Dlaczego i jak DTVP, kłamie

Musimy sobie uświadomić, że batalia o media publiczne, ich kształt jest aktualnie podstawowym polem walki o demokracje w naszym kraju. Nie o wyretuszowany znaczek WOŚP chodzi, lecz o zalew rządowej propagandy, którego celem jest pozbawienie nas poczucia rzeczywistości.  Znajomość mechanizmów jej odrealniania jest konieczna, aby z medialną manipulacją walczyć, aby wykazać jej absurd i sprzeczność z demokratycznym etosem.  Dzieckiem Internetu czyli maszyny „manipulacyjnej” jest przede wszystkim J. Kurski, dla niego nie istnieje informacja niezmanipulowana, dlatego znajomość mechanizmów odrealniania rzeczywistości przez media jest konieczna, jeżeli chcemy ratować naszą demokrację przed rakiem nowo-mowy serwowanym nam przez dzienniki i programy telewizji publicznej wychowanka J. Kaczyńskiego.

 

Analiza mechanizmów manipulacji medialnych w artykule:

Media publiczne maja z definicji służyć przekazywaniu obiektywnej informacji telewidzom. Media publiczne pod kierownictwem J. Kurskiego zmieniają się w prywatno-partyjne media obozu rządzącego. J. Kurski mówi otwarcie, że opozycja dysponuje telewizjami prywatnymi wiec media publiczne staja się automatycznie mediami rządowymi. Przeciwko tym skandalicznym wypowiedziom nikt nie protestuje, tak jakby opinia publiczna była porażona cynizmem wychowanka J. Kaczyńskiego. Batalia o media publiczne, ich kształt jest aktualnie podstawowym polem walki o demokracje w naszym kraju. Nie możemy oddać mediów publicznych, bez walki, PiS –owi. Na pytanie co robić, odpowiedź jest jasna; musimy dokonywać codziennej analizy formalnej i treściowej dzienników telewizyjnych TVP. Musimy dokonywać tej analizy z punktu widzenia demokratycznego etosu, podaje przykład:

Musimy zdać sobie sprawę, że wydanie dziennika w TVP, ogląda głownie elektorat PiS, który w ten sposób jest zatruwany półprawdami – trudnymi do wykrycia – i zmanipulowaną informacją, która robi im wodę z mózgu. Najlepszym dowodem na powyższe twierdzenie jest upowszechnienie przez TVP hipotezy „puczu” (kompletnie absurdalnej) jako dowiedzionej prawdy. W tej chwili walka o demokrację, to walka o informację – informację przekazywaną w oparciu o normy świata cywilizacji europejskiej. Te normy, które są – intuicyjnie – aprobowane przez większość Polaków, będę sygnalizował podkreśleniami. Dzisiejszy DTVP o 19.30 zawierał dwie informacje, które upowszechniały informację w stylu propagandy naszych wschodnich sąsiadów. Pierwszą informacją polityczną zaserwowaną nam przez podopiecznych J. Kurskiego był reportaż z partyjnej wizyty J. Kaczyńskiego, który odwiedził – w ramach kampanii samorządowej – wielkie miasta, gdzie PiS przy pomocy zmiany ordynacji wyborczej chce odsunąć od władzy popularnych w tych miastach wieloletnich prezydentów. Otóż jest to absolutny skandal. Wizyta J. Kaczyńskiego w Wrocławiu była wizytą partyjną a nie państwową – telewizja publiczna nie ma prawa przekazywać takich informacji jako głównego newsa politycznego. Publiczne znaczy powszechne a nie partyjne. A może J. Kurski chce wmówić elektoratowi PiS, że wizyta partyjnego dygnitarza jest tym samym co wizyta prezydenta czy premiera? Nie twierdzę, że ta informacja nie mogłaby się znaleźć w dzienniku, ale nigdy w życiu na pierwszym miejscu. Polska to nie Rosja panie Kurski? Ponieważ jednak, o tym wszystkim pan prezes TVP wie doskonale, wie że puszczając ta informację jako główny news narusza normy świata cywilizowanego – więc co robi by ten fakt ukryć? Ano w jednym i tym samym reportażu – co jest sprzeczne z elementarna wiedzą dziennikarska – miesza trzy rodzaje informacji:

  1. Wizyta J. Kaczyńskiego we Wrocławiu
  2. Wywiad z B. Szydło na temat podatków
  3. Obranie powtórne Tuska na prezydenta UE

Ten informacyjny kogel mogel, ten dziennikarski gniot za który powinno się autorów karnie usunąć z pracy, podopieczni J. Kurskiego wykonują tylko po to, żeby ukryć fakt, iż pierwsza informacja polityczna w dzienniku był partyjna a nie publiczna. Kto z was kończył kursy w Wyższej Szkole Sowieckiej Propagandy, panie i panowie? Druga informacja polityczna miała dowieść, elektoratowi  PiS, że rząd – jeżeli chodzi o gospodarcze statystyki, – kłamał jak najęty. W głównej roli wystąpił nasz geniusz minister 4 czy 5 ministerstw, inicjator przemiany Polski w innowacyjny raj – wicepremier M. Morawiecki. Stwierdził on, że w latach 2014 i 2015 rząd PO zawyżał eksport o 30 miliardów złotych, że był to eksport fikcyjny czyli, że dochód narodowy w tym okresie był także fikcyjny, że minister Rostowski był i jest kłamcą. Telewidzowie po tej – dość skomplikowanej informacji – przekazywanej w sposób bełkotliwy także przez prof. W. Modzelewskiego, wyciągają tylko jeden wniosek. Tusk, Rostowski to kłamcy a może i przestępcy. W normalnym cywilizowanym świecie a nie prowincji kulturowej Rosji, po takiej informacji wystąpiłby były minister finansów i ustosunkowałby się do zarzutów. My jednak żyjemy w nienormalnym świecie. Jest jednak jeszcze druga strona medalu, przecież M. Morawiecki w rzeczywistości uczestniczył w pracach ekonomicznych poprzedniego rządu PO. Od 2010 roku był członkiem Rady Gospodarczej przy premierze Tusku i wtedy nic nie wiedział? Dopiero teraz przejrzał na oczy? Czy tylko w 2014 i 2015 roku dokonywano „rzekomych” manipulacji na podatku VAT? Czy ma pan nas za idiotów panie Morawiecki?

Piotr Piętak

Jedno przemyślenie nt. „Dlaczego i jak DTVP, kłamie”

Dodaj komentarz