Największym wrogiem PiS jest PiS

Czy prezes J. Kaczński mówiąc o układach i siatkach powiązań nie wysłał ostrzeżenia pod adresem swego politycznego następcy A. Macierewicza? Prezes PiS wie doskonale, że jego partia – w aktualnej stuacji politycznej – może przegrać tylko z samą sobą, że największm wrogiem PiS jest PiS. Tylko korupcja polityczna w szeregach tej partii może doprowadzić do jej klęski.

Otóż afera z panem Misiewiczem 26 – letnim fawortem ministra A. Macierewicza, jest klasycznym przkładem politcznej korupcji. Młody człowiek jest mianowany na członka Rady Nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Dlaczego jest mianowany? Dlatego, że według słów jego przełożonego charakteryzuje się „lojalnością, cęcią współpracy, kompetencją i decyzyjnością”. Minister Macierewicz jasno stwierdził, że pan Misiewicz został mianowany bo jest lojalny wobec niego. Co to znaczy w tym kontekscie „lojalność” i czym lojalność członka rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej różni się od lojalności np. wiceministra w gabinecie politycznym ministra MON? Tych pytań nikt nie zadaje, bowiem dla elektoratu PiS, w naszym kraju rozgrywa się dramat polityczny i takie drobiazgi jak obowiązki intelektualne członków rad nadzorczych polegające m.in na krytykowaniu posunięć ekonomicznych ministra MON, są absolutnie nieważne. Upolitycznienie ekonomii, upolitycznienie – a jest to spadek po komunizmie – jest całkowicie aprobowane przez elektorat PiS. W notce pt. „Ziemkiewicz przestrzega PiS” pan Jan Mak stwierdza otwarcie i bez zażenowania:

„Macierewicz działa w warunkach postkomunistycznego układu, który trzeba spacyfikować, działa na specyficznym ograniczonym odcinku, w szczególnie zabagnionej dziedzinie, i chce mieć swoje „oczy i uszy” w radzie nadzorczej strategicznej spółki (a nie w zarządzie!). Jaka jest alternatywa? Wstawić tam kogoś z konkursu. Na przykład taki konkurs mógłby wygrać Kazio Marcinkiewicz albo Janusz Kaczmarek. Fachowcy.”.

Pan Misiewicz jest fachowcem politycznym, wiernym sługą i dlatego może wszystko. Wydaje mi się, że prezes J. Kaczyński zaczyna rozumieć, że jego rewolucja zaczyna zjadać własny ogon.

Piotr Piętak