Prezes PiS – marionetka czy mistrz polityki

Prof. Staniszkis postanowiła powiedzieć to co myśli czyli przyznać się publicznie do swojej skrajnej głupoty politycznej i nomen omen nikłej wiedzy socjologicznej. Pani profesor na wiosnę 1980 roku napisała sławny tekst w którym udowodniła, że w PRL panuje tak zwana „martwa struktura społeczna” uniemożliwiająca jakakolwiek zmianę polityczną. W kilka miesięcy później „martwa struktura” ożyła. I co? Czy ktokolwiek pamięta o głupotach, które wypisywała Staniszkis na trzy miesiące przed Sierpniem 1980 roku? Nikt. W Polsce nikt nic nie pamięta. Dlatego pani profesor jest autorytetem dla tych, którzy nie czytają a jeżeli czytają to od razu zapominają co przeczytali. W wywiadzie dla portalu wirtualna polska pani prof. charakteryzuje prezesa pis, który był dla niej przez lata geniuszem politycznym. Kiedy przegrywał był genialny, a kiedy wygrywa jaki jest J. Kaczyński dla prof. Staniszkis? Posłuchajmy;

„Jarosław Kaczyński sam jest marionetką. Marionetką w sensie pewnej koncepcji – on rozumie suwerenność jako możliwość pozwolenia sobie na bycia chamem wobec wiceszefa Komisji Europejskiej. Wydaje mu się, że masy oczekują takiego łamania elit, jak to obserwujemy. A ludzie są przecież bardziej racjonalni: ciężko pracują i nie śledzą każdego mrugnięcia PiS.”. 

A jak myśli – według prof. Staniszkis – prezes PiS:

„On jest więźniem swojego wyobrażenia porządku. Więźniem swojej emocjonalności. Więźniem swojego zobowiązania, aby skonsolidować PiS. Więźniem myśli, że zrobi to poprzez walkę. Demokracja wymaga z kolei założenia, że wszyscy chcą współpracować, choć oczywiście jest to założenie niepisane, bo ludzie kulturalni nie wszystko muszą mieć na piśmie. Dla mnie to jest zaskoczenie, że Jarosław Kaczyński wydaje się tego założenia nie rozumieć. Skala destrukcji powodowanej przez niego świadczy o jego wyobcowaniu, kompleksach, nieefektywności, przekonaniu o własnej słabości i braku zaufania do kogokolwiek.”.

Czyli według prof. Staniszkis, prezes PiS jest prymitywem, a przecież każdy kto liznął minimalnie historie polityki, kto ma elementarna wiedzę o wielkich pisarzach konserwatywnych, wie doskonale, że J. Kaczyński jest najwierniejszym uczniem  Carla Schmitta wybitnego niemieckiego filozofa, który stwierdził już w 1928 roku, że istota polityki leży w odróżnianiu przyjaciół od wrogów. A w tym od początku swojej kariery politycznej J. Kaczyński jest mistrzem. Umie kreować wrogów jak nikt inny. Schmitt podkreśla np. w „Teologii politycznej”, że oprócz konfliktów interesów czy konfliktów idei w polityce najważniejszy jest konflikt między ludźmi – trudny do zdefiniowania, ale rzucający się w oczy. Niektóre rodzaje wrogości międzyludzkiej są tak silne i irracjonalne, że to one właśnie decydują o istocie polityki.

Czy w tych obserwacjach nie odnajdujemy J. Kaczyńskiego. Jeżeli przeżywamy w tej chwili antyliberalną rewolucję – wyniki I tury wyborów prezydenckich w Austrii są wielce charakterystyczne – to należy przede wszystkim zapoznać się z myślicielami europejskimi, którzy liberalizm krytykowali i to krytykowali z różnych pozycji. Carll Schmitt jest jednym z nich, ale nie tylko, w osobowości J. Kaczyńskiego – która przypomina koktajl Mołotowa – kłębią się także myśli de Maistra i Leo Straussa, MacIntyra i Ungera.  Cały antyliberalny katechizm według którego PiS działa od jesieni 2015 roku. Dlatego moja porada, zamiast pisać, mówić, ględzić – czytajmy dzieła tych geniuszy polityki a wtedy zrozumiemy lepiej rzeczywistość Polski 2016 roku.

Piotr Piętak

Dodaj komentarz