Dlaczego nie lubię Żydów

Kim jest i kim był Adam Michnik? Pytanie retoryczne – wszyscy, którzy interesują się życiem społecznym i politycznym naszego kraju wiedzą doskonale, że jest on redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej” i że był jednym z głównych konstruktorów porozumienia zawartego w 1989 roku w Magdalence miedzy komunistyczna władzą i opozycją demokratyczną skupioną w Komitecie Obywatelskim przy Lechu Wałęsie. Ustrojowa transformacja w wyniku której ci sami ludzie, którzy rządzili Polską w czasach PRL-u, rządzą nią nadal, była – zgodnym zdaniem prawicowych publicystów – w dużej mierze jego dziełem. To on na łamach „Gazety Wyborczej” usprawiedliwiał i gloryfikował proces tzw. „uwłaszczenia nomenklatury” w wyniku którego komunistyczni aparatczycy zmienili się w „uczciwych kapitalistów”. „Czy odegrał rolę złego demiurga, czy pajaca w rękach znacznie od niego sprytniejszych gangsterów?” [1] – zapytywał złowieszczo Rafał A. Ziemkiewicz i ten sam autor zauważył, że Michnik używał „Gazety Wyborczej” jako narzędzia do urabiania opinii publicznej i robienia polskiej inteligencji wody z mózgu, jako działający w skrytości zaplecza działacz polityczny, żywiący ambicje kreowania i strącania w niebyt partyjnych władców. Jednym słowem wcielony Szatan, który reżyseruje naszą scenę polityczną według własnego laicko-lewicowego planu, którego celem jest zmienienie Polski w kraj gdzie ten kto przeżegna się na ulicy będzie aresztowany za naruszenie norm prawnych świeckiego państwa.

To nie żart – tak autora „Cieni zapomnianych przodków” przedstawiają liczne czasopisma prawicowe.  Tuż po wyborach w 1989 roku francuski pisarz Guy Sorman [2] przestrzegał w swojej książce pt. „Wyjść z socjalizmu” polskich polityków i publicystów, przed „diabolizacją” politycznego przeciwnika, – bez skutku. Czy rzeczywiście Adam Michnik, od 1989 do – mniej więcej – 2007 roku wychował generację dziennikarzy, którzy umieją myśleć tylko w kategoriach politycznych dyskutowanych i propagowanych na łamach „Gazety Wyborczej”? Czy jego władza nad  umysłami elity medialnej dzisiejszej Polski jest tak wszechmocna? Ponieważ 20 lat spędziłem we Francji i tam uczyłem się podstaw myślenia politycznego, postanowiłem – zgodnie z neopozytywistyczną metodologią – przeprowadzić eksperyment i zweryfikować hipotezę o dyktatorskiej władzy sprawowanej przez Adama Michnika nad „zbiorowym umysłem” inteligencji III Rzeczpospolitej. Tu krótka, ale konieczna, informacja o autorze tej książki; mniej więcej trzy lata temu, postanowiłem wydobyć z szuflady opowiadania, które pisałem, przez całe dorosłe życie i wysłać je do polskich kwartalników i miesięczników literackich.  Czytelnika informuję, że najpierw wysyłałem je do krytyków i pisarzy i jeżeli uzyskałem ocenę pozytywną, przesyłałem je do literackich czasopism.

