Dezinformacja.net – budujemy portal razem

Pan B. Misiewicz poprawił jeden błąd strony internetowej dezinformacja.net, który mu wytknąłem w tekście „Komunizm a la Misiewicz”. Przyznaję, że jestem zaskoczony – redakcja salon24 też powinna być zaskoczona i zadowolona, bo okazuje się, że portal jest czytany przez tzw. czynniki rządowe – i gratuluję rzecznikowi MON szybkiej reakcji i dużej dozy autokrytycyzmu. To rzadkie w tym rządzie. Z poprawienia zakładki „Autorzy” dowiadujemy się, że drugim redaktorem portalu jest red, naczelny „Gazety Polskiej”, Tomasz Sakiewicz – wybitny specjalista od dezinformacji. Strona internetowa dezinformacja.net jest jednak nadal uboga w treść, ponieważ rzecznik MON rzuca slogan – ZBUDUJMY TEN PORTAL RAZEM – to przystąpmy do roboty. Nie wątpię, że pan Misiewicz i pan Stakiewicz są wybitnymi teoretykami i praktykami dezinformacji, jednak wydaje mi się, że należy znać elementarz metodologiczny tej najważniejszej dzisiaj dziedziny polityki.

Pierwsza sprawa – teoria. Pierwszym teoretykiem dezinformacji i wojny informacyjnej był Sun Tzu genialny strateg wojskowy, żyjący 25 wieków temu w Chinach. Stał on na czele armii króla Wej, która rozbijała w puch nieprzyjacielskie wojska. Swoje przemyślenia zawarł w księdze p.t. „Sztuka wojny” będącej Biblią dzisiejszych teoretyków od tzw. „cyberwojny”.

Sun Tzu wiedział, że o wygranej wojnie decyduje przede wszystkim fakt, która ze stron konfliktu umie lepiej manipulować informacją i wiedzą o przeciwniku. Jego 13 zasad sztuki wojennej stosują dzisiaj wszyscy pijarowcy w kampaniach wyborczych. Według Sun Tzu jedną z najważniejszych zasad gwarantujących zwycięstwo nad przeciwnikiem jest zasiewanie waśni i niezgody między członkami wrogiego ugrupowania.

Czytając chińskiego praktyka i teoretyka wojny ma się wrażenie, że w swoim czasie pijarowcy premiera Tuska znajli jego dzieła na pamięć, bo to oni przecież ośmieszają tradycje swoich przeciwników co według Sun Tzu jest żelazną zasadą sztuki wojennej. „Mochery”, „katofaszyści” i nie wyliczę wszystkich kawałów na temat kaczorów i.t.d. „Tylko człowiek – twierdzi Sun Tzu – który potrafi wszędzie siać niezgodę i rozkład- tylko taki człowiek jest politykiem państwa.”. Tymi słowami podsumował Sun Tzu kodeks swych zasad.

Czy rzeczywiście chiński wojskowy i politolog sformułował 25 wieków temu paradygmaty zasad wojny informacyjnej? Wczytując się w te zasady np. „Podrywajcie ich dobre imię. I w odpowiednim momencie rzućcie ich na pastwę rodaków”, albo „Korzystajcie ze współpracy istot najpodlejszych i najbardziej odrażających” staje nam natychmiast przed oczyma poseł Palikot, który już po katastrofie smoleńskiej wylewał kubły pomyj na śp. prezydenta L. Kaczyńskiego.

Dzieło Sun Tzu uzmysławia nam, że polityka jest dziedziną kompletnie amoralną w której używa się odrażających środków do pokonania wroga (przeciwnika politycznego). O tym fakcie nasi politycy – szczególnie ci z PiS-u – często zapominają i dlatego wyglądają jak uciekające przed ogarami wystraszone szaraki.

Drugie przypomnienie:  9 maja 1979 r. na terenie Instytutu Technologicznego Uniwersytetu Northwestern w USA eksploduje pudełko raniąc studenta który próbował je otworzyć, 15 listopada w części bagażowej lecącego z Chicago do Waszyngtonu samolotu eksploduje bomba. Samolot ląduje awaryjnie, kilkunastu pasażerów poddanych zostaje hospitalizacji z powodu zatrucia dymem.

