Nagonka na PiS

Nagonka na PiS trwa i  nabiera coraz bardziej oryginalnych, brunatnych barw. Jeżeli PiS kontynuuje  – według jego przeciwników –  autorytarne czy nawet faszystowskie zasady filozofii polityki (co jest bzdurą) to przeciwnicy a właściwie wrogowie J. Kaczyńskiego używają w polemikach (powinienem to słowo napisać w cudzysłowie) z prezesem rządzącej partii języka skrajnie ideologicznego, który uniemożliwia dostrzeżenie rzeczywistości. Jak zauważył Klemperer, badacz nazistowskiej nowo-mowy: „Słowa mogą działać jak maleńkie dawki arszeniku. Przyjmuje się je niezauważenie, wydaje się, że nie mają działania, a jednak po jakimś czasie ich trujący wpływ ujawnia się.”. [1]. Otóż wrogowie PiS, w ciągu ostatniego roku, zbudowali cały arsenał, słownik XXI wiecznej nowo-mowy, w którym żyją na co dzień i który zmienia ich powoli, niepostrzeżenie w wiernych uczni faszystowskiej czy komunistycznej ideologii.

W Polsce opozycja wobec PiS, używa coraz częściej argumentów z arsenału Mussoliniego czy Franco artykuły Lisa zieją nienawiścią i pogardą i  są pisane tak jak zalecał to robić wódz faszystów włoskich, który w młodości był socjalistą i przyjacielem A. Gramsci, ikony kultury lewackiej. Język Lisa – nie tylko jego – jest wzorem totalitarnej propagandy. Opozycja przejmuje metody stosowane przez A. Macierewicza, który jako pierwszy w III Rzeczpospolitej zastosował zasadę: kto nie z nami ten przeciwko nam. Wyjaśniam o co chodzi na konkretnym przykładzie: w 2010 roku odmówiłem przyjęcia Orderu z rąk śp. prezydenta L. Kaczyńskiego, następnego dnia A. Macierewicz, z którym znałem się od wielu lat i współpracowałem w najgorszym okresie historii PRL, zadzwonił do mnie i stwierdził, że on wiedział, że zawsze byłem agentem.

Zwracam uwagę czytelnika, że wypowiedź A. Macierewicza była dosłownie kopią filozofii politycznej stalinizmu polegającej na tym, że jeżeli w 1937 roku popełniłeś błąd polityczny to znaczyło to, że w przeszłości byłeś także wrogiem Lenina i Stalina. Teraźniejszość w komunizmie zmieniała przeszłość. Dokładnie tak samo jak Stalin myśli dzisiaj A. Macierewicz. Jeżeli krytykujesz J. Kaczyńskiego to znaczy, że byłeś agentem komunistycznych służb specjalnych. I dokładnie tak samo myśli dzisiaj opozycja rządów PiS, która postanowiła prześwietlić przeszłość wszystkich członków ugrupowania prezesa J. Kaczyńskiego. Nie mam nic przeciwko temu, pod jednym jednak warunkiem: lustratorzy PiS powinni wykazać się wiedzą na temat funkcjonowania partii komunistycznej, jej historii, zmian w statucie itd. Powinni znać dokładnie historię PRL oraz historie podstawowych instytucji tworzących aparat komunistycznej przemocy, przede wszystkim historycy IPN, powinni znać historię Ludowego Wojska Polskiego. Niestety nie znają jej, co udowodnię na konkretnym przykładzie.

Kila dni temu „Fakt” poinformował, że poseł Prawa i Sprawiedliwości oraz szef partyjnych struktur w Elblągu Leonard Krasulski nie podał w swoim życiorysie, że przez 7 lat służył w Ludowym Wojsku Polskim, m.in. w 1. Warszawskim Pułku Czołgów, który pacyfikował robotniczy bunt na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku. Z archiwów Instytutu Pamięci Narodowej, do których dotarł tabloid wynika, że od 23 października 1969 roku był on żołnierzem służby zasadniczej, a po uzyskaniu stopnia kaprala postanowił rok później zostać podoficerem zawodowym. W rozmowie telefonicznej poseł przyznał, że jego jednostka brała udział w tej masakrze, ale on odmówił wyjazdu i został w koszarach. Szef Warszawskiego Oddziału IPN i badacz Grudnia ’70 profesor Jerzy Eisler powiedział „Faktowi”, że to niemożliwe, by niscy stopniem wojskowi mogli odmówić przełożonym i nie ponieść konsekwencji. Jego opinię podzielił prof. Antoni Dudek, mówiąc: „- Taki ktoś błyskawicznie straciłby pracę i zostałoby to odnotowane w jego aktach. Dla mnie to brzmi jak bujda z chrzanem!” Krasulski żadnych konsekwencji nie poniósł. „Do lutego 1976 r. jego kariera w wojsku przebiega płynnie. Doszedł do stopnia plutonowego, gdy nagle coś się wydarzyło. Krasulskiego zdegradowano do stopnia szeregowca i wyrzucono z armii” – czytamy w gazecie. Dlaczego tak się stało? „- To długa historia, kiedyś o tym porozmawiamy” – zakończył rozmowę z dziennikarzem poseł, który niedługo po odejściu z wojska zaangażował się w działalność opozycyjną, a w 1981 r. został nawet skazany za organizację nielegalnego strajku w Zakładach Piwowarskich w Elblągu. „W 1989 r. przecięły się jego drogi z Kaczyńskim – Krasulski pomógł mu w Elblągu zdobyć mandat senatora. Do dzisiaj prezes PiS jest mu za to wdzięczny. Krasulski od lat jest ważnym członkiem władz PiS. Nawet mimo skazania w 2005 r. za jazdę samochodem po alkoholu” – napisał „Fakt”.

