Prawicowy ketman – dyskusja o islamie

29 lipca w „Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł prof. Klausa Bachmanna pt. „Polskie mity uchodźcze. Dla Niemców uchodźcy to nie terroryści ” w którym autor klarownie zarysował różnicę między oboma narodami w podejściu do problemu syryjskich uchodźców. Autor twierdzi, że w „Polsce rośnie liczba tych, którzy wiążą zamachy terrorystyczne z napływem uchodźców i z ulgą myślą o tym, że w Polsce prawie nie ma muzułmanów. Teraz w Polsce islam, uchodźcy i terroryzm tworzą skrót myślowy, który napędza potworny lęk przed wszystkim, co jest obce. Warto zaznaczyć, że ten skrót myślowy jest nowy – spowodowany kampanią wyborczą.”. K. Bachmann podaje przy tym wyniki ankiety, z której wynika, że dla Niemców uchodźcy to bynajmniej nie terroryści. Z analizą, wnioskami i konkluzjami niemieckiego profesora postanowiła „zapolemizować” redakcja tygodnika „Do Rzeczy” na łamach którego liczni autorzy skonstruowali, właśnie podczas ostatniej kampanii wyborczej, zbitkę ideologiczną „uchodźca = terrorysta”.

Przy czym redaktorzy prawicowego tygodnika polemizują z prof. Bachmannem i jego artykułem, zgodnie z wzorcami „polemik” sowieckich polegającymi na przemilczaniu nazwiska autora i tytułu tekstu  którego redaktor „Trybuny Ludu” ,„Prawdy” czy „Do Rzeczy” ma za zadanie zniszczyć ideologicznie.Numer 32 z 8- 15 sierpnia br. tygodnika „Do Rzeczy” jest z jednej strony wyrazem przejmowania i aplikowania wzorców sowieckiej propagandy przez prawicową publicystykę związaną z aktualnym obozem rządowym, z drugiej zaś ukazuje ideową i kulturową degradację środowisk politycznych odwołujących się w swoich analizach do chrześcijańskiego systemu wartości. Red. Lisicki tak komentuje wyniki ankiety przeprowadzonej wśród Niemców na temat uchodźców –komentuje ją także prof. Bachmann, ale o nim red, naczelny „Do Rzeczy” nie wspomina ani słowem – z której wynikało, że mieszkańcy naszego zachodniego sąsiada nie widzą związku miedzy terroryzmem i imigracją:

„Poddani nieustannej tresurze wszelkich możliwych autorytetów – kościelnych, celebryckich, politycznych, własnych i globalnych, mędrków, ekspertów, księży, pastorów, pastorek, intelektualistów i publicystów – Niemcy faktycznie utracili zdolność łączenia dość prostych faktów.”.

Redaktorowi Lisickiemu nie mieści się w głowie ta prosta myśl, że Niemcy nie widzą związku miedzy falą imigrantów a terroryzmem, dlatego, że witali uchodźców oklaskami, przyjmowali ich jako ofiary wojny, pomagali im i to szczerze i gdyby teraz stwierdzili, że uchodźcy to terroryści to zaprzeczyliby własnej postawie sprzed kilku miesięcy. Dlaczego tak proste wyjaśnienie jest według redaktora „Do Rzeczy” fałszywe? Dlatego, że empatia, Niemców wobec uchodźców, jest także wynikiem propagandy „celebrytów, liberałów i lewaków”.  Jeżeli podczas oglądania ruin syryjskich miast, przypominających Warszawę podczas powstania, odczuwam ból, to jest on wynikiem zmasowanej propagandy która steruje w 100% moimi uczuciami. Jestem niewolnikiem mediów. Jestem pozbawiony wolnej woli. Jestem – zgodnie z klasyczna marksistowską definicją – niewolnikiem dziejów.

