M. Hłasko – bard feministycznej rewolucji

!4 stycznia 1934 roku urodził się Marek Hłasko – rewolucjonista polskiej prozy. Wieczny buntownik. Jego krótkie opowiadania z tomu „Pierwszy krok w chmurach” zmieniły oblicze naszej prozy. Były szokiem.

Dlaczego twórczość Marka Hłaski jest nadal aktualna i nadal podziwiana? Dlaczego w jego krótkich opowiadaniach można odczytać konwulsje dzisiejszej cywilizacji medialnej w której niepodzielnie króluje kobiece ciało? „Pierwszy krok w chmurach” był zbiorem opowiadań, w których przedstawiciel współczesnej młodzieży, kreślił obraz obyczajów, powstałych w wyniku przemian społecznych, wieloletniej tymczasowości życia, masowej emigracji do miast, rozbicia rodziny i braku mieszkań. To co charakteryzuje te opowiadania to liryzm połączony z chłodną bezosobową narracją rodem z amerykańskiej prozy, przede wszystkim Steinbecka. Hłasko indywidualizuje tragiczne życie bohaterów wielkich budów socjalizmu. Nikt tego przed nim i po nim nie opisał. Swoje najlepsze utwory M. Hłasko pisze wtedy gdy A. Ważyk w „Poemacie dla dorosłych” porównuje bohaterów jego opowiadań do zwierząt:

wypchnięta nagle z mroków średniowiecza

masa wędrowna, Polska nieczłowiecza

wyjąca z nudy w grudniowe wieczory…

Autor „Pętli” uczłowiecza odczłowieczonych przez Ważyka robotników i chłopów. Tworzy literaturę ludową. W sensie jaki mu nadał Lucas w swojej książce o „Jednym dniu Iwana Denisowicza”  Hłasko jest pierwszym i ostatnim praktykiem prozy socrealistycznej w naszym kraju. Nie Polska, ale Polska Rzeczpospolita Ludowa, przegląda się w jego utworach. W jego mistrzowskich opowiadaniach zarysowane są także kryzysy cywilizacyjne, których apogeum przeżywamy dzisiaj, dlatego ponowna próba odczytania dorobku autora „Następnego do raju”, może umożliwić nam głębsze zrozumienie współczesnej cywilizacji.  Na pozór wiemy kim był Marek Hłasko. Genialnym nowelistą, którego krótkie opowiadania rzuciły na kolana nie tylko krytykę literacką, ale przede wszystkim polskich czytelników, spragnionych po stalinowskiej suszy, prozy która podniesie do rangi sztuki ich codzienne najbanalniejsze przeżycia, Jednak tajemnica narracji nowel M. Hłaski już nikogo nie interesuje, nikt nie ma zamiaru powtórnie odczytać „Najświętszych słów naszego życia” niedoścignionego arcydzieła naszej literatury. Krytyki nie interesuje odpowiedź na pytanie dlaczego Hłasko i jego koledzy tacy jak Brych pisali z takim narracyjnym szwungiem, że zdumiona publika mówiła: „to lepsze od filmów”.

Czytelników a raczej „internetowych podglądaczy ”nie interesuje już twórczość M. Hłaski, tylko jego łóżko. Skandale towarzyskie, które towarzyszyły jego karierze. Redaktorzy pism umieją wymienić wszystkich potencjalnych kochanków autora „Pierwszego kroku w chmurach” – a jest ich bez liku: Iwaszkiewicz, Mach, Andrzejewski, Bereza – niestety nie zauważają, że Hłasko był rzeczywiście człowiekiem balansującym pomiędzy miłością do mężczyzn i do kobiet i być może ta ciągła ambiwalencja uczuciowo-fizyczna  umożliwiła mu budowę zdań przypominających mosty nad przepaściami. To co bowiem wyróżnia jego pisarską osobowość to stała konfrontacja w jego utworach, ba  w stylu opowiadań nawet w krótkich dynamicznych dialogach, psychiki niedojrzałego młodzieńca z miłosnym doświadczeniem przejrzałego podrywacza – pisarza, który patrząc na pióro zaczerniające białą kartkę papieru, wyobraża sobie, że pisze filmową kamerą. Opowiadania Hłaski powstawały pod naporem rozwijającej się cywilizacji filmowej,  były one rzuceniem rękawicy, medialnej machinie pożerającej realny świat, której autor „Pętli” jakby mówił: patrzcie ja w słowie umiem wyrzeźbić wierniej rzeczywistość niż wy waszymi obrazami zarejestrowanymi przez kamery. Moje pióro jest kamerą z ukrytym w niej słowem. Hłasko to pierwszy i ostatni pisarz, który wypowiedział  osobistą wojnę medialnej cywilizacji.

