Dlaczego Polska zapomniała o Ukrainie?

Analiza mediów całego świata – BBC World, TV5 Monde, CNN – jednoznacznie dowodzi, że polski rząd przestaje się interesować sprawami dla naszego kraju najważniejszymi. Wczoraj w dzienniku francuskiej telewizji publicznej informacja o wznowieniu zaciekłych walk w Donbasie miedzy armią ukraińska i separatystami wspieranymi przez Putina, znalazła się na trzecim miejscu. Po informacji o wyborczych jatkach we Francji i po informacji o powołaniu nowego sędziego Sadu Najwyższego przez prezydenta Trumpa, wyświetlono reportaż z Ukrainy i pokazano apel premiera Ukrainy o pomoc do społeczności międzynarodowej. To samo w dzienniku BBC World. U nas w TVN i w dzienniku TVP1 o 19.30 ani słowa o Ukrainie. Ani słowa o wznowieniu walk między miedzy armią ukraińska i separatystami wspieranymi przez Putina. Ani słowa o apelu premiera Ukrainy do społeczności międzynarodowej o pomoc.

Czy dla rządu premier Szydło Ukraina nie istnieje? Czy PiS nie puszczając informacji o walkach, które nas bezpośrednio dotyczą, chce się przypodobać – wzorem Orbana – prezydentowi Rosji?  A może tak samo jak z wyrzuceniem Leśmiana do kosza na śmieci, PiS nie informuje społeczeństwa polskiego o nowej fazie konfliktu na Ukrainie by się przypodobać skrajnym nacjonalistom spod znaku JKM, którzy, biją już od dawna pokłony przed Putinem, którzy – jak w klasycznych podręcznikach politologii – wielbią siłę i przemoc i pogardzają słabszymi. Wielbią Putina gardzą Ukrainą.

W głowie mi się nie mieści, że w rządzie w którym zasiada A. Macierewicz, który mnie i innych uczył jak ważna dla naszej polityki jest niepodległa Ukraina do tego stopnia lekceważono tą kwestię. Co się z wami koledzy stało?  Od czterech lat Polacy zaczynają zdawać sobie sprawę, że los tego kraju jest nierozdzielny od losu ich ojczyzny, że jeżeli Ukraina zostanie przez Rosję ubezwłasnowolniona, to wtedy – prędzej czy później – status obywateli III Rzeczpospolitej zmieni się nieodwołalnie. Historia zatoczyła koło i znowu znajdujemy się w drugiej połowie XVII wieku. Czy ktoś, kilka lat temu miałby odwagę napisać, że dzisiaj w 2014 roku będziemy myśleć prawie dokładnie tak samo jak nasi przodkowie z czasów Sejmu Niemego i z drżeniem serc oczekiwać drugiej, symbolicznej Połtawy?  Czy ktoś mógłby przypuszczać, że poemat J. Łobodowskiego pt. „Pieśń o Ukrainie” wydany przez Kulturę Paryską w 1959 roku   będzie z jednej strony polsko-ukraińskim programem politycznym XXI wieku z drugiej zaś, profetyczną zapowiedzią tego co dziś widzimy i czujemy obserwując wydarzenia w Kijowie i Doniecku?

Zapomnieć, co mi gorzkie serce struło,

Znów Dniepr i Wisłę związać pieśni stułą

Wyprostować ścieżki młodym dziejom;

Twardo w ziemię wbić zwycięską stopę

pod Kłuszynem i pod Konotopem

i sztandary rozpostrzec

                     Niech wieją!

Czy to prawda, że polskie dzieci w polskich szkołach nie uczą się największym polsko-ukraińskim zwycięstwie nad Rosją w 1659 roku w bitwie pod Konotopem? Pytam bo mi się w głowie to nie mieści? Pytam, bo w tej chwili, kiedy zagraża nam Rosja – cały czas o tym mówi minister A. Macierewicz – nasze relacje, ba nasza przyjaźń z Ukrainą to kwestia naszego być albo nie być. Wszystko co nas łączy powinno być wybijane złotymi zgłoskami. Zwycięstwo pod Konotopem wojsk kozacko- polskich nad Rosjanami. Wspaniała bitwa pod Kłuszynem w której wojska hetmana Żółkiewskiego rozbiły kompletnie wojska rosyjsko-szwedzkie.  W tej bitwie odznaczyli się szczególnie kozacy zaporoscy. Nasz dzieci maja wiedzieć, że mamy wspólnego wroga – Rosję i że razem przeciwko temu wrogowi niejednokrotnie walczyliśmy. My nie mamy prawa o Ukrainie zapominać.