Dla prawicowych środowisk niezliczona gama problemów związanych z terroryzmem islamskim, powstaniem Państwa Islamskiego, destabilizacją sytuacji społecznej i politycznej w basenie morza Śródziemnego sprowadza się do katastrofalnej polityki zachodnich elit, które – zamiast ogrodzić Europę sanitarnym kordonem – zaprosiły uchodźców z Syrii i Bliskiego Wschodu do swoich krajów, co spowodowało wzrost zagrożenia terrorystycznego na starym kontynencie. Stanowisko to formułuje R. Ziemkiewicz, który w artykule pt. „Podpalacze Europy” (Tygodnik „Do Rzeczy”) –, pisze: „Dzisiaj Europejczycy zaczynają rozumieć, że krew ofiar islamskich spada na tych, którzy rzucili hasło szerokiego i bezwarunkowego otwarcia się na „uchodźców””. W tym ideologicznym stwierdzeniu, jakby żywcem przepisanym z podręcznika bolszewickiego propagandzisty, wszystko jest fałszem. Fala uchodźców z Syrii, gdzie wybuchła w 2011 roku wojna domowa, napłynęła do Europy w roku 2013, natomiast ataki islamskich terrorystów trwają np. we Francji od roku 1991. Czy Ziemkiewicz chce nam wmówić, że w latach 90 –tych w Paryżu, niewinnych obywateli, mordował ktoś inny?

Przypomnijmy ideologom z tygodnika „Do Rzeczy”, że  w Algierii, w 1991, pierwszą turę wyborów do Parlamentu wygrywa Islamski Front Ocalenia, skrajnie fundamentalistyczna ugrupowanie polityczne, finansowane przez sunnitów z Arabii Saudyjskiej . Armia – popierana przez laickich polityków, ale także Francję – dokonuje przewrotu wojskowego, unieważnia wybory i delegalizuje Islamski Front Ocalenia, który schodzi do podziemia, jego zbrojne ramie Islamska Armia Ocalenia rozpoczyna wojnę domową charakteryzującą się – z obu stron – wyjątkowym okrucieństwem. Zamachy terrorystyczne na bezbronnej ludności staja się codzienności. Terroryści z Algierii atakują Paryż, podkładają bomby w metrze. Stolica Francji zamiera ze strachu. Metro kursowało, ale puste. Paryż z lotu ptaka, wyglądał rano i wieczorem, jak ogromne mrowisko. Ulice zmieniały się w wartki ludzki potok.

Terroryzm islamski nie ma nic wspólnego z falą „uchodźców”, jest on przede wszystkim wynikiem konfliktów związanych z przeszłością kolonialną Francji i Anglii oraz – o tym nikt nie pisze – z obłędną polityką prowadzona przez bohaterów walk narodowowyzwoleńczych, takich jak Nasser dla których islam był większym wrogiem niż kraje kolonialne „okupujące” jego ojczyznę. W latach 60 –tych XX wieku Bractwo Muzułmańskie jest w Egipcie zlikwidowane przy pomocy stalinowskich metod, jego ideolog , twórca islamskiego fundamentalizmu, Said Qutb został zamęczony w więzieniu. Terroryzm islamski przeraża i ludzie szukają „kozła ofiarnego” na którego można zwalić winę za swój strach i utratę poczucia bezpieczeństwa. „Kozłem ofiarnym” zostaje – pogrążona w kryzysie, osłabiona Grecją i Brexitem –  europejska elita.

Na okładce tygodnika , z 8 sierpnia br., „Do Rzeczy” możemy przeczytać: „Winni – To oni zgotowali nam ten los”, pod spodem tytułu widzimy sylwetki przywódców UE, Merkel, Tusk, Schulz. To oni, według Lisickiego, Ziemkiewicza, prof. Legutki – są odpowiedzialni za islamski terroryzm. Za śmierć. Za strach. Mechanizm „kozła ofiarnego” został precyzyjnie opisany przez zmarłego w grudniu 2015 roku, wielkiego filozofa francuskiego Rene Girarda. Wyznaczenie ofiary przez przerażony np. zarazą tłum, zawsze towarzyszyło ludzkości. W sytuacji kryzysu, społeczeństwo szuka ofiary na która można zwalić winę za doznawane nieszczęścia. W XIV wieku podczas Wielkiej Czarnej Dżumy, która potężnie wstrząsnęła ówczesnym ładem, palono licznych Żydów, których wyznaczono na zbiorowego „kozła ofiarnego”.

