J. Kaczyński – niewolnik, który wydaje rozkazy

Warto czasami czytać klasykę polskiego eseju, który w Polsce w wieku XX stał się najpopularniejszym gatunkiem literackim w naszym kraju. Ostatnio powtórnie przeczytałem – z wielka przyjemnością i mnóstwem znaków zapytania – „Zniewolony umysł” Czesława Miłosza. Sam czasami chwytam za pióro by na białej kartce papieru zapisać to co mi krąży po głowie zaśmieconej tonami odpadków krążących w Internecie i dlatego sunąc oczyma po rzędach słów napisanych kiedyś przez Miłosza  czułem nie tylko podziw dla jego pisarskiej sztuki, ale przede wszystkim zazdrość. Zdania jak oszlifowane diamenty. Analizy jak obrazy Rembrandta, które według historyków filozofii były ilustracja przewrotu światopoglądowego dokonanego przez Spiznozę . I te niewidzialne supły którymi autor splata swoje wywody, czasami proste, innym razem skomplikowane jak marynarskie węzły, ale zawsze – przy odrobinie wysiłku i wyobraźni – łatwe do odszyfrowania.

Ktoś kto próbuje pisać po lekturze „Zniewolonego umysłu” wpada w zawodową depresje i bije z udawana rozpacza, głową w mur. Dlaczego Bóg nie obdarzył mnie talentem? Dlaczego zdania, wystukiwane przez mnie na klawiaturze są jak brudne szmaty wyżymane przez  krasnoludki ukryte w komputerze? Ten bełkot, który nas zalewa każdego dnia, bełkot potężniejący, bełkot podrzynający nam gardła, a my – mimo śmiertelnego zagrożenia – nadal próbujemy coś sobie i innym wytłumaczyć i nieuchronne z każdym ruchem palców po klawiaturze komputera  zmieniamy się w ogromne karaluchy z nieśmiertelnego dzieła F. Kafki.

Popełniamy zbiorowe samobójstwo pisząc i publikując to co napiszemy w Internecie. W każdej godzinie, w każdej minucie, w każdej sekundzie naszej wirtualnej aktywności unicestwiamy moralnie i intelektualnie siebie samych. Wiemy to i mimo to piszemy i publikujemy, bo taka jest natura ludzka, która nawet w godzinie zagrożenia pragnie zrozumieć, porozmawiać, posłuchać i definiować rzeczywistość w której żyjemy. Internet – jak napisał L. Manovich – przypomina komunalne mieszkanie z czasów stalinowskich – nie ma żadnej prywatności, wszyscy na siebie donoszą, a do wspólnej kuchni i ubikacji trzeba stać w kolejce.

Jeżeli ktoś zadaje sobie jeszcze pytanie – dlaczego PiS wygrał i będzie wygrywał w przyszłości wybory, to odpowiedź jest – w świetle badań i książek takich jak „Płytki umysł  Nicholasa Carry” – ewidentna;  ideologia PiS –u o panowaniu w Polsce wszechpotężnego „układu” jest precyzyjnym odzwierciedleniem światopoglądu kształtowanego i urabianego przez używanie Internetu gdzie każde wydarzenie wyjaśniane jest przy pomocy „teorii spisku”. Mózg J. Kaczyńskiego to Internet w miniaturze. Katastrofa lotnicza –spisek. Przegrane wybory samorządowe – spisek. J. Kaczyński nie musi używać Internetu. On jest wcieleniem ideologii Internetu. Dlatego wygrywa i wygrywać będzie nadal. Internet jest jak bomba wodorowa, która rozbija w puch i proch opozycje i społeczeństwo obywatelskie w Polsce.  Internet ma zawsze rację. J. Kaczyński nigdy się nie myli i dlatego się go boimy. Czesław Miłosz opatrzył „Zniewolony umysł”, mottem, które pozwolę sobie zacytować

„Jeżeli dwóch kłóci się, a jeden ma rzetelnych 55 procent racji, to bardzo dobrze i nie ma się co szarpać. A kto ma 60 procent racji? To ślicznie, to wielkie szczęście i niech Panu Bogu dziękuje! A co by powiedzieć o 75 procent racji? Mądrzy ludzie powiadają, że to bardzo podejrzane. No, a co o 100 procent? Taki, co mówi, że ma 100 procent racji, to paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak.”.

Boimy się J. Kaczyńskiego bo jest on przekonany, że ma w 100% rację. Boimy się go, bo nie wie  co to jest życie prywatne i życie rodzinne. Dla prezesa PiS – wszystko jest polityką, każdy jego najintymniejszy gest pamięci o zmarłym tragicznie bracie staje  się automatycznie polityką. J. Kaczyński żyje w żelaznej klatce w której nie ma małych drzwiczek z której nie można wyjść, być może w początkach jego politycznej kariery szukał wyjścia, szukał miłości i przyjaźni. Dzisiaj jest już tylko niewolnikiem polityki. Niewolnikiem, który panuje. Niewolnikiem, który wydaje rozkazy. I tego absurdu Polacy boją się najbardziej.

Piotr Piętak