Czy ktoś jeszcze pamięta, że wspomniany wyżej tytuł tomiku Łobodowskiego – wydanego w języku polskim i ukraińskim – odwołuje się do manifestu powstańców z 1863 roku, którzy właśnie w słynnej „Złotej Hramocie”, napisanej po rusku i po polsku, obiecywali chłopom ukraińskim ziemię, równouprawnienie miejscowego języka, wolność wyznania i przywileje dla księży prawosławnych?

Czy ktoś jeszcze pamięta, że  na chorągwi powstania styczniowego, widniał trójczłonowy znak Orła Białego, Pogoni  i ruskiego Archanioła Michała? Czy ktoś jeszcze pamięta o renegacie naszego narodu i jednocześnie jednym z twórców ukraińskiej kultury Włodzimierzu Antonowiczu, który w młodości uważał się za Polaka, potem uznał się za Ukraińca o polskich korzeniach. W drugiej połowie XIX wieku powstaje na Ukrainie Związek Trójnicki w skład którego wchodzą młodzi Polacy – Tadeusz Rylski, Paulin Święcicki i właśnie Włodzimierz Antonowicz -, którzy uważają, że lud ruski należy pozyskać dla „sprawy narodowej”, uświadamiać go i przekonywać, że odrodzenie Polski oraz wypędzenie „Moskali” leży w jego interesie. Polaków zaś należało nakłaniać, by w przyszłej Polsce, mającej być prawdziwą Rzeczpospolitą Trojga Narodów, zagwarantowano autonomię kulturalną ludności ruskiej. Jednak Antonowicz, pod wpływem pieszych wędrówek po wsiach ukraińskich przekonał się, że na ziemiach ruskich dawnej Rzeczypospolitej interesy szlachty i ludu są sprzeczne. Dlaczego? Bowiem w jego mniemaniu odrodzone państwo polskie będzie zdominowane przez szlachtę, przez jej sposób myślenia i kulturę, która Ukraińcom jest obca. Pisze  artykuł pt. „Moja spowiedź”, w którym rozlicza się z własnej metamorfozy narodowej:

„(…) w dzieciństwie cechowało mnie typowe zachowanie panicza i długo podzielałem wszystkie stanowe i narodowe uprzedzenia ludzi, wśród których się wychowałem, ale kiedy przyszedł czas, że stałem się świadomy, na chłodno dokonałem oceny własnego położenia w kraju (…). Zrozumiałem, że Polacy – szlachcice zamieszkujący kraj południoworuski, mają przed sądem własnego sumienia jedynie dwa wyjścia: albo pokochać lud, wśród którego żyją, utożsamić się z jego interesami, wrócić do swojej narodowości, kiedyś porzuconej przez przodków, i nieustanną pracą oraz miłością, w miarę sił zadośćuczynić zło wyrządzone przez nich ludowi, co wykarmił wiele pokoleń wielmożnych kolonistów, a któremu ci ostatni za pot i krew odpłacali pogardą, wyzwiskami, brakiem szacunku wobec jego religii, obyczajów, zasad moralnych, godności osobistej, albo też, jeśli ku temu nie wystarczy siły ducha, przenieść się na ziemię polską, zamieszkaną przez polski lud.”.

Powtarzam: my nie mamy prawa zapominać o Ukrainie. Mam nadzieję, ze wczorajsza wpadka zarówno telewizji prywatnych jak i państwowych jest wynikiem złej pracy a nie zaplanowanej polityki.

Piotr Piętak

 

2 przemyślenia nt. „Dlaczego Polska zapomniała o Ukrainie?”

  1. A skąd Pan wziąłeś Tych zaporożców pod Kłuszynem? A wiesz Pan, że pod Konotopem to byli jeszcze i Tatarzy (więcej niż Polaków) , a po bitwie jeńców moskiewskich wymordowano? Gdy próbuje się podpierać historią, trzeba by ją znać.

    1. Wie Pan piechota zaporoska była wojskiem Rzeczpospolitej więc odwrócę pytanie – jak mogło jej tam nie być? Natomiast dziękuje za przypomnienie roli Tatarów, którzy byli w tej wyprawie sprzymierzeńcami hetmana Wyhowskiego

Dodaj komentarz