List otwarty do wicepremiera Glińskiego

Szanowny Panie Ministrze

Kilka dni temu zorganizowano manifestację na której różnego rodzaju przedstawiciele tzw. zawodów artystycznych, celebryci i aktorzy (lub odwrotnie), reżyserzy i dyrektorzy teatrów, krytycy i znawcy mediów – krzyczeli: „nie oddamy wam kultury”.  Co to właściwie znaczy w XXI wieku, w 70 lat po słynnej książce w której jej autorzy udowodnili, że kreowanie dóbr kultury w dobie środków masowego przekazu podporządkowana jest tym samym prawom  co produkcja przemysłowa. Funkcjonowanie przemysłu dóbr kultury a raczej kultury masowej nie różni się prawie niczym od funkcjonowania dóbr materialnych gdzie ciągłe inwestycje – a więc kapitał – odgrywa rolę podstawową. Każdy towar czy to będzie Doda czy najnowszy model Forda, Joanna Krupa  czy kolejna wersja systemu Windows wymaga ciągłej reklamy i obróbki –  nasze celebrytki by sprzedać swoją osobę stacjom telewizyjnym czy portalom społecznościowym opowiadają o swoich intymnych przeżyciach w łóżku z kochankami czy mężami (publika woli kochanków), twórcy systemu Windows zdradzają sekrety produkcji, zakulisowe walki o władze w firmie byle tylko przyciągnąć uwagę konsumentów. Większa uwaga konsumentów jest równoznaczna z większym zyskom. To jest prawo kapitalizmu w dobie społeczeństwa informacyjnego. Dlatego slogan: „nie oddamy wam kultury” ma podwójny sens – po pierwsze oznacza „nie oddamy wam pieniędzy”, to my i tylko my „twórcy kultury” decydujemy w co inwestować pieniądze podatnika,  po drugie to my sprawujemy dyktaturę nad „uwagą” konsumenta, to my go wychowujemy i to my kierujemy jego zainteresowaniami.

Przy czym twórcy kultury masowej twierdzą, że fundamentem współczesnej kultury są problemy związane z zanikiem różnic miedzy kobietą i mężczyzną – widzimy to codziennie na ekranach telewizorów – oraz problemy związane z cielesną ekspresją ludzkiej jednostki. Człowiek jest ciałem i tylko ciałem. Człowiek nie ma duszy. W średniowieczu miał duszę. W wieku XIX miał świadomość. W XXI wieku człowiek nie ma duszy i nie ma świadomości – jego pamięć jest umiejscowiona w komputerze.  Kultura w XXI wieku stała się swoim własnym zaprzeczeniem. Unicestwiła pamięć a wraz nią historię. Historia w kulturze XXI wieku nie istnieje. Jak w takiej sytuacji zainteresować twórców kultury naszą historią? Moim zdaniem tylko w jeden sposób: zadać sobie pytanie czy w historii Polski problem ciała – najlepiej pięknego ciała kobiety – , miłości fizycznej, seksu nie odgrywał roli w decydujących momentach naszych dziejów. I ten kto zna historię naszego kraju odpowie natychmiast – ależ tak, największe wydarzenie w historii naszego kraju, Unia polsko-litewska – miało drugie dno, wielką miłość królowej Jadwigi do Wilhelma Habsburga, do tego stopnia wielką, że Jadwiga postanowiła ze swoim faworytem pójść do łóżka. Jadwiga na dźwięk słowa „Jagiełło” – dostawała spazmów nienawiści. Kochała innego. Zamknięta w wieży, spuściła się po sznurze by się spotkać ze swoim ukochanym. Polscy panowie jednak byli czujni i nie dopuścili do spotkania. Unia polsko – litewska została zawarta, Jadwigę zmuszono do małżeństwa z Jagiełła. Na trupie młodej, pięknej kobiety wyrosła wielkość Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Jadwigę zamordowano, ale dzięki jej śmierci, jej tragedii – Polska i Litwa mogły pokonać Zakon Krzyżacki.

Opowiedzieć historię największego wydarzenia w naszych dziejach i największego zwycięstwa militarnego, z punktu widzenia gwałtu – dosłownego, bo przecież z punktu widzenia dzisiejszego systemu wartości Jagiełło musiał ją gwałcić – dokonanym przez Polskę i Litwę na niewinnej, pięknej dziewczynie. Podejrzewam, że ta tragiczna piękna historia nie wzbudza zainteresowania naszych polityków dlatego, że Jadwiga kochała się w Habsburgu. Jak wyglądała noc poślubna Jadwigi i Jagiełły? Bił ją. Jak i czym? Kiedy zrozumiemy, że królowie to kozły ofiarne, skazywane na śmierć przez narody nad którymi ponoć panowali? Ten temat – temat ciała niewinnej dziewczyny gwałconej przez brutalnego barbarzyńcę w imię wielkości Polski, współgra z współczesnymi wyobrażeniami tzw. twórców kultury na temat historii. Historia jest bezwzględna. Historia jest okrutna, ale czasami jak w sierpniu 1980 roku na Wybrzeżu pokazuje swoją jaśniejszą stronę. Wtedy ludzie, którzy dokonywali zwrotu w historii Polski i Europy byli aniołami w porównaniu np. z magnatami polskimi z końca XIV wieku. W ciągu ostatnich lat splugawiono ją do tego stopnia, że ci – np. ja – którzy chcieliby o niej pisać, nie mogą wystukać jednego zdania na klawiaturze. Wspólnym wysiłkiem zniszczyliśmy nasze i światowe dziedzictwo kulturowe jakim był strajk sierpniowy i okres legalnej „Solidarności”.  Wałęsa w publicystyce prawicowej pełni rolę „karła reakcji”, odpłaca się podobnie. Ta atmosfera nienawiści – podsycanej przez obie strony – jest w pewnym wymiarze gorsza od cenzury, bowiem pozbawia nas tego wszystkiego co w naszej kulturze i historii najlepsze. Dlatego my ludzie normalni, broń Boże „twórcy kultury”, lecz próbujący pisać, bo tylko wtedy odzyskujemy poczucie wolności i poczucie ryzyka związanego z twórczością, musimy bronić naszej historii i naszej kultury przed zgrają manifestantów, którzy obrzucali Pana wyzwiskami ale także przed zgrają urzędników z IPN, którzy niszczą naszą historię. Dlatego spróbowałem w metaforycznej formie opisać fenomen „Solidarności” – kto ciekaw niech zajrzy do kwartalnika Akcent nr. 3 z br.  lub przeczytać fragment opowiadania pt. „Donos czyli opowieść o pisaniu” pod adresem http://akcentpismo.pl/?page_id=4319  – utwór dedykowałem L. Wałęsie.

Piotr Piętak