Katolicyzm – religia wolności

1050 lecie chrztu Polska zmusza do refleksji nad historią naszego kraju, w którym narodowość utożsamiła się z religią. Wbrew powszechnie przyjętej opinii to nie endecy doprowadzili do pojawienia się tej zbitki – tak znienawidzonej i krytykowanej przez naszą postępowa inteligencję – tylko aktywność zakonów katolickich w latach 1815 – 1831.  Patriotyczna działalność zakonów wykształciła w tym okresie fundament polskiej tradycji niepodległościowej, której jednym z głównych założeń, było przeświadczenie, że chrześcijaństwo nie jest religią despotyzmu, ale wolności, zaś sojusz Kościoła ze społeczeństwem dokonuje się nie w płaszczyźnie więzi z państwem, lecz z narodem.  Dzieje tej prawdziwej rewolucji narodowo-katolickiej nie są niestety wystarczająco znane mimo monumentalnej pracy prof. Ewy Jabłońskiej-Deptuły pt. „Przystosowanie i opór”. Warto ją – w rocznicę 1050 lecia chrztu Polski – w ogromnym skrócie przypomnieć, bowiem to w tamtych latach wypracowano strukturę zaangażowania Kościoła Katolickiego w życie narodu, która zaowocowała najpełniej na przełomie lat 80 –tych i 90 –tych XX wieku, kiedy to Episkopat zdecydował się politycznie wesprzeć społeczeństwo w jego wolnościowych dążeniach.

Bez historii Kongresówki – historii pełnej sprzeczności i zawirowań, przechowywanej w  pamięci kolejnych pokoleń polskich kapłanów, nigdy by nie doszło do porozumienia między „Solidarnością” i władzą komunistyczną. Kościół Katolicki jako duchowy przewodnik Narodu pomógł obu stronom w wypracowaniu metodologii kompromisu. Dzisiaj – bardziej niż kiedykolwiek – nie możemy zapomnieć, że Kościół Katolicki zarówno w Polsce jak i na świecie jest strażnikiem międzyludzkiego braterstwa, nie „człowiek człowiekowi wilkiem”, lecz bratem. Nie tylko konflikt rządzi życiem ekonomicznym i społecznym narodów ale także wzajemna pomoc i wzajemne ustępstwa. Religia chrześcijańska przepaja etos demokracji pojęciem kompromisu ekonomicznego a także politycznego. W Polsce etos demokratycznego i patriotycznego chrześcijaństwa rozpoczął się w okresie, który my dzisiaj odbieramy jako „ciemną noc niewoli”, bowiem uważamy, że ustalenia Kongresu Wiedeńskiego pozbawiły nas definitywnie wolności.

Otóż Naród Polski myślał w tamtym okresie dokładnie odwrotnie, niż my dzisiaj. Nasz dzisiejszy punkt widzenia najprecyzyjniej opisuje Feliks Koneczny w „Dziejach  administracji w Polsce”. Wybitny historyk przypomina, że Car Aleksander I chciał całe Księstwo Warszawskie wcielić do Rosji, żądanie to natrafiło na zaciekły opór Austrii i Prus i z powodu Polski o mało nie doszło do wybuchu wojny między niedawnymi sojusznikami. Konflikt zażegnał niezawodny Tayllerand, francuski dyplomata, zaproponował on kompromis – wysoce niekorzystny – dla Rosji, w wyniku którego podzielono Księstwo Warszawskie na dwie części, jedna przypadła Prusom a druga    Rosji. W dodatku tereny przypadające Aleksandrowi , miały nie być wcielone do Rosji, tylko zobowiązano Cara do utworzenia na nich Królestwa Konstytucyjnego powiązanego unią personalną z Moskwą. W zasadzie kopia  unii polsko-litewskiej, na co niewielu historyków zwróciło uwagę. Zamach monarchy na Konstytucję rozpoczął się już w 1816 roku, kiedy to Car mianował Nowosilcowa na stanowisko senatora, którego celem było – według tekstu nominacji – :

„Dla ułatwienia trudności mogących wyniknąć w naszej nieprzytomności przy wprowadzaniu nowego porządku konstytucyjnego, jako też dla pośpiechu w odbywaniu czynności urzędowych, mianujemy na pierwsze miesiące wprowadzenia nowej organizacji senatora i Radce tajnego /…/ aby interweniował przy Radzie Stanu, kiedy zajdzie potrzeba. ”.