Hłasko to wiara w literaturę, która dzisiaj na naszych oczach umiera. Właśnie na tym polega mit Hłaski, a nie na tym, że rozkochiwał w sobie kobiety i mężczyzn. Czy nasza krytyka literacka upadła tak nisko, że tego elementarnego faktu nie rozumie? Po co pisać o ewentualnych zboczeniach seksualnych, jeżeli nie umie się ich powiązać z twórczością pisarza?  Hłaskę fascynowały kobiety. Kobiety normalne, które po okresie stalinizmu zrzuciły z ramion kufajki i pokazały zapijaczonej Polsce swoje uroki od których młodemu pisarzowi zakręciło się w głowie.  Czy jest coś naturalniejszego i piękniejszego od parków w których dziewczyny paradują tylko po to by być podziwiane przez zmęczonych urzędników i zapracowanych studentów? Czy jest coś normalniejszego od pięknej kobiety, która oprócz męża ma jednego a nawet dwóch kochanków?

Miłość – dlatego tak uwielbiano opowiadania Hłaski – to także zdrada i kłamstwo, polskie kobiety, zdegradowane – w okresie stalinizmu – do roli matek, odrabiających w pocie czoła biologiczne straty narodu, przypomniały mężczyznom, że to one rządziły i rządzą nadal światem. Dla nich destalinizacja kojarzyła się z wprowadzaną wtedy w Polsce sprzedażą prezerwatyw i ustawą legalizującą aborcję, które umożliwiły kobietom po wiekach upodlenia,  dysponowanie swoim ciałem i praktykowanie normalnego – bezkrwawego – życia erotycznego. Pierwszą konsekwencją rewolucji seksualnej – którą opisywał Hłasko – był koniec dominacji, w relacjach erotycznych mężczyzny nad kobietą. Role się odwróciły.  Kobiety bez strachu przed zajściem w ciążę, kobiety bez przerywanych stosunków,  które odbierały ochotę do seksu i były przyczyną wielu chorób psychicznych – zaczęły się interesować, tym co najpiękniejsze na świecie – swoim ciałem. Ich radość z możliwości kupna pudru i szminki przyćmiła problemy jakie nadal miano z władzą polskich komunistów. Ich obojętność wobec „przeklętych polskich problemów” zmusiły ich mężów i kochanków do dbania o naturalne przyziemne potrzeby ich wybranek.

Polskie kobiety w trakcie destalinizacji i po 1956 roku powiedziały dość. Dość patriotyzmu. Dość polityki. Dość moralności. Ważne jest tylko jedno – by ten którego aktualnie kochają, po prostu był, kochał i zabawiał  tą, która go wybrała. Problemy dobra i zła w łóżku się nie liczą. Dzisiejsza tzw. rewolucja seksualna jest uosobieniem delikatności i kultury w porównaniu z tym jak się kochały babcie „pokolenia Internetu”. Dyktatura kobiet w Polsce po 1956 roku była pierwszym i najważniejszym skutkiem okresu „destalinizacji”. Polki w rządzie komunistów miały swojego oficjalnego przedstawiciela – był nim premier Cyrankiewicz podrywacz jakich mało, który gdy zabrakło w Polsce kawy i jego wielbicielki nie mogły plotkować w kawiarniach o zaletach seksualnych swoich kochanków, przy małej czarnej, nie zawahał się, sprzedać Brazylii okrętu  za kilkadziesiąt ton „czarnego proszku”. Gomułka dostał szału, ale Cyrankiewicz ten jeden jedyny raz mu się sprzeciwiał. Wiedział kto w Polsce rządził, wiedział kto jest faktycznym twórcą „małej stabilizacji”. Hłasko był bardem kobiet.

Hłasko był bardem dyktatury kobiecego ciała i naszego, przed nim, odwiecznego lęku, który tym razem przybierał postać nadchodzącej jak senny koszmar, feministycznej rewolucji. Macho – piszą dzisiaj znawcy erotycznej literatury. Nie: Hłasko był przerażonym 16 letnim dzieckiem wrzuconym do hotelu robotniczego w którym degradacja fizycznej miłości jest nie do wyobrażenia dla warszawskiego inteligenta. Próbował swoje przerażenie przedstawić w „Następnym do raju” i wtedy Krzysztof Teodor Toeplitz  napisał, że to są bajeczki niedojrzałego chłoptasia. A kiedy skończył pracować jako niepełnoletni kierowca, to odkrył w sobie pisarski talent i wylądował w śmietance towarzyskiej Warszawy. Jakie tam były kobiety i jak się kochały? W niezrównany sposób opisał jedną z nich Jacek Kuroń w „Wierze i winie”: „W pociągu zobaczyłem dziewczynę. Szczupła, strzelista, zrzuciła sandały, na ławce oparła bose stopy. Czarne, długie włosy i taka nieregularna  twarz, która jest niesłychanie interesująca”. Dagmara: „Uważała, że tylko sztuka łączy ludzi, a to co dzieje się, miedzy dwoma kochankami jest największym dziełem sztuki. Wszystko poza tym, a wiec wszelkie stosunki społeczne są oparte na kłamstwie, panowaniu i poddaństwie, wyzysku. /…/ Mówiła, że chce kochać najgłębiej, najmocniej, ale bez żadnych więzów. Dla mnie  była ona uosobieniem rewolucji kulturalnej w jej najbardziej radykalnej postaci, przeciw urzędowej celebrze, politycznemu przymusowi i obyczajowemu purytanizmowi stalinizmu.”.

W kilka miesięcy po poznaniu Dagmary, Jacek Kuroń, dowiedział się, że ta „szczupła, strzelista” dziewczyna popełniła samobójstwo. Czy J. Kuroń, wspominając swoje – niekiedy tragiczne – młodzieńcze przygody nie narysował portretu Dagmary piórem pożyczonym od Hłaski? „Uważała, że tylko sztuka łączy ludzi, a to co dzieje się, miedzy dwoma kochankami jest największym dziełem sztuki.” – te słowa brzmią jak motto do twórczości autora „Ósmego dnia tygodnia”. Z ramion prostytutek z wybitymi zębami sprzedającymi swe wdzięki w hotelach robotniczych Hłasko ląduje w łóżkach Dagmar i Agnieszek – artystek miłości, które każdy swój dzień zmieniały w wirtualne studio filmowe w którym role kamery a raczej kamer pełniły spojrzenia mężczyzn utrwalone na celuloidowej taśmie. Kobiety to kurwy. Kobiety to anioły. Czy tematem opowiadań i powieści Hłaski była – jak piszą dzisiaj krytycy – nikczemność kobiet? Taka opinia potwierdza tylko analizy polskich feministek, które uważają, że „mężczyźni” znad Wisły i Odry żyją w cywilizacyjnym średniowieczu i nie mają zielonego pojęcia o swoich partnerkach i wybrankach. Polscy mężczyźni są miłosnymi analfabetami. Jak to się dzieje – pytał Hłasko w swoich nowelach -, że jedna i ta sama kobieta może być w tym samym momencie kurwą i aniołem? Autor „Pętli” odkrywał prawdę – rzeczywiście szokującą dla mieszkańców Warszawy i Częstochowy -, że kobiety są bardziej ludzkie niż mężczyźni. Człowiekiem jest Ewa. Adam jest jej żebrem. Hłasko był prorokiem – przerażonym, to prawda – feministycznej rewolucji. Jego twórczość przypomina taniec linoskoczka balansującego nad przepaściami przyprawiającymi o wieczny zawrót głowy. Był rozpięty pomiędzy epoką zwycięskiego słowa i epoką nadchodzącej dyktatury filmu. Żył  i tworzył „pomiędzy” – ją i nim – stalinizmem i wolnością – obojętnością prostytutek i wyrafinowanymi „palcówkami” Bogny – hotelem robotniczym i salonem warszawskiej elity. Był chłopcem w którym skumulowały się wszystkie sprzeczności epoki budowy socjalizmu i okresu destalinizacji.

Piotr Piętak