Dzisiaj tym „zbiorowym kozłem ofiarnym” jest według redaktorów tygodnika „Do Rzeczy” elita medialno-polityczna Europy. Jeżeli odsuniemy ją od władzy, terroryzm islamski zniknie jak pod dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Czy jest to myślenie magiczne? Nie, ponieważ zarówno red. Lisicki jak prof. Legutko, znają doskonale dzieło R. Girarda i wiedzą jak w skuteczny sposób skonstruować widmo „kozła ofiarnego”. Rzadko spotkany cynizm intelektualny. Tym bardziej, że  rewolucja chrześcijańska polegała i polega nadal na obaleniu przez Jezusa Chrystusa  mechanizmu „kozła ofiarnego”, on sam siebie określił jaką niewinną ofiarę i sam siebie wyznaczył na „kozła ofiarnego”, w ten sposób mechanizm ofiary został unieważniony.  Wraz z  Jezusem ofiara przestała być winna, na Krzyżu załamuje się logika kozła ofiarnego, która nadal rządzi umysłami redaktorów tygodnika „Do Rzeczy”. Kto posługuje się mechanizmem „kozła ofiarnego” ten nie jest chrześcijaninem.  Kto myślenie i analizę mechanizmów społecznych, zastępuje oskarżeniami, ten nie może czuć się dobrze w ramionach dzisiejszego Kościoła Katolickiego.

Czy to oznacza, że Merkel czy Tusk nie popełnili błędów w sprawie uchodźców z Bliskiego Wschodu? Oczywiście, że nie. Popełnili, ale te błędy nie były przyczyną arabskiej wiosny, wojny domowej w Syrii, powstania Państwa Islamskiego i kompletnej destabilizacji sytuacji politycznej w basenie morza Śródziemnego, a w konsekwencji napływu uchodźców do Europy. Reakcje kanclerz Merkel czy Tuska były odpowiedzią na te fakty. Możemy spytać natomiast: co było pierwotną przyczyną  powstania „rewolucyjnego wulkanu” w historycznych granicach cywilizacji europejskiej?  Na kilka dni przed szczytem NATO w Warszawie rząd premiera Camerona opublikował raport o podstawach prawnych decyzji o przystąpieniu W. Brytanii do inwazji na Irak w 2003 roku. Z raportu wnika, że wszystkie informacje angielskich służb specjalnych o broni chemicznej i biologicznej produkowanej ponoć przez reżim Saddama Husajna były fałszywe.

W marcu 2003 roku nie było nieuchronnego zagrożenia ze strony irackiego dyktatora Saddama Husajna, a chaos, jaki zapanował następnie w Iraku i regionie, można było przewidzieć. Decyzja o inwazji przyczyniła się do skrajnej destabilizacji sytuacji politycznej w całym basenie morza Śródziemnego i co gorsza nie do pokonania reżimu Saddama Husajna, tylko do jego reaktywowania pod postacią tzw. Państwa Islamskiego. 20 marca 2003 r. USA i W. Brytania rozpoczęły inwazję na Irak obalając w ciągu kilku tygodni reżim Saddama Husajna. Skutkiem tej decyzji było doprowadzenie, po kilkunastu latach po inwazji,  do reaktywowania dyktatury irackich oficerów Saddama Husajna nad nowym terrorystycznym państwem. To faktycznie oni powołali do życia 28 czerwca 2014 r. tzw. Państwo Islamskie, które jest największym pośmiertnym tryumfem skazanego na śmierć dyktatora. Inwazja na Irak w 2003 r. nie była zwycięstwem,  lecz największą klęską Stanów Zjednoczonych i W. Brytanii, za którą Europa będzie płaciła przez najbliższe 10 – lecia. Trwały chaos zapanował w basenie morza Śródziemnego i na Bliskim Wschodzie. Trwały chaos dociera – wraz z uchodźcami – do Europy. Kanclerz Merkel i D. Tusk są – tak jak i cała Europa – ofiarami tej decyzji prezydenta USA. Czy mam rację? Czy czasami nie przesadzam? Być może, ale myślę, że warto rozpocząć realną dyskusję o islamie, uchodźcach, przyczynach powstania islamskiego terroryzmu, bo jeżeli będziemy milczeć to zaleje nas fala prawicowo-sowieckiej ideologii spod znaku Ziemkiewicza i Lisickiego.

Piotr Piętak