Wśród opowiadań które napisałem było jedno, którego się – jako autor – wstydziłem i które uważałem za wyjątkowo kiepskie. Tytuł opowiadania „Raport”, bohaterem był właśnie A. Michnik (dałem mu na imię Karol by zmylić tropy). „Raport” był wydrukowany na emigracji w miesięczniku „Kontakt”. „Raport” nie został przez mnie zakwalifikowany do powtórnego druku w Polsce. Nie wysłałem go żadnego czasopisma. Wysłałem natomiast opowiadanie pt. „Drugi róg rzymskiego diabła”, które uzyskało entuzjastyczne recenzje krytyków i przychylne głosy czytelników, bo małą jego część opublikowałem w Internecie. Wysłałem i czekałem – minął miesiąc, minęło pół roku, minął rok. Żadnej odpowiedzi. Zero zainteresowania. To mnie zastanowiło, krytycy mnie chwalili, czytelnicy dziękowali a redaktorzy olewali. Zadzwoniłem do trzech redakcji, chociaż nie bardzo lubię tego robić. Redaktorzy – co mnie zdziwiło – pamiętali „Drugi róg rzymskiego diabła” i jeden z nich szczerze mi wypalił: „Pan chyba zwariował, żeby coś takiego pisać. Paszkwili na Polskę to my nie drukujemy”. Drugi to samo: „Za ostro panie Piotrze, za ostro”. Czytelnik powinien wiedzieć, że „Drugi róg rzymskiego diabła” – tak nazwał Polskę Cromwell w liście do Karola Gustawa po zwycięstwie króla Szwecji pod Ujściem – jest opowiadaniem o tym jak zachodnie elity oceniały i oceniają Polskę od wieków. Opowiadanie jest pisane w formie listu starego protestanta do swojego ucznia, który na przełomie XVI i XVII wieku pojechał do Warszawy i zauroczył się naszym krajem o czym poinformował w liście swego mistrza. I mistrz odpowiedział mu na list listem.

Jego list to właśnie „Drugi róg rzymskiego diabła”. Czy jestem ostry? Spędziłem 20 lat na Zachodzie i wiedziałem jak nas opisują i traktują , jak nami pogardzają. I jak nienawidzą Papieża i katolicyzmu. Krótki fragment listu starego protestanta mieszkającego w  Londynie do swego umiłowanego ucznia, który zakochał się w Polsce:

„Przeczytałem – na nieszczęście dla mnie – ostatnią stronę Twego listu. Patrzę teraz na żółte kartki leżące na stole. Stronice, których dotykały twoje dłonie, poruszają się lekko, jak chwiejąca się na wietrze brama zapraszająca do wejścia na dziedziniec nieznanego i tajemniczego więzienia. Strach ściska mi serce. Jak mogłeś bracie zdradzić naszą wiarę? Jak mogłeś przekroczyć próg Świątyni Szatana? Piszesz, że poczułeś oddech Boga w czasie katolickiej mszy i pytasz dlaczego my wyznawcy Prawdziwej Wiary nazywamy kościoły katolickie domostwem Szatana? Pytasz czy miałbym odwagę je zburzyć? Bracie, Synu ukochany przed chwilą pod moimi powiekami migały mi obrazy, które Pan Bóg w swej niepojętej łaskawości  namalował i obdarował mnie nimi by mi przypomnieć , że siedliskiem Zła jest Rzym, że zło jest rozsiewane w katolickich kościołach, zło czyli kłamstwo, a kłamstwo trzeba tępić, wypalać rozżarzonym żelazem. Tak Kościoły Katolickie są miejscem kultu Szatana – tak należy je zburzyć. Czy je burzyłem? Tak. Czy je podpalałem? Tak. Czy tego żałuję? Moje życie było nędzne, pełne grzechu, ale jeżeli czegoś nie żałuję, jeżeli z czegoś jestem dumny, to z tego, że udało mi się zrównać z ziemią, wypalić do cna kilka miejsc w których czczono Szatana.

Gdy pół wieku temu, rzuciłem płonącą żagiew do środka drewnianego kościółka w Normandii to poczułem w mojej duszy jakąś ciszę i błogość, jakby cały brud życia został ze mnie zmyty. Wraz z innymi mieszkańcami wioski widziałem w płomieniach biegających po dębowych dachówkach, twarz naszego proboszcza, który przez 20 lat gwałcił w brzozowym zagajniku małe dziewczynki. Synu, ich rodzice wiedzieli o tym i zgadzali się na to i dopiero, gdy dotarł do nas emisariusz z Nadrenii z wydrukowanymi kazaniami Lutra i gdy przeczytaliśmy po raz pierwszy słowa prawdy o Jezusie, zrozumieliśmy, ze nasz proboszcz – tak jak i papież – są wcielonymi Diabłami. Nie, nie spaliliśmy proboszcza wraz z kościołem. Zdarliśmy z niego sutannę i nagiego przywiązaliśmy do słupa, a wszystkie dziewczyny ze wsi zapalonymi gałęziami, dotykały miejsca między rozciągniętymi nogami.