Zwróćmy uwagę na wypowiedzi prof. Eislera i prof. Dudka i zadajmy sobie pytanie co trzeba wiedzieć o LWP, by wypowiedzieć tego typu opinię? Trzeba znać kodeksy regulaminowe i żołnierskie, które zawierają prawa regulujące życie żołnierzy zasadniczej służby wojskowej. Otóż – a jest to fakt podstawowy, którego obaj historycy nie biorą pod uwagę – kodeksy te były w PRL zmieniane dwa razy:

– kodeksy i regulaminy LWP, zostały zmienione po październiku 1956 roku i to zmienione radykalnie, tak że LWP można było śmiało nazywać armią typu zachodniego. Dlaczego? Dlatego, że regulaminy te dopuszczały tzw. skargi zbiorowe co był sprzeczne z komunistyczną filozofia zarządzania polegająca na rozrywaniu i niszczeniu więzi społecznych, a nie na ich budowaniu/

– kodeksy zostały zmienione w 1977 roku, wtedy przystosowano je do komunistycznych wzorców, likwidując np. możliwość skarg zbiorowych – w świetle nowych regulaminów skarga zbiorowa była ciężkim przestępstwem.

W 1979 roku moja jednostka stacjonująca w garnizonie Orzysz odmówiła zjedzenia obiadu. To wydarzenie opisałem w opowiadaniu „Donos czyli opowieść o pisaniu” (Akcent nr. 3 – 2016 rok). Nikt nie został ukarany. Dlaczego, za to przestępstwo groziło kilka lat więzienia. Radziłbym jednak profesorom z IPN, przeczytać to opowiadanie i radziłbym poszerzyć swoja wiedzę na temat LWP.

Piotr Piętak

[1] V. Klemperer, LTI. Notatnik filologa , przeł. M. Stroińska. Toronto 1992, s. 19

Jedno przemyślenie nt. „Nagonka na PiS”

  1. Mam pytanie.Łatwiej spacyfikować w armii kilku,kilkunastu czy też kilkudziesięciu podoficerów z plutonu(odpowiednio dalej na szczeblu kompani, batalionu) danej jednostki,czy skład tych że plutonów,kompani i batalionów złożonych z szeregowych,idących już w setki kiedy nastąpi odmowa wykonania rozkazu czy czynności w wojsku?To skala owych szeregowych odmawiających spożycie posiłku który podaje pan jako przykład że można nie wykonać rozkazu i nie ponieść konsekwencji.Odpowiadając na to pytanie uzyska pan odpowiedź czy pojedynczy podoficer może pozwolić sobie na odmowę wykonania rozkazu swojego przełożonego i nie ponieść za to żadnych kary służbowej.Coś takiego prowadzi w prosty sposób do załamania się systemu dowodzenia jednostki wojskowej.W przypadku posła Krasulskiego załamanie mogło nastąpić na szczeblu drużyny pana posła i plutonu w którego skład wchodziła owa drużyna co najmniej.Piszę o tym ażeby nie nastąpiło przekłamanie co do tego że odmowa wykonania rozkazu którego miał dokonać poseł Krasulski w żadnym momencie nie dotyczyło tylko jego osoby.Poseł Krasulski był elementem armii która oddała mu pod komendę kilku,kilkunastu żołnierzy a nie armia elementem jakiegoś starszego sierżanta ze swoją prywatną drużyną ewakuacyjną i wolności interpretacji jaki rozkaz może sobie wykonać a jaki nie.A ciąg decyzyjny i bezproblemowy przepływ rozkazów od sztabu w doły armii w ogóle umożliwia działanie armii czyż nie?A właśnie takiego czynu dokonał podobno poseł Krasulski.Proszę jednak nie brać mojego postu jako element nagonki na pana Krasulskiego.Zwyczajnie zainteresowała mnie pana interpretacja w jaki sposób działa i myśli armii jeśli chodzi o rozkazodawstwo,zależność służbową a także kary.Pozdrawiam

Dodaj komentarz