Tajemnice agenta SB „Zapalniczka”

Wśród elektoratu prawicowego panuje mit patriotycznego rządu premiera Olszewskiego, którego minister A. Macierewicz ujawnił listę agentów SB funkcjonujących w strukturach III Rzeczpospolitej i dlatego prezydent Wałęsa postanowił obalić rząd, ponieważ znajdował się na tej liście jako agent „Bolek”. Mity mają to do siebie, że nawet jeżeli przedstawię dowód, nie do poważenia, że rząd premiera Olszewskiego był od pierwszego do ostatniego dnia kontrolowany przez agentów SB to i tak elektorat prawicowy w to nie uwierzy. Jednak – mimo tej wiedzy – fakty należy poddawać do publicznej wiadomości, być może do kogoś dotrą i zmuszą do refleksji.

Szefem Zespołu doradców premiera Jana Olszewskiego był Zdzisław Najder, o którym po  czerwca 1992 rozeszły się pogłoski, że był agentem – pseudonim „Zapalniczka ” – UB w latach 1958 -1963. Zdzisław Najder, gdy pogłoski te zaczęły się rozpowszechniać, udzielił wywiadu rozgłośni Polskiej RWE. W wywiadzie, powiedział m.in.: We wtorek rano –  dni po odwołaniu premiera Olszewskiego – wyjechałem z Warszawy, by załatwić kilka spraw osobistych i poświęcić kilka dni na napisanie wstępu do „Lorda Jima”. Moje kontakty ze SB miały charakter przesłuchań, a także śledzenia i zakładania podsłuchów, szykanowania , wchodzenia do mieszkania itp.”. Po tym wyjaśnieniu następuje najważniejszy fragment, który polecamy wszystkim miłośnikom rządu premiera Olszewskiego, cytuje:

„Dłuższe rozmowy z tym Urzędem, na które się zupełnie samodzielnie zgodziłem w r. 1958 (3 lata temu) miały na celu wprowadzenie w błąd i ukrywanie tego, co rzeczywiście robili moi przyjaciele, tacy jak Leopold Tyrmand (już nieżyjący), Zbigniew Herbert, ludzie z Klubu Krzywego Koła, ZLP i tego co robiłem ja sam”.

Dodajmy, że w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” z 17 czerwca 1992 roku, Z. Najder tak odpowiedział na pytanie: „Czy wiedział Pan, że w kartotekach jest Pan Zapalniczką?”  – „Nie wiedziałem. Może zresztą te 34 lata temu, kiedy miałem kontakty z SB oni mi powiedzieli, a ja zapomniałem.”. Zanim przejdę do odpowiedzi na pytanie: jaki wpływ na funkcjonowanie rządu premiera Olszewskiego miał fakt, że jego najbliższym doradcą był agent SB, spróbujmy odpowiedzieć na pytanie dlaczego Z. Najder sam i z własnej inicjatywy nawiązał kontakty z SB.

Otóż Z. Najder zajmował się krytyka literacką w szczególności zaś twórczością J. Conrada, angielskiego pisarza, polskiego pochodzenia. Pisał o nim biografie i dlatego chciał wyjeżdżać na Zachód. I dzięki swojej współpracy z SB rzeczywiście w latach 60-tych i 70 –tych XX wieku, często za granicę wyjeżdżał.

Wniosek: Z. Najder został agentem SB z pobudek czysto i wyłącznie materialnych – kariera zawodowa.  Nie mam zamiaru oceniać tego w kategoriach moralnych, zwracam tylko uwagę, że taka postawa była zawsze potępiana prze premiera Olszewskiego i A. Macierewicza. Krótko mówiąc dla prawicy niepodległościowej Z. Najder był zdrajcą i donosicielem. Ale to nie wszystko, bowiem Z. Najder – jak dzisiaj dobrze wiadomo – był twórcą pierwszej organizacji konspiracyjnej powstałej jeszcze przed założeniem KOR – Polskiego Porozumienia Niepodległościowego (PPN), które działało niejawnie – PPN nie ujawnił nazwisk swoich współpracowników  a jego wiarygodność była potwierdzona przez tzw. mężów zaufania, którymi był prof. L. Kołakowski i Gustaw Heling Grudziński.

W programie PPN sformułowano następujące cele polityczne i społeczne: 1/suwerenność narodu rozumiana jako niezbywalne prawo zbiorowości narodowej do decydowania  o własnym losie; 2/  równość obywateli wobec prawa; 3/ rozszerzenie zakresu swobód obywatelskich; 4 / łączność z tradycja i współczesnością cywilizacji europejskiej

Wiemy dzisiaj, że do PPN należał mecenas – przyszły premier – Jan Olszewski, który właśnie w ramach tej organizacji napisał i wydał pod pseudonimem poradnik pt. jak zachowywać się w trakcie przesłuchań i innych kontaktów z SB.