W ten sposób rozpoczyna swoją samotną walkę z systemem kapitalistycznym ery elektronicznej, genialny matematyk i informatyk polskiego pochodzenia Theodore Kaczyński (znany jako Unabomber), który w 1969 roku, po obronie pracy doktorskiej (rozwiązał w niej problem matematyczny z którym nie mógł poradzić sobie jego profesor), rezygnuje z uniwersyteckiej kariery, zakupuje kawałek ziemi w lasach stanu Montana, na której buduje drewniany domek i rozpoczyna życie wypełnione lekturami i bezpośrednim kontaktem z przyrodą.

Dlaczego postać T. Kaczyńskiego jego terrorystyczna działalność i analizy krytyczne systemu elektronicznej komunikacji, które zaowocowały później słynnym esejem „Społeczeństwo przemysłowe i jego przyszłość – manifest wojownika”, są nadal ważne dla ludzi XXI wieku? Przede wszystkim, dlatego, że jego konkluzje, analizy intelektualne i strategie terrorystyczną kopiują i naśladują dosłownie w detalach – lecz na ogromną skalę – terroryści islamscy na czele z Al-Kaidą

Kaczyński już na studiach w latach 60-tych XX wieku zauważył , że gdy technologia przekroczy pewien poziom rozwoju, nie może się samoczynnie zatrzymać, zmienia się w maszynę, która coraz bardziej unowocześniana kompletnie zniewala ludzi. Zbyt wiele interesów, czy powstałych w nowych warunkach człowieczych skłonności, jest związanych z technologicznym mechanizmem. Wystarczy tylko chwilę pomyśleć o szalonym rozwoju roli komórki w dzisiejszym życiu. T. Kaczyński wyciąga z tej obserwacji wniosek, że system technologiczny, może być unicestwiony przez świadomą powagi sytuacji grupę terrorystów, którzy powinni zaatakować w pierwszym rzędzie instytuty badawcze skupiające wiedze technologiczną niezbędną w podtrzymywaniu sytemu technologicznego. Zniszczyć trzeba tych którzy wiedze informatyczną czy biotechnologiczną produkują.

Kaczyńskiemu chodziło o wyeliminowanie osób zajmujących ważne stanowiska w newralgicznych punktach industrialnego porządku, ale także o stworzenie warunków do jak najszerszego rozpropagowania ideologii piętnującej wynaturzenia współczesnej techniki. Przy czym T. Kaczyński jest przekonany, że, aby zyskać możliwość wyartykułowania swego radykalnie anty-technologicznego przesłania w mediach, trzeba ją połączyć z takim rodzajem aktywności, który stanie się sensacyjny i przyciągnie uwagę masowego odbiorcy. Taką działalnością we współczesnym świecie jest terroryzm.

I T. Kaczyński taką działalność podejmuje w latach 80 i 90-tych XX wieku. 15 maja 1985r. w Berkley, w Sali Wydziału Nauk Komputerowych, eksploduje ładunek, który rani przypadkowego studenta. 15 listopada prof. psychologii z Uniwersytetu Michigan James McConnel oraz jego asystent N. Suino odnoszą rany po otwarciu przesyłki pocztowej. 11 grudnia ma miejsce kolejny zamach, który przynosi pierwszą ofiarę śmiertelną – od wybuchu bomby ginie handlujący komputerami biznesmen Hugh Scrutton. FBI jest całkowicie bezradne, chociaż Kaczyńskiego szukają setki agentów. Latem 1995 r.

Kaczyński przesłał do redakcji „The New York Times” swój manifest zatytułowany „Społeczeństwo przemysłowe i jego przyszłość”, deklarując, że w przypadku opublikowania materiału zaprzestanie działalności terrorystycznej. Eksperci FBI licząc, że ogłoszenie manifestu umożliwi złapanie terrorysty, namawia redakcje do publikacji. 22 września redakcja publikuje manifest i przewidywania FBI sprawdzają się; styl manifestu, zawarte w nim analizy i spostrzeżenia rozpoznaje rodzina T. Kaczyńskiego, która dzieli się swoimi spostrzeżeniami z FBI. Rodzina postawiła tylko jeden warunek, jeżeli rzeczywiście manifest okaże się autorstwa T. Kaczyńskiego to nie zostanie on skazany na śmierć. Proces schwytanego terrorysty skończył się w 1997 r. T. Kaczyński został skazany na dożywocie.

Warto na portalu dezinformacja.net Stworzyć encyklopedie osób i pojęć dzięki którym można zjawiska dezinformacji, analizować.

Piotr Piętak