Żydzi

Dlaczego Żydzi nas – oczywiście nie wszyscy – nienawidzą? Dlaczego cały czas oskarża się nas o zbrodnie innych narodów? Dlaczego, gdy – przynajmniej niektórzy z nich – wspominają Polskę to dostają piany na ustach. Dlaczego Polacy – oczywiście nie wszyscy – nienawidzą  Żydów?  Kilka wspomnień, które maja wymowę ogólną.

Rok 1965 – Święto Zmarłych. Jestem harcerzem i moja chorągiew idzie na cmentarz żydowski „posprzątać i uporządkować groby” przylegający do Powązek. Wchodzimy. Na cmentarzu nikogo, tylko koty biegające po grobach i zaśmieconych alejkach i szczury wspinają się po przekrzywionych lub wywróconych, żydowskich nagrobkach. Ruina, nie cmentarz.. Ja jednak nie patrzę na groby, tylko zachwycony obserwuje słup światła podtrzymujący szare niebo, unoszące się za murem, nad katolickimi grobami cmentarza powązkowskiego.

Rok później. Poznań. Niedzielna Msza. Młody ksiądz, rozdygotany, krzyczy na cały Kościół : „I pamiętajcie dzieci, że te które maja kręcone włosy i krzywe nosy to dzieci Szatana i z nimi nie można się bawić”. Pytam cioci, co to za dzieci. Odpowiada, głaszcząc mnie po głowie : „Żydzi, Piotrusiu”.

Wybiegam, w środku Mszy, z płaczem z Kościoła. Moja sąsiadka o rok od mnie starsza była żydówką. Miała kręcone włosy i zakrzywiony nos, nauczyła mnie czytać. Przez 15 lat nie chodziłem do Kościoła.

Wiem, znam zarzuty. Przedstawia Pan swoje emocje – to jest czysty subiektywizm itd. Otóż, stosunki między Żydami i Polakami to są emocje w stanie stężonym. I jeżeli takich faktów jak te które nieudolnie opisałem nie będziemy przedstawiać, to nasze porozumienie – rzecz jasna częściowe – z narodem żydowskim nigdy nie nastąpi. Czy tego samego powinniśmy wymagać od drugiej strony?

Zacznijmy od siebie. Bowiem opinia mediów zachodnich o naszym plemiennym antysemityzmie w ogóle mnie nie interesuje.

Rok 1982, jestem redaktorem „Wiadomości” tygodnika wychodzącego nielegalnie w podziemiu. Ukrywam się na Pradze – gdzie redaguje teksty, przepisuje je na matrycach, następnie oddaje je łącznikowi, który z kolei roznosi je po drukarniach.

W lutym umawiam się z nim na przystanku tramwajowym, na Pradze. Przychodzę na umówioną godzinę i czekam. Obok przystanku rośnie zagajnik, gdzie kilku żołnierzy na przepustce zabawia się z pijanymi dziewczynami. Siedzą na ciemnoszarych kamieniach, o które rozbijają kolejne puste butelki. W pewnym momencie dostrzegam milicyjny patrol, więc odruchowo idę w kierunku rozbawionego towarzystwa, jedna z dziewcząt macha do mnie zapraszająco ręką a ja patrząc na nią, widzę, że siedzi na grobie, spostrzegam, że jestem na zrujnowanym cmentarzu.

Szare kamienie w kształcie żydowskich nagrobków są, porozbijane, zarzygane itd.

Rok 1985. Paryż. Emigracja. Spaceruje po Montmartrze. Na jednej z półkolistych uliczek widzę napis nad bramą pomalowanego na niebiesko domu „Przedszkole”, a powyżej tabliczka „Muzeum żydowskie”. Pukam. Otwiera mi stary Żyd, narzekający, ze mu przerwałem popołudniową drzemkę i żąda za zwiedzenie muzeum 10 franków.

Majątek dla takiego jak ja emigranta. Kiwam przecząco głowa i odchodzę, po kilku krokach słyszę : „Ile masz ?”. Sięgnąłem do kieszeni i wysupłałem 6 fr. I 50 cen. Stary Żyd machnął ręką : „Musze wejść na piąte piętro młody człowieku za 6,50, czy to nie skandal ?”.

Wchodzimy po kręconych schodach. Stary Żyd sapiąc ze zmęczenia otwiera mi drzwi i wpuszcza do środka. Jestem sam. Muzeum to dwa duże – połączone ze sobą – pokoje. Na prawo ustawiono na ogromnym stole wykonana z miedzi i srebra cudowną makietę Jerozolimy. Na lewo pełno akwarel, niedokończonych szkiców, obrazów. Rabin z Przemyśla z głowa pochylona nad Biblią. Drewniana synagoga otoczona wianuszkiem lip, a w tle stado pasących się krów. W prawych dolnych rogach daty i niewyraźne podpisy. 1936, 34, 39.

Dzieci żydowskie wybiegające na pusty rynek miasteczka w centralnej Polsce. Uśmiechnięte. Radosne. Czy wszystkie zginęły? To była Polska, której już nie było. Czy jesteśmy jej coś winni? Tak: synagogi są odbudowywane, powstało muzeum w Warszawie, odrestaurowaliśmy wiele żydowskich cmentarzy, a mimo to nadal wspomnienia o polskim antysemityzmie wśród Żydów dominują

Czy słusznie?

Rok 1975 – praktyki socjologiczne po drugim roku studiów. Mieszkamy na przedmieściach Radomia w pięknym internacie zespołu szkół rolniczych. To jest jakiś dawny, cudem niezburzony dworek do którego prowadzi aleja wysadzana po obu stronach pachnącymi lipami. Pod kierownictwem zespołu asystentów i doktora Morawskiego, mamy zbadać aktywność społeczną ludności Radomia. Zapamiętałem pierwszą dyskusję metodologiczną na której ktoś zwrócił uwagę, że przecież w Polsce funkcjonuje Kościół Katolicki i w Radomiu jest kilka zakonów, które prowadzą działalność społeczną. Upiorny, debilny pomysł. Jak zakon kapucynów czy bernardynów mógł traktować studentów socjologii z UW? Wiadomo jak – jak agentów SB. I tak nas potraktowano. Mieszkałem na pierwszym Pietrze i kolegowałem się z L. Dornem i J. Ajznerem przyszłymi twórcami SKS –u i działaczami KOR. Obaj polscy Żydzi. Obaj zajęli dwuosobowy pokój. Po jakims pijaństwie zwaliłem się do łóżka i zasnąłem. W środku nocy poczułem, że ktoś mnie trzęsie i mówi „Piotrek, Piotrek, chodź obejrzyj to”. Otworzyłem oczy i zobaczyłem bladą twarz Lutka Dorna. Wstałem, podprowadził mnie do drzwi ich pokoju i zamykając je od zewnątrz spytał: „widzisz?”. Patrzyłem na drewniane drzwi i dopiero po chwili zobaczyłem gwiazdę Syjonu przeciętą napisem: „Das Jude”. Identyczny napis jaki hitlerowcy malowali na wagonach wiozących Żydów do Oświęcimia. Patrzyłem i nie mogłem w to uwierzyć. Patrzyłem i nie wiedziałem co zrobić i co powiedzieć, nie mogłem nawet spojrzeć w twarze Lutka i Janka. Nie pamiętam swojej pierwszej reakcji na napis „Das Jude”. Pamiętam tylko wstyd i zaciśnięte ze złości dłonie, którymi bezsilnie waliłem w ścianę mojego pokoju. Kierownictwo praktyk zwołało zebranie. Wysłuchaliśmy mądrego wystąpienia partyjnego kierownika i niektórzy – szczególnie studenci z małych miasteczek – próbowali cos mówić, protestować. Wypadło to żałośnie. Wszystko co mówiliśmy było niedokończone, bezsilne. Tym napisem, ci którzy go wykonali zmienili nas w niemowy. Milczeliśmy. Nie umieliśmy nawet nazwać tego czynu. Nasz protest ograniczył się do okrzyków: „tak przecież nie można”, „to, to straszne..”. Siedziałem i czułem się współwinny, tak jakby milcząc współuczestniczyłem w malowaniu napisu „Das Jude”.

Rok 1981 – rewolucja. Jestem redaktorem „Wiadomości Dnia”, dziennika założonego przez A. Macierewicza i z tego tytułu chodzę co tydzień w sobotę na polityczne zebrania, które odbywają się u U. Doroszewskiej. W zebraniu biorą udział oprócz Antka, L. Dorna i mnie także M. Gugulski i kilka innych osób. Latem 1981 Antek postanawia nawiązać współpracę z frakcja tzw. „Prawdziwych Polaków, którzy do negocjacji wydelegowali Zbyszka Knappa z warszawskiego MZK. Niezwykle sympatyczny i dowcipny chłopak. Zbyszek wchodzi do mieszkania Ulki. Siada za stołem i negocjacje się rozpoczynają. Antek w niezwykle inteligentny sposób przedstawia analizę niebezpiecznych posunięć „lewicy laickiej”, które autentyczni patrioci muszą powstrzymać i zablokować na Zjeździe „Solidarności”. Zbyszek cały czas kiwa głową. Antek kończy. Zbyszek patrzy na L. Dorna i mówi „cebula”. Ludwik zapala fajkę. Zbyszek stuka pięścią w stół i powtarza „cebula, cebula, cebula”. Antek powtórnie rozpoczyna analizę niezwykle niebezpiecznych itd. itp., ale Zbyszek mu przerywa i mówi: „zgoda, ale cebula, cebula”. Ulka zaczyna płakać. Ludwik się uśmiecha i pyta: „no dobrze, Zbyszku, ale co z tym wielkiego, że cebula?”. Zbyszek patrzy na niego rozbrajająco i mówi: „cebula to cebula” (dla nierozumiejących „Żyd to Żyd”. Jest cebula nie ma negocjacji. Antek wyrzuca Zbyszka za drzwi. Koniec negocjacji.

Gdybym chociaż jedno słowo zmyślił. Gdybym skłamał, niestety opisana wyżej scena z Z. Knappem, sympatycznym chłopakiem, „Prawdziwym Polakiem” jest czystą żywą prawdą.

Piotr Piętak

 

 

Jedno przemyślenie nt. „Żydzi”

  1. Zastanawia mnie kto i dlaczego mąci w temacie Żydzi. Błąd popełniono dawno temu. Przybywających należało potraktować dokładnie tak jak wszystkich innych. Zakazać separatystycznej działalności religijnej. Dzisiaj mamy analogiczną sytuację w Europie Zach ,bo niby multi kulti, ale faktycznie widać zakazy dotyczące chrześcijaństwa.Asymilacja bez religii wymaga 2 – 3 pokoleń. Z religią jest już problem. Szkodliwe mogą być wszelkie formy podtrzymywania kultury. Np nauka jęz. czy szkoły, kluby, festiwale. …..Tu nie ma miejsca na taką dowolność, kiedy urosną w siłę to zniszczą swojego żywiciela, aby jeszcze bardziej powiększyć swoje profity.

Dodaj komentarz