Państwo w Państwie – absurdy wicepremiera Morawieckiego

Nie rozumiem J. Kaczyńskiego. Jego ministrowie – Morawiecki i Streżyńska – powtarzają analizy, których wraz z prof. Oleńskim – byłem współautorem w latach 2003 – 2005. Wicepremier Morawiecki na żywca przepisuje to co pisałem o katastrofie „resortowości” polskiego państwa. Pies gryzł, że nie powołuje się na moje autorstwo, pies gryzł, że nie raczy pamiętać, że o syndromie resortowości PiS –  w latach 2003 -2005 – organizował konferencje naukowe i publikował prace naszych najwybitniejszych specjalistów od informatyzacji administracji publicznej.

Gorzej, że wnioski, które wyciągają z faktu, iż – jak genialnie zauważa minister Streżyńska – w administracji publicznej istnieje 4300 systemów informatycznych, które: „nie komunikują się, nie wymieniają danymi, nie współpracują”, doprowadzą do podniesienia syndromu resortowości do potęgi,  a bałagan w  administracji będzie jeszcze potężniejszy. Co proponuje Morawiecki? Włączenie wszystkich ważnych ministerstw do jego ministerstwa czyli stworzenia państwa w państwie lub inaczej rządu w rządzie. Jeżeli zrealizowano by ten absurd nazywany w aktualnej nowo-mowie „planem Morawieckiego” to doprowadzono by do dezorganizacji państwa, ponieważ zamiast systemu sieciowego, który zwalcza (z definicji) resortowość, spotęgowano by do absurdu system hierarchiczny, który jest całkowitym zaprzeczeniem funkcjonowania państwa w dobie globalizacji i informatyzacji. Funkcjonowanie takiego ministerstwa przerabialiśmy w latach 2005 -2006 – skończyło się to katastrofą polityczną i – przypominam – dopuszczeniem „układu” do władzy, „układu”, który obalił rząd PiS w 2007 roku. Czy o tym prezes J. Kaczyński nie pamieta. Resortowość można zwalczyć tylko w jeden sposób: odbierając poszczególnym ministerstwom władzę nad ich systemami informatycznymi – co jest problemem politycznym a nie technokratycznym – no bo jaki minister zgodzi się na uszczuplenie swojej władzy? Tak więc zamiast szumnych gadżetów pt. „plan Morawieckiego”, reforma centrum rządowego, reforma uprawnień poszczególnych ministerstw, utworzenie instytucji odpowiedzialnej bezpośrednio przed premierem za przepływ informacji między poszczególnymi agendami administracji publicznej. Czy wicepremier Morawiecki raczyłby w końcu zabrać się do roboty?

Piotr Piętak

Dodaj komentarz