Lech Wałęsa – stan katatonii poszokowej

Wczoraj. L.Wałęsa w TVN24 powiedział, że w PRL byli SB -ecy, którzy wstępowali do SB by  zwalczać władzę komunistczną. Były prezydent stwierdził także, że aktualna władzę trzeba usunąć od władzy przy pomocy demokratycznej rewolucji czyli należy przeprowadzić referendum do czego konieczne jest zebranie podpisów obywateli. Jeżeli podpisów w sprawie przeprowadzenia referendum będzie więcej niż głosującyh na PiS w ostatnich wyborach to rząd premier Szydło „ulica” odsunie od władzy. Tak były przewodniczący „Solidarności” wyobraża sobie demokrację.

Co na takie „polityczne wynurzenia” można powiedzieć? Słuchając L. Wałęsy miałem wrażenie, że przebywam w domu wariatów i przypomniałem sobie, że jestem autorem opowiadania (dedykowanego Wałęsie) pt. „Donos czyli opowieść o pisaniu” drukowanym w ostatnim nr. kwartalnika „Akcent” w którym opisuję historię odmowy zjedzenia obiady przez jednostkę lotniczą w garnizonie w Orzyszu w roku 1979. Wydarzenie autentyczne, które rozpoczęło się od tego, że żołnierze, którzy odmówili zjedzenia obiadu byli przesłuchiwani przez cztery komisje – powtarzam cztery komisje – i właśnie słuchając wczoraj Wałęsy, jeszcze raz przypomniałem sobie nasze przesłuchania i ich konsekwencje, które opisałem w opowiadaniu, pozwalam sobie zacytować odpowiedni fragment:

Doszło nawet do tego , że przewodniczącego komisji trzeciej, po dopowiedzi Jarząbka na zadane mu przez tegoż przewodniczącego pytanie, musiano odtransportować na izbę chorych z wszystkimi charakterystycznymi objawami – według. określenia lekarza dyżurnego – katatonii poskokowej. Inni członkowie komisji reagowali na nasze odpowiedzi trochę łagodniej, ale cóż zrobić tak jak ja nie mogę wylać oliwy na te zdania biegnące jak szalone tak i oni nie wiedzieli jak reagować na to co słyszeli, reagowali, ale spontanicznie : pewien porucznik, gdy usłyszał odpowiedź Ernesta zaczął czkać, lecz to nie uspokoiło jego nerwów i w następnym momencie po czkaniu puścił, no może nie bąka ale pszczółkę Maje na pewno i od tej chwili czkał puszczając Majki i puszczał Majki czkając aż w powietrzu zaroiło się od smrodu, więc wyniesiono porucznika na świeże powietrze, gdzie zwymiotował a następnie – z miną pełną zrozumienia dla niecodziennej sytuacji – zaczął zajadać rosnące nieopodal bratki. Zaczynało być niebezpiecznie i Bóg jedyny raczy wiedzieć jakby to wszystko się skończyło gdyby nie nagły przylot  czwartej, specjalnej komisji z Północnego Okręgu Wojskowego, której przewodniczył generał brygady. Komisja ta błyskawicznie oceniła grozę sytuacji i zarządziła natychmiastowe przerwanie „indywidualnych przesłuchań”. Niestety jej wysiłki by naprawić tak skutecznie dotychczas funkcjonujący mechanizm spełzły na niczym. Wprawdzie porucznik przestał zajadać bratki, ale za to z izby chorych przybiegł – jako pierwszy – pielęgniarz, który poinformował nas, że przewodniczący komisji pierwszej ocknął się wprawdzie z katatonii po szokowej. ale tylko po to by wpaść z miejsca w tak zwany szał sataniczny objawiający się między innymi tym, że przewodniczący mianował lekarza dyżurnego Prymasem Polski a siebie awansował na stopień świętego Franciszka. Lekarz dyżurny tłumaczył, że nie może być Prymasem Polski, ponieważ nie umie się nawet przeżegnać, pomogło to o tyle, że przewodniczący przepraszam, Święty Franciszek zmienił błyskawicznie , wyznanie wiarę, ideały społeczne a nawet obywatelstwo i narodowość i jako nowe wcielenie wodza Indian Siting Bulla kazał rozstrzelać wszystkie murowane domy w okolicy a ich mieszkańców wysadzić w powietrze. Jak miał zareagować na takie dictum prymas w stopniu podporucznika ? Kazał Siting Bulla w stopniu podpułkownika zakuć w pasy bezpieczeństwa i odtransportować go do najbliższego szpitala dla umysłowo chorych.”.

Otóż miałem wczoraj wrażenie, że L.Wałesa znajduje się w stanie katatoni poszokowej i wywijając jak Siedzący Byk słowami w powietrzu zmienia się powoli w św. Franciszka przechodzacego terrorystyczne przeszkolenie.w islamskim obozie.