Kompromitacja ministra Waszczykowskiego

24 stycznia  br. główne wydanie Dziennika TVP1, było tym razem wzorem obiektywizmu – jak na możliwości nowej ekipy pod kierownictwem – J. Kurskiego – oprócz jednej informacji kompromitującej intelektualnie ministra MSZ Waszczykowskiego i jego współpracowników. Rozumiem doskonale, że były minister MSZ Sikorski jest dla PiS wrogiem numer jeden, bo przecież to on jest autorem sloganu wyborczego „trzeba dorżnąć tą watahę”, rozumiem doskonale, że aparat propagandowy aktualnego rządu musi być skierowany przeciwko temu, który był głównym przeciwnikiem linii politycznej śp. prezydenta L. Kaczyńskiego. Natomiast jeżeli próbuje się kompromitować ministra Sikorskiego, zapominając, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej i NATO, to wystawia się sobie nie najlepsze świadectwo politycznej wiedzy i kultury.

Notatka, która – wbrew ogólnie przyjętym zasadom funkcjonowania MSZ w krajach cywilizowanych – została przez ministra Waszczykowskiego, upubliczniona odzwierciedla tą nowa sytuację geopolityczną naszego kraju i prezentuje punkt widzenia z którego wynika, że polska polityka zagraniczna w latach 2010 – 2015 musiała ten fakt brać pod uwagę. Zwolennikom PiS, przypominam, że dzisiaj po wyjściu W. Brytanii z UE sytuacja jest kompletnie inna niż w latach 2010 -2015, kiedy to ministrem był R. Sikorski. Być może uwaga którą teraz sformułuje nie będzie się podobała elektoratowi PiS, ale muszę to zrobić w imię prawdy. Otóż Sikorski był jedynym ministrem MSZ, który z faktu przystąpienia Polski do UE wyciągnął radykalne i logiczne wnioski. Był on autorem rewolucji w polskiej polityce zagranicznej.

Rewolucji przez nikogo nie zauważonej i co gorsza prawie przez nikogo nie zrozumiałej.  Na czym ta rewolucja polega i jakie były jej przyczyny? Przystąpienie Polski do UE wymusiło na naszych politykach naukę uzgadniania wielu – często sprzecznych – punktów widzenia z politykami europejskimi w celu osiągnięcia kompromisu. W sprawie Ukrainy Sikorski natknął się u swoich kolegów z Francji, Anglii czy Niemiec na potężna barierę kulturową, która wręcz uniemożliwiała rozmowę nie mówiąc już o kompromisie politycznym. Na czym polega ta kulturowa bariera? Na głębokim przeświadczeniu  zachodnioeuropejskich polityków, że nasi politycy musza reprezentować tzw.  „polską interpretację” Rosji, która  zresztą nie ogranicza się tylko do naszego kraju, bo reprezentują ją także Bałtowie czy Węgrzy. Narody te – bezsprzecznie przynależące cywilizacyjnie i kulturowo do Europy –  odczuły na własnej skórze dominację rosyjską i  starały się przekazać innym narodom tą – dla nich bezdyskusyjną prawdę -, że Rosja nie ma nic wspólnego z Europą, że przynależy do innej obcej cywilizacji.

Wystarczy zajrzeć do Gustawa Herlinga Grudzińskiego, którego najsłynniejsza książka nosi- nie przypadkiem – tytuł „Inny świat” . Wystarczy przeczytać kilka książek Miłosza czy arcydzieło nieznane Józefa Czapskiego pod wielce znamiennym tytułem „Na nieludzkiej ziemi”. Alain Besancon tak charakteryzuje naszych pisarzy: „Nie są oni z pewnością wolni od ideologii, ale ważne jest jeszcze jedno: Rosji, którą znają, nie darzą nienawiścią i często okazują jej swą sympatię. Ale żeby od razu włączać Rosje do Europy? Zdziwiliby się niezmiernie.”. Gdyby jednak chodziło tylko o pisarzy polskich piszących swoje arcydzieła w rodzinnym języku to by nie było tak istotne, ale przecież Conrad-Korzeniowski, jeden z najwybitniejszych pisarzy angielskich, pisząc książkę o rosyjskich rewolucjonistach pt. „W oczach zachodu”, powinien ja według krytyków zachodnich nazwać „W oczach Polaków”, bowiem  przedstawia w niej –  w skrajnej postaci – „polską interpretację Rosji”. Według niego Rosja to obcy świat, obca cywilizacja, obcy całkowicie Europie ludzie a najbardziej obcy są ci, którzy uważają, że reprezentują idee europejskie czyli rosyjscy rewolucjoniści.

Otóż większość elit zachodnich uważa, że Rosja należy  do naszej cywilizacji, że komunizm był tylko przykrym wypadkiem, że Rosja jest na tej samej linii rozwoju co Anglia czy Francja, tyle, że wiek czy dwa wcześniej. Dlatego z trudem przyjmują do wiadomości polska argumentację oskarżając ja od razu – kulturowo – o brak obiektywizmu. Sikorski musiał– w rozmowach z politykami zachodnimi – udowadniać, codziennie, że nie reprezentują już „polskiej interpretacji Rosji”, że umie przyjąć i stosować w praktyce interpretacje zachodnią. Stąd stałe podkreślanie wspólnej polityki UE, kompromisu i poszukiwania za wszelka cenę wspólnego stanowiska Europy wobec Rosji. Była to swoista rewolucja kulturowa w polskiej polityce zagranicznej kompletnie niezrozumiała przez komentatorów i dziennikarzy.   Sikorski był bardziej europejski niż politycy Paryża czy Londynu. Jego strategia nie miała nic wspólnego z opcją „piastowska” czy „jagiellońską”, tylko z przeświadczeniem, że aby być skutecznym trzeba  w oczach naszych europejskich partnerów nie reprezentować „polskiej interpretacji Rosji”.  Heroiczne zadanie i jak zwykle to co wartościowe i cenne w naszej polityce było zbyte milczeniem przez komentatorów. Jeżeli ktoś, tak jak minister Waszczykowski, oskarżając Sikorskiego o „narodowe zaprzaństwo” – nie bierze pod uwagę tego co przed chwila napisałem wystawia sobie świadectwo najgorsze z możliwych:

  1. nieznajomości polskiej kultury
  2. nieznajomości recepcji tej kultury w krajach zachodniej cywilizacji
  3. nieznajomości głównych nurtów analiz kulturowo-politycznych wypracowanych w krajach zachodnich na temat historii Rosji (od Voltaira i Micheleta po Pipsa, Becansona, Malie itd.

I to by było na tyle w temacie Rosji i ministra Sikorskiego.

Piotr Piętak