Wniosek:  premier Olszewski współpracował w latach 70 –tych XX wieku z Z. Najderem agentem SB o pseudonimie „Zapalniczka”, który założył pierwsza organizacje konspiracyjną kontrolowaną w całości przez SB i który został później szefem doradców rządu premiera Olszewskiego.

Pytanie: czy premier Olszewski wiedział, że jego najbliższy doradca i przyjaciel był agentem SB?

Pytanie: czy A. Macierewicz wiedział, że jego najbliższy przyjaciel polityczny premier Olszewski współpracował przez lata z agentem SB?

Takich pytań można zadać dziesiątki. Do dzisiaj na żadne z tych pytań nie udzielono odpowiedzi. Jeżeli aktualnie atakuje się bezpardonowo L. Wałęsa, za to, że podpisał jakieś papierki, to dlaczego nie wyjaśniamy do końca afery agenta SB „Zapalniczka”, który był szefem doradców premiera Olszewskiego i który współpracowała z komunistycznym aparatem przemocy tylko po to by zrobić karierę literacką? Jeżeli porównamy dwie postawy L. Wałęsy i Z. Najdera to która jest moralnie odrażająca? Prostego robotnika, który podpisuje – ze strachu – papiery na SB, aby ratować życie swoje i swojej rodziny czy intelektualisty, który dla kariery zawodowej zostaje donosicielem? I pytanie najważniejsze: dlaczego J. Kaczyński, który wylansował mecenasa Olszewskiego na premiera rządu. następnie był w półopozycji do wypromowanego przez siebie rządu, dziesięć dni po jego upadku wyliczał następujące jego  błędy: traktowanie układów towarzyskich jako polityczne, zrażanie do siebie własnego zaplecza politycz­nego, skazane na niepowodzenia próby zjednoczenia ugrupowań od ZChN po PSL, kompromisy z Belwederem i podporządkowanie się mu w niektó­rych wypadkach, wybór złych sojuszników (PSL, KPN), nadmierna wiara w siłę retoryki Olszewskiego, niedocenianie siły opozycji. Konkludował: „Ostrzegaliśmy, że taka polityka doprowadzi do upadku rządu. Czy J. Kaczyński nie pozostawał dlatego w półopozycji do rządu premiera Olszewskiego, ponieważ wiedział, że jego główny doradca był agentem SB? Świadczyłby to o wyjątkowej przenikliwości prezesa PiS.

Co mogło obudzić jego czujność? Przede wszystkim  Z. Najder był w latach 1982 – 1987 dyrektorem Radia „Wolna Europa”, który po zamordowaniu ks. Jerzego  Popiełuszki wydał zakaz koncentrowania się na tej informacji, następnie chciał uczynić swoim zastępcą Jacka Kalabińskiego (KALABIŃSKI JACEK MICHAŁ – IPN BU 002086/83), głównego propagandystę komunistycznego („Tu Jedynka”), o czym komuniści wiedzieli wcześniej niż pracownicy RWE. 2 października 1985 roku Warszawski komentator TV nazwał Kalabińskiego „wicedyrektorem Rozgłośni Polskiej RWE”, kiedy reżymowa TV nadała reportaż z Nowego Jorku ukazując jak Jacek Kalabiński razem z korespondentem TVP Tadeuszem Zakrzeskim drwili z emigrantów demonstrujących przeciwko wizycie Jaruzelskiego w USA. Zespół polskiej redakcji RWE zbuntował się jednak i uniemożliwił nominację. Kalabiński, ekspert od zwalczania polityki USA, został więc tylko korespondentem RWE w Nowym Jorku. Najprawdopodobniej prezes PiS o tych konfliktach i konflikcie Najdera z red. „Kultury” Giedroyciem, wiedział i dlatego zachował ostrożność.

Jednak pytanie zasadnicze: czy warszawska elita, która współpracowała z PPN, wiedziała, że był on agentem SB? Przecież z PPN współpracowali wszyscy liczący się intelektualiści w kraju; A. Walicki, A. Kijowski, W. Karpiński – by wyliczyć pierwszych z brzegu, – pozostaje bez odpowiedzi. A jest ono niezwykle istotne, ponieważ teza, że jeden z najważniejszych ośrodków opozycji demokratycznej w PRL był organizowany i całkowicie kontrolowany przez SB, uwiarygodnia tezę teorii spiskowej, że wydarzenia historyczne, które miały miejsce w Polsce w latach 70-tych były inspirowane przez władzę komunistyczne.

Piotr Piętak

Dodaj komentarz