J. Kaczyński i stan wojenny

J. Kaczyński był jednym z niewielu polskich polityków, który twierdził zawsze, że wprowadzenie stanu wojennego przez Jaruzelskiego było jedną z największych tragedii w historii Polski. Jego argumentacja do dzisiaj zachowuje ważność: prezes PiS, gdy o stanie wojennym w podziemu dyskutowano wskazywał zawsze na olbrzymią emigrację młodych ludzi z wyższym wykształeceniem, twierdził dodatkowo, że ci ludzie nigdy do kraju już nie wrócą. Wyemigrowało 800 tysięcy inżynierów, lekarzy, informatyków –  tych ludzi zabrakło w 1989 roku, ci ludzie nigdy by nie dopuścili do wprowadzenia w Polsce systemu oligarchicznego kapitalizmu, który – zgodnie z analizami M. Webera – jest zaprzeczeniem kapitalizmu wolnorynkowego.

Cena wprowadzenia stanu wojennego była orbitalna, większa niż cena powstania styczniowego, emigranci przeżyli ale byli straceni dla Ojczyzny. Wzbogacali swoją pracę wolny świat. Taka była analiza przyszłego prezesa PiS w latach 80 -tych i 90 -tych XX wieku. Dokładnie odwrotna była analiza A. Macierewicza i Dorna. Ich zdaniem wygraliśmy bo ofiary stanu wojennego były minimalne. Rację -aż się chce napisać, jak zawsze – miał J. Kaczyński. Stan wojenny był narodową tragedią. Kto zmuszał  tych młodych ludzi do emigracji? W skrócie tacy ludzie jak Piotrowicz, nie wyrokami, lecz drobnymi dokuczliwymi szykanami. Sowiecki aparat represji stosował liczne metody zastraszania społeczeństwa, które nie są dzisiaj wymieniane, ponieważ wydaja się nieważne a wtedy decydowały o decyzjach – emigrować czy zostać w kraju: np. ci, któzy byli łapani i wypuszczani po kilku tygodniach musieli zgłaszać się dwa razy w tygodniu na milicje by podpisywać listę, za każdym razem mogli byc aresztowani. Ponieważ internauci salon24 nie mają pojecia – jak wynika z wpisów – czym był stan wojenny, to wyjaśniam, że często działacze „Solidarności” byli żonaci i  że za kazdym razem kiedy szli na komende towarzyszyły im ich żony, często dzieci i te rodziny czekały. Wyjdzie tatuś z komendy czy nie wyjdzie? Takich represji aparat represji PRL miał w zanadrzu kilkanaście. i właśnie te „niewinne” represje aprobowane prze ludzi typu Piotrowicz zmuszały dziesiątki i setki tysiecy ludzi do emigracji.

Czy o tym moi byli koledzy z „Solidarności” – J. Kaczyński i A. Macierewicz – zapomnieli? A może ich działalność nie naraziła ich na tego typu represje? Może nie spotkali się twarzą w twarz z prokuratorami PRL? Może nie słyszeli z ich ust, gróźb? Żeby było jasne: poseł Piotrowicz ma wszelkie prawo być posłem, pracować w komisji sprawiedliwości, robić kariere poltyczną, natomiast jeżeli staje się medialna twarzą „dobrej zmiany”, jeżeli po okrzykach z trybuny sejmowej „wróć komuno” jest brany w ramiona przez J. Kaczyńskiego, to flaki się człowiekowi w żąłądku wywracają. Nie ani prezes PiS ani minister MON nie spotkali aparatu przemocy PRL w konkretnym działaniu, gdyby się z nim zetkneli to nie  dopuściliby do medialnego lansowania prokuratora PRL ze stanu wojennego.

Piotr Piętak