Kontrrewolucja kulturowa J. Kaczyńskiego

J. Kaczyński wzywa do przeprowadzenia w Polsce kulturowej kontrrewolucji. Ta kontrrewolucja – o czym prezes PiS doskonale wie, bo jego partia dzięki niej zdobyła władzę – trwa już od kilkunastu lat, a jej głównym przesłaniem jest przywrócenie pamięci i elementarnej prawdy o najtragiczniejszym okresie naszej Ojczyzny w latach 1939 – 1956. Źródłem narodowej siły PiS-u jest stałe odwoływanie się do tragedii jaką przeszedł Naród Polski w czasach hitlerowskiej i sowieckiej okupacji. Bez zrozumienia tego faktu, bez zrozumienia, że siłą napędową PiS –owskiej kontrrewolucji są cierpienia – niewyobrażalne – Polaków w latach 1939 -1956, nie będziemy w stanie zrozumieć politycznej rzeczywistości z lat 2015 – 2019. Historia Polski XX wieku jakiej uczą się dzisiaj nasze dzieci w szkołach jest fałszowana już na poziomie jej periodyzacji, która w najogólniejszych zarysach dzieli ten okres tak jakby nasz kraj niczym się nie różnił od Francji czy W. Brytanii; I wojna światowa , odzyskanie niepodległości, okres międzywojenny 1919 -1939, II wojna światowa 1939 – 1945 rok. Polska zmienia się w PRL, który w 1989 roku kończy swój żywot i Polska – po raz drugi w XX wieku – odzyskuje niepodległość.

Z punktu widzenia doświadczeń narodu, jest to periodyzacja, która całkowicie uniemożliwia zrozumienie, nie tylko historii PRL, ale także krótkich dziejów III Rzeczpospolitej, której głównym zadaniem – przeprowadzonym z niezwykłą konsekwencją i brutalnością – jest likwidacja struktury społecznej i ekonomicznej powstałej w okresie „wielkiej kafkowskiej przemiany” jakiej doznali Polacy w latach 1939 – 1956. Okres ten został rozpoczęty 1 września 1939 agresją Niemiec na II Rzeczpospolitą, która zmieniła się w 6 –letnią hitlerowską okupację zakończoną zajęciem Polski przez Armię Sowiecką i narzuceniem narodowi „komunistycznych reform” zakończonych w trzy lata po śmierci dyktatora Polskim Październikiem w 1956 roku i ustanowieniem przez Gomułkę łagodniejszej wersji „narodowego komunizmu”. W latach hitlerowskiej nocy i stalinowskich „reform” nazizm i komunizm próbowały nas zniszczyć lub przetworzyć, tak byśmy się już nigdy jako Polacy nie rozpoznali. Wtedy dokonała się „wielka przemiana” – przekształcenia społeczne, ekonomiczne, kulturowe i estetyczne, które odmieniły całkowicie nasz naród. W latach 1939 – 1956 Polska przeżywa tragiczny okres, nieporównywalny z żadnym innym okresem w naszej historii.

Nigdy żadne społeczeństwo w Europie nie przeżyło podobnych konwulsji. Obozy koncentracyjne, zsyłki, masowe migracje i mordy, destrukcja materialna całego kraju, wypalenie do kości stolicy kraju, morze ruin; Rosja i Niemcy zmieniły Polskę w poligon doświadczalny na którym testowano najróżniejsze metody unicestwiania materii i człowieka. Znikły całe grupy społeczne, inne zaś zostały pozbawione swoich struktur życia zbiorowego, ukształtowanego w ciągu wieków. Dwa totalitaryzmy niszczyły nas z rzadko spotykaną determinacją i ogromna większość zniszczeń, mordów i przekształceń, dokonywała się za sprawą Niemców i Rosjan czasem w formie harmonijnej współpracy – jak w latach 1939 -1941 -, czasem zupełnie bez kooperacji, ale zawsze z zadziwiającym w swej konsekwencji kontynuowaniem wątku rozpoczętego przez poprzednika. Czy Polska została w latach 1939 – 1956, unicestwiona? W dużym – bardzo dużym – stopniu – tak.

