doprowadził do całkowitej dezorganizacji SB, której odbudowa trwała całe lata. Bez brania pod uwagę tego faktu cała działalność SB z lat 60 -tych jest niezrozumiała.

  2. Można widzieć i dla działalności donosicielskiej Lecha Wałęsy okoliczności łagodzące, ale wiele przykładów (o robieniu z ludzi TW bez ich zgody – z „Kultury” i z Pana komentarzy) jednak do niego nie pasuje. Gdy ktoś bierze zapłatę za taką „pracę”, to trudno mówić o byciu TW bez własnej zgody. Istota sprawy polega na czymś innym, jest jak gdyby tragedią biblijną czy ze starożytnych dramatów. Oto donosiciel dla SB i zdrajca kolegów zostaje później, dzięki talentowi przywódczemu i słusznej ocenie tego, jakim gównem jest komuna, przywódca narodu w walce z nią, człowiekiem-symbolem ważnym w historii świata. Szaweł zostaje Pawłem. Ale Lech Wałęsa nie ułatwia wybaczenia mu,bo na koniec zostaje nadętym pyszałkiem, jego poziom ,klasa i bystrość spadają, gada głupstwa itd

Dodaj komentarz