Ziemkiewicz jako Miłosz

Zabieram głos w sprawie arcydelikatnej i nigdy bym nie ośmielił się o tym pisać gdyby „wilka z lasu” nie wywołał pierwszy autor „Michnikowszczyzny”. Otóż Rafał A. Ziemkiewicz w ostatnim nr tygodnika „Uważam Rze” w artykule pt. „Przekręcony umysł” opisał degrengoladę moralną i polityczną czterech dziennikarzy prawicowych, którzy kiedyś tworzyli wraz z nim i jego aktualnymi kolegami wspólną ideową grupę ludzi odwołującą się – w swoich analizach i pisaniu do – do tradycyjnych wartości takich jak katolicyzm i konserwatyzm, a teraz te wartości w życiu i polityce depczą ile wlezie.

Z artykułu Ziemkiewicza wyłania się oto taki obraz : prawice ideową wierną swoim  ideałom reprezentują teraz redaktorzy „Rzeczpospolitej” i tygodnika „Uważam Rze” a inni wybitni kiedyś dziennikarze  je zdradzili zarówno w życiu prywatnym jak i polityce. Ziemkiewicz analizując drogi czterech swoich bohaterów nie wymienia ich z nazwiska tylko używa kryptonimów wyjętych ze „Zniewolonego umysłu” Miłosza – a więc zamiast P. Wierzbickiego mamy Alfę, zamiast  C. Michalskiego mamy Betę itd. Już sam ten pomysł świadczy , że naszym niezłomnym redaktorom kompletnie odbiło i że nie umieją na siebie spojrzeć chociaż troszkę krytycznie z boku.

Panowie jeszcze wam bardzo daleko do Miłosza, Gałczyńskiego czy Borowskiego. Trochę skromności. Wildstein nie będzie Żeromskim. A Ziemkiewicz Micińskim. Trochę się opamiętajcie. Autor artykułu, święcie przekonany o wyższości moralnej swojej i swoich kolegów nad  Wierzbickim czy Michalskim nie stawia jednak pytania ogólnego :  jak władza czy kariery porobione w czasach kiedy w Polsce dominowali prawicowcy wpłynęła na ich moralność postawę życiową i ideały np. wierność naukom Kościoła. Otóż odpowiedź jest niestety jednoznaczna : okazało się bowiem, że władza czy kariery powodują wyrzucenie do kosza na śmieci wszelkich wartości katolickich i konserwatywnych, o które się z takim zapałem walczyło jak się władzy czy pozycji nie miało.

Nie chce sypać z rękawa przykładami, ale chce podkreślić, że to zdumiewające zjawisko np. rozwodów czy zdrad małżeńskich (a o tym właśnie pisze Ziemkiewicz charakteryzując postać C. Michalskiego) dotyczy przede wszystkim czołowych bohaterów dziennika Rzeczpospolita. Jaka jest więc różnica między C. Michalskim a właśnie naszymi red. Z Rzepy, którzy w życiu osobistym postępują tak samo czyli np. rozwodzą się czyli rozbijają rodzinę ? C. Michalski wyciąga wniosek – przestaje wyznawać katolicyzm. Za trudna religia. Za dużo wymaga od człowieka – zdradziłem jej zasady a więc przestaje być przynajmniej katolickim publicystą.

Otóż jest to postawa o wiele uczciwsza od red. Rzeczpospolitej, który w sferze osobistej robi dokładnie to samo – zgodnie z metodą Ziemkiewicza nazwę go „Tygrysem” – ale nadal pozostaje katolickim ideologiem. Nie chciałbym tego nazywać – C. Michalski nazywa to b. delikatnie „hipokryzją”. Jaki morał można wyciągnąć z tej historii ? Że w domu powieszonego nie mówi się o wisielcach ?  Że cała prawicę od Marcinkiewicza, Dorna po „Tygrasa” czeka czas trudnych rekolekcji ? Życzę im tego z całego serca, życzę im także aby oceniając ludzi – co robią namiętnie – nie zapominali o podstawowym przesłaniu chrześcijaństwa.

 

Piotr Piętak  redaktor portalu mediologia.pl – na którym znajduje się kurs Linux, informacje o mediach, oraz nowo powstały dział biometrii

Dodaj komentarz