Polska zniszczona po kampanii wrześniowej i doszczętnie zrujnowana w czasie ofensyw armii radzieckiej z lat 1944 – 45, zmienia się nie do poznania. Znikła warstwa ziemiańska, która przez stulecia stanowiła fundament państwa polskiego. W latach 1939 – 41 zniszczona na kresach zachodnich przez Niemców i na wschodnich przez Rosjan, w Generalnej Guberni wydziedziczona przez okupantów i dorżnięta reformą rolną przez nową władzę komunistów. Większość z 20 000 tysięcy dworków, które były ostoją polskości, rozsypały się w pył. Prawie wszystkie budynki symbolizujące historią Polski znikają z naszego pejzażu. Historia każdego narodu materializuje się w specyficznej architekturze kształtowanej i pielęgnowanej przez wieki . „Architektura była główna kronika ludzkości , każda idea nieco bardziej złożona, która się na świecie pojawiła wyrażała się w budowli, miała swój pomnik.” – pisał, jakże słusznie, Wiktor Hugo. Polska architektura przestała istnieć.

Zagłada Żydów – unicestwienie unikalnej cywilizacji, która od XIV wieku rozwijała się na ziemiach Rzeczpospolitej Polski. Wytępienie Żydów mobilizuje cały niemiecki geniusz biurokratyczno-naukowy, który swoje marzenie o wyeliminowaniu na zawsze z historii ludzkości narodu Biblii, realizuje z matematyczną precyzją. Z pejzażu Polski zniknęła specyficzna architektura małych miasteczek zamieszkałych w 80 procentach przez Żydów. Polska zmieniła skórę. Dzieci urodzone w Polsce po 1945 roku nie zobaczą już drewnianych synagog, których architektura upodabniała je do wiejskich dworków. Polska jest zrównana z ziemią. W tyglu niemiecko-rosyjskich zbrodni i eksperymentów społecznych wytapia się nowy naród. PRL po 1956 roku jest budowany na hitlerowsko-stalinowskim fundamencie, który do dzisiaj ma jeszcze wpływ na nasz życie.

W analizie okresu przerabiania Polaków przez dwa totalitaryzmy, najistotniejsze jest uchwycenie jak przebiegały interakcje obu niszczących sił na poszczególne wymiary „wielkiej kafkowskiej przemiany” naszego narodu. Likwidacja przez władzę ludową warstwy kupieckiej w latach 1948 – 1949, była poprzedzona fizycznym zniszczeniem kupców żydowskich przez hitlerowców. Inteligencja; likwidowana szczególnie zajadle zarówno przez Niemców dla, którzy inteligenci byli Żydami i Rosjan, którzy uważali ją za powiązaną z ziemiaństwem. Zwalczana zarówno przez hitlerowców jak i komunistów jako główny nosiciel programu niepodległościowego. Unicestwiana fizycznie przez Rosjan i Niemców na kresach wschodnich i zachodnich, dziesiątkowana przez Niemców w Generalnej Guberni. Zgładzona w Katyniu przez Rosjan.

Dorżnięta przez Niemców w Powstaniu Warszawskim przy milczącej zgodzie zadowolonych z perfekcyjnej roboty hitlerowców, Rosjan, którzy po takiej hektabombie nie mieli żadnego problemu z jej totalnym zniewoleniem w latach 1945 -1955. Wspólne – fizyczne i duchowe – unicestwienie przez hitlerowców i komunistów inteligencji polskiej ułatwiło Rosjanom likwidację wszelkich form zrzeszeń ludzkich, które istniały „od zawsze”, w większości zakazane lub ograniczone przez Niemców, zostały ostatecznie rozbite przez władzę ludową w latach 1948 – 1950. Tytułem przykładu przyjrzyjmy się jak unicestwiono piśmiennictwo filozoficzne. Istniejący od 1897 roku „Przegląd Filozoficzny”, redagowany przez Władysława Tatarkiewicza, przestał wychodzić w roku 1950. W tym samym czasie zawieszono działalność redagowanych przez Romana Ingardena dwu czasopism: „Kwartalnika Filozoficznego” wychodzącego od 1922 roku i „Studia Philosophica”, którego pierwszy numer ukazał się w 1935 roku. Przestał ukazywać się „Ruch Filozoficzny” wychodzący od 1911 roku, a także „Przegląd Socjologiczny” założony w roku 1930 przez Floriana Znanieckiego i Józefa Chałasińskiego. Na miejsce tych wszystkich czasopism komuniści powołali „Myśl Filozoficzną”, której podstawowym zadaniem było niszczenie polskiej filozofii. [1].