Jaśniej nie można. Jednak naród polski przyjął utworzenie Królestwa Kongresowego – o tym fakcie nie chcemy pamiętać – wręcz z entuzjazmem. Car Aleksander I uważał się za kontynuatora królów polskich i   jeszcze przed oficjalnym proklamowaniem Królestwa zezwolił na sprowadzenie zwłok  naczelnego wodza wojsk polskich księcia Józefa Poniatowskiego czym wprowadził w zachwyt cały  patriotyczny obóz w Polsce. To jednak nie wszystko. W 1817 roku, z inicjatywy Aleksandra I sprowadzono zwłoki Kościuszki do kraju. W trosce o przychylność Polaków i zespolenie tradycji narodowych z lojalizmem car zezwolił na nadanie tej akcji charakteru oficjalnego, a nawet otoczył ją protektoratem. Car wyraził również zgodę, aby naród polski uczcił Kościuszkę wystawieniem mu pomnika w Krakowie. Jak wiemy społeczeństwo polskie po długich debatach zdecydowało się na usypanie kolosalnych rozmiarów mogiły – na wzór Krakusa i Wandy. Równocześnie z obchodami pogrzebowymi Kościuszki na Wawelu, Warszawa żegnała innego bohatera  narodowego, łączącego legendę kościuszkowska z napoleońską – gen. Jana Henryka Dąbrowskiego.

Car Aleksander I podbił serca Polaków.  W latach 1815 – 1824, jedyny raz w naszej wspólnej historii, możemy mówić o przyjaźni rosyjsko-polskiej. Niewątpliwie do tego fenomenu przyczyniła się zapomniana postać Aleksandra I, prawdziwego przyjaciela Polaków, jedynego Cara w historii Rosji, który miał odwagę publicznie powiedzieć, że prawo jest silniejsze od niego. Warto przy tym podkreślić, że uroczystości ku czci trzech bohaterów narodowych, dały wyraz ciągłości życia narodu i to ciągłości wyznaczonej przez wysiłek walki o wolność i niepodległość kraju. Ciągłość ta dotyczyła również tradycji religijnej nierozerwalnie związanej z patriotyczną. W zamierzeniach cara uroczystości miały udzielić sankcji kościelno-narodowej porządkowi ustanowionemu przez Kongres Wiedeński. Jednak jednocześnie przypominały one Polakom o ich walce z Rosją, o Konstytucji 3 Maja, o niepodległości i wolności narodowej. Powszechnie wierzono, że Królestwo Kongresowe jest połączone tylko unią personalną z Rosja i czekano na powrót ziem wschodnich do macierzy co było kompletna utopią. Polityka Cara doprowadziła jednak do sojuszu „ołtarza” z „tronem” przeciwko której zaczęły buntować się właśnie zakony.

Warto pamiętać, że ciągłość tradycji religijno-narodowych została wydobyta w początkach Królestwa na gruncie uroczystości czysto kościelnych. W 1817 odbyły się w Częstochowie obchody stulecia koronacji obrazu na Jasnej Górze. Uroczystości te uzyskały poparcie rządowe, a Aleksander I odwiedził kilkakrotnie klasztor na Jasnej Górze. Jednak w 1820 roku Car rezygnuje z władzy. Panuje ale nie rządzi. Całą władzę oddaje w ręce najbrutalniejszej części moskiewskiej biurokracji. Nad Rosją i Polska zapada społeczna i polityczna noc. Lew Tołstoj, ustami swego bohatera z „Wojny i Pokoju, Biezuchowa”, tak opisuję Rosję lat 20 –tych XIX wieku:

„Położenie w Petersburgu jest następujące; cesarz niczym się nie interesuje; oddany jest całkowicie swemu mistycyzmowi./../ Szuka tylko spokoju, a spokój mogą mu dać tylko ci ludzie, którzy na odlew robią i duszą wszystkich: Magnicki, Arakczejew /…/ wszystko marnieje. W sądach przekupstwo, w wojsku pałka i musztra, a osady wojskowe niepotrzebnie dręczą lud. Tłumią oświatę, niszczą wszystko, co młode i uczciwe.”.

Jeżeli tak opisuje sytuację w swoim ojczystym kraju rosyjski arystokrata, to możemy sobie wyobrazić, jaka ona była w kraju, który Magnicki, Pugaczow i Nowosilcow uważali za własność Rosji. Sojusz „ołtarza” z tronem, po części akceptowany przez społeczeństwo polskie, zmienia się w sojusz „ołtarza” z Nowosilcowem. Lojalizm części biskupów na czele z prymasem  Skarszewskim jest otwarcie potępiany przez polskie społeczeństwo, które coraz odważniej manifestuje swoje niepodległościowe aspiracje. Pytanie jakie należy w tym momencie postawić brzmi: w jaki sposób, przy pomocy jakich narzędzi propagandowych rewolucyjnie nastawieni studenci i inteligenci próbują poderwać uśpiony naród do oporu wobec brutalnej władzy zaborcy? Nie było wtedy telefonów, radia, Internetu. Środki komunikacyjne były w porównaniu z XX czy XXI  wiekiem znikome. Jedyną możliwością upowszechniania niepodległościowych wzorców postępowania były uroczystości kościelne; msze, pogrzeby i nabożeństwa żałobne, które kończyły się zawsze mową ku czci zmarłego.

Stopniowo – po 1820 roku – mowy pogrzebowe, których autorem był najczęściej Julian Ursyn Niemcewicz, zaczynają coraz wyraźniej propagować ideał „Prawego Polaka” , przypominają prace i zasługi zmarłego dla utrwalenia Niepodległej Rzeczpospolitej w XVIII wieku. Wzory cnót zmarłego streszczały się w dwóch ściśle powiązanych ze sobą elementach „prawy Polak” oraz „wierny syn Kościoła”. Gloryfikacja zasług dla Ojczyzny wybitnych zmarłych, towarzyszyła w mowach pogrzebowych Niemcewicza, eskalacja pochwał dla ich pobożności. Kto był dobrym katolikiem, ten był  dobrym Polakiem. Kto nie był dobrym katolikiem ten stawał się często narodowym apostatą. W aspekcie polityczno-kościelnym mowy pogrzebowe propagowane w różny sposób wśród ludu , podważały „unię ołtarza z tronem”. Zakony – pijarzy, kapucyni, dominikanie – propagowali ten wzorzec, wbrew ostrym napomnieniom  biskupów. To właśnie wtedy narodził się wspólna postawa niepodległościowa dla katolików i niewierzących, którą tak celnie opisał B. Cywiński w „Rodowodach niepokornych”.

Katolicyzm stał się religia wolności. Rzecz jasna zakony były aż do powstania listopadowego rozdarte miedzy „lojalizmem” i patriotyzmem, ale nawet ci zakonnicy, którzy nie popierali nastrojów rewolucyjnych, robili to z pobudek wartych przypomnienia. Wśród polskich duchownych furorę robiła polityka ministra Lubeckiego, który mawiał, że Polsce trzeba trzech rzeczy: oświaty, zamożności i fabryk broni. Minister  twierdził, że: „To posiadając, nawet w połączeniu z Rosją potrafi całkowicie swą niepodległość utrzymać.”. Fabryki broni na terenie Kongresówki były gwarancją naszej niepodległości. Ten postulat spotykał się ze zrozumieniem tych zakonników, którzy pamiętali jeszcze rzeź Pragi z 1794 roku, i okrucieństwa wojsk rosyjskich pod dowództwem marszałka Suworowa na ludności cywilnej. Najpierw broń – potem powstania. W 1828 roku Lubecki rozpoczął sprzedaż dóbr królewskich,  z czego dochód przeznaczył na rozwój górnictwa, bez czego nie mogło być fabryk broni. Minister napotkał opór części środowisk patriotycznych. Warto zadać sobie pytanie – czy wojsko polskie tak łatwo złożyłoby bron w 1831 roku, gdyby posiadało własne fabryki broni? Te i analogiczne pytania zadawali już w 1828 i 1829 roku zakonnicy, którzy wiedzieli, że powstań się kosami nie wygrywa. Historia Kościoła Katolickiego w Polsce, to nie tylko historia podniosła, ale także dzieje pragmatyzmu, czasami nawet zimnego wyrachowania na granicy apostazji narodowej, które w efekcie ratowało Polaków od utraty narodowej tożsamości.

Piotr Piętak

Dodaj komentarz