Wył, kastrowany sługa Szatana. Słyszę to wycie do dzisiaj. Słyszę jego błagania o litość. Nie ma litości dla zła. Nie ma litości dla żądzy ukrytej pod maska świętości.”.

Jednocześnie jednak w opowiadaniu poruszam kwestie relacji pomiędzy Żydami i chrześcijaństwem. Stary protestant w swoim liście-odpowiedzi wspomina religijne przygody swoje i swojego ucznia, który pojechał do Polski, wspomina przede wszystkim starego rabina Samuela, który uważa, że Żydzi sa przeklęci ponieważ nie rozpoznali w Chrystusie Mesjasza. Oto jak rabin Samuel to obwieszcza:

„Synu byłeś wraz ze mną i innymi mieszkańcami Charkley świadkiem Cudu. Nie mogłeś tego zapomnieć. Nie mogłeś zapomnieć chwili, kiedy stary rabin żydowskiej gminy w Charkley, wzniósł ręce do nieba i w obecności swoich rodaków i nas ludzi Nowej Wiaty wypowiedział słowa, które zmieniły na zawsze serca i rozum tych, którzy go słuchali

– Chryste ja Samuel rabin, badacz Pisma Świętego błagam Cię w imieniu Proroków, którzy zapowiadali Twoje przyjście o litość i wybaczenie. Chryste Zlituj się nad  Nami. Chryste ja Samuel, wnuk i syn Samuela błagam Cię byś wybaczył nam, którzy nie rozpoznali w Tobie Pana i Mesjasza. Ja Samuel jestem przeklęty, wszyscy Żydzi, którzy Cię nie rozpoznali są przeklęci. Wszyscy błagamy o łaskę wiary. Wszyscy jesteśmy Twoimi dziećmi.

Pamiętasz Synu?”.

 

Rabin Samuel doprowadza do swego samo ukrzyżowania aby w ten sposób odkupić winy Narodu Żydowskiego wobec Jezusa. Skąd moje przekonanie – wrodzony antysemityzm pity wraz z mlekiem matki -, że redaktorzy polskich pism nie chcieli drukować „Drugiego rogu rzymskiego diabła” właśnie dlatego, że przedstawiłem w nim niecodzienną reakcje żydowskiego rabina? Od trzech lat oczekuje odpowiedzi od redaktorów pism literackich. Bez rezultatu. Lekko załamany, postanowiłem wysłać do kilku redakcji opowiadanie „Raport” o Michniku, byłem absolutnie przekonany, że nikt mi go nie wydrukuje. Po 48 godzinach dostałem trzy odpowiedzi, że pismo opowiadanie natychmiast drukuje. Poczułem się jakbym dostał po twarzy. Przecież opowiadanie jest kiepskie, tak jest kiepskie, ale zawiera następujący fragment, cytuje:

 

„Karol odwraca głowę i widzi nad białą wieżyczką sardyńskiego kościółka kilka trzepoczących się w ciemniejącym błękicie gołębi, które na moment jakby znieruchomiały, by po chwili opaść na wyrąbany w drgającym powietrzu krzyż. Ma wrażenie, że ptaki przebierając niecierpliwie nóżkami i gładząc dziobami sine pióra zapraszają go na wieczorna mszę. Krzyż uwięziony pomiędzy dwoma cyprysami roztapia się w zachodzącym słońcu i Karol słyszy bicie dzwonu: powtórne zaproszenie na mszę. Wchodzi do kościoła. Przez chwilę waha się czy się przeżegnać, czy nie i w końcu robi to szybko: zbyt szybko. Zawstydzony rozgląda się niespokojnie dookoła, ale kościół jest jeszcze pusty, tylko kilka staruszek opatulonych w czarne szale modli się w pierwszych rzędach ławek. Karol przymusza się do klęknięcia. Pochyla lekko głowę i patrzy  na drewniany krzyż, ale widzi inne „krzyże”. Małe przyciśnięte z całej siły do jego policzków, czoła, piersi, ramion – żelazne Jezusiki wrzynają mu się w ciało. Czuje krew płynąca po brodzie i słyszy: „Żydzie zmów paciorek, ty komunisto, modlić się nie chcesz, my ci pokażemy żydłaku”. Zaciska małe, dziecinne dłonie w jeszcze mniejsze piąstki i krzyczy: „ja nie wierzę, ja mam prawo nie wierzyć”. A potem czeka, godziny mijają powoli i tuż przed świtem widzi zgraję cieni skradających się do jego łóżka: w momencie, gdy czuje koc zarzucany na głowę przysięga na miłość do uwielbianego przez siebie ojca i na miłość ukochanego przez ojca Lenina, że nie będzie krzyczał, że nawet gdyby mieli go zabić, to nie piśnie ani słowem. Biją go pasami, mosiężne sprzączki ranią mu głowę, ktoś siada mu na brzuchu, ktoś inny na nogach, podciągają rękawy pidżamy i coś ostrego przecina mu dwukrotnie skórę na przedramieniu.

 Patrzy teraz na ledwo widoczna bliznę w kształcie krzyża i przypomina sobie, że rano musiał przejść w towarzystwie pułkownika MO wzdłuż szeregu chłopców i rozpoznać tych, którzy go bili i naznaczyli. Przy każdym przystawali i oficer pytał lekko zachrypniętym, znudzonym głosem: „No Karolku, przypatrz się uważnie, może to jeden z nich?”. Kiwał przecząco głowa nie patrząc w twarze chłopców i odetchnął z ulgą, gdy przy końcu konfrontacji zauważył za brama szkoły, w której mieściła się kolonia, czarną Wołgę, a w niej pana Kazia, prywatnego szofera ojca.

Dopiero w kilkanaście lat później, przez zupełny przypadek, dowiedział się, że rodzice kilku chłopców zostali w trybie dyscyplinarnym zwolnieni z pracy. Nie były to zbyt poważne konsekwencje i nie można ich nawet porównać z „kłopotami”, jakie mieliby w analogicznym przypadku, parę lat wcześniej. Ale fakt pozostaje faktem: był wtedy w 1959 roku pod czułą opieką panów z MSW. „I pozostałem pod nią do dzisiaj”, myśli Karol wychodząc z kościoła. Patrzy w zamglone oddechem morza niebo i zadaje sobie po raz kolejny w życiu pytanie: czy jego dzisiejsza postawa nie jest przypadkiem spowodowana tym, że ojciec i  jego przyjaciele tracili wpływy Polsce i im bardziej im tracili, tym bardziej ich dzieci kierowały swój wzrok ku społeczeństwu, demokracji, Polsce wreszcie? „Nie” odpowiada sam sobie Karol i jednocześnie słyszy głos tych, w imieniu których walczy teraz z komunizmem: „tak jesteś synem Żyda-komunisty i nigdy ci tego nie zapomnimy”. „Nie” odpowiada raz jeszcze Karol i przed oczyma staje mu jak żywa Maryla recytująca na przemian z Barbarą Wielka Improwizację. „W którym to mogło być roku – myśli – 63, 64? Jej staruszek siedział jeszcze mocno w siodle, jeszcze byliśmy – przynajmniej we własnym mniemaniu – ukochanymi dziećmi października, który nam powoli zastępował, partię, ideologie, socjalizm, ale już czuliśmy nienaturalność naszego położenia, już szukaliśmy Polski. Może stąd właśnie brało się to namiętne czytanie  Mickiewicz, Słowackiego,  Norwida, wkuwanie na pamięć całych poematów. Tak chcieliśmy być bardziej polscy niż Polacy.”.”.

Wnioski. Polacy nie chcą wiedzieć co o nich myślą narody Europy Zachodniej. Złudzenia sa prawdziwsze. Polacy nie mogą pisać o Żydach, mogą tylko potwierdzać swój wrodzony antysemityzm.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[1] Patrz Rafał A. Ziemkiewicz – „Michnikowszczyzna zapis choroby” Wydawnictwo Red Horse 2006 rok str. 398 – cytat str.10

[2] Patrz – Guy Sorman „Sortir du socialisme” Wydawnictwo Fayard Paryż 1990 – opis rozmowy autora z J. Kaczyńskim str 148-150

 

Jedno przemyślenie nt. „Dlaczego nie lubię Żydów”

Możliwość komentowania jest wyłączona.