Gdyby sporządzić spis organizacji, pism, grup i stowarzyszeń, których los urwał się nagle w latach 1948 -1950, to mielibyśmy tragiczny obraz destrukcji polskiego społeczeństwa zmieniającego się w tym okresie w zbiór odizolowanych od siebie tromatycznym strachem osób, przypominającym dziką hordę. Czy jednak Polacy nie stawiali oporu walcowi dwóch totalitaryzmów? Oczywiście bronili się jak umieli, problem w tym, że formy oporu jakie zastosowali wobec hitleryzmu pomagały w indywidualnym przeżyciu, a jednocześnie przystosowywały nas jako naród do najazdu komunizmu, który wykorzystał perfekcyjnie naszą zbiorowa demoralizację z okresu niemieckiej okupacji.

Z niezwykłą przenikliwością przestawił ten proces Kazimierz Wyka w szkicu „Gospodarka wyłączona” opublikowanym w 1945 roku. [2] Wyka opisuje w nim, jak wobec łupieżczej polityki okupanta, Polacy wybrali strategię biernego oporu. Robotnikom opłacało się pracować jak najmniej wydajnie; urzędnicy i ludzie wolnych zawodów dorabiali spekulacją; kupcy cynicznie korzystali z profitów, jakie zapewnił im brak żydowskiej konkurencji, zlikwidowanej przez Niemców. Kwitła korupcja, łapownictwo, kult „załatwiania”, a przede wszystkim uzasadnione poczucie, że to nie praca, lecz spryt przekłada się na zarobek. „Gospodarka wyłączona” to gospodarka nieracjonalna, oparta na fikcji, zawieszona w próżni społecznej, odcięta od swoich naturalnych praw, trawiona inflacją. Co jednak znamienne, diagnoza Kazimierza Wyki ujawniła całą swoją trafność w czasach powojennych. W 1958 roku autor pisał: „W dziesięć lat po skończeniu okupacji hitlerowskiej w całej pełni kwitła w Polsce Ludowej gospodarka wyłączona. Dotąd nie uwiędła, chociaż inni byli jej społeczni partnerzy i swoiste objawy (…). Życie na niby to nie tylko skończona i ograniczona do kilku lat formacja socjologiczna. Kto wie, czy nie dotyczy ona również samego charakteru narodu.”.

„Wielką przemianę” wybitny krytyk nazywa zmianą „charakteru narodu” – była ona jednak czymś o wiele więcej. Czy nadal nad nami ciąży przerażający cień hitlerowskiej nocy? Dlaczego mechanizmy życia gospodarczego wypracowane przez naszych rodaków w czasie hitlerowskiej okupacji tak idealnie dostosowały się do zasad wdrażanej w Polsce, w latach 1948 – 1955 ideologii komunistycznej?

Dlaczego te same mechanizmy odziedziczyła całkowicie odmienna forma państwowości i organizacji społecznej – jaką jest III Rzeczpospolita? Historia jest bez litości. Nadal potykamy się o cienie rozstrzelanych na ulicach Warszawy przez plutony egzekucyjne SS, niewinnych mieszkańców stolicy. Nadal z rozwieszonych na ścianach domów reklam, wyzierają stalinowskie slogany. Polska w 1955 roku jest swoim zaprzeczeniem z roku 1939. Polacy są zagubieni. Warszawiacy, ci którzy przeżyli i wrócili do stolicy nie poznają już swego miasta. Polacy nie poznają już swego kraju. W codziennym obcowaniu z demolowanym przez socrealistyczne budowle „krajobrazem po bitwie”, Polacy tracą naturalne każdemu człowiekowi poczucie piękna i harmonii. Następuje proces rebarbaryzacji estetycznej całego narodu. Brzydota architektury socjalistycznej, jest tak wstrząsająca, że można tylko w przerażeniu zamknąć oczy. Domki jak sześciany – szare, bez jednego balkonu czy werandy, bez drewnianych krętych schodków prowadzących na pierwsze piętro, bez spadzistych pokrytych mchem dachów. Szare pudełka przypominające architekturę obozów koncentracyjnych. Socrealistyczna groza w której piękno traktowane jest jak najgorszy wróg.

Patrząc na mieszkalne domy czy huty nie wiemy czy są one na wpółzburzone czy na wpółwybudowane. Mamy nieodparte wrażenie, że bierzmy udział w mozolnym konstruowaniu ruin. Naturalną potrzebą człowieka jest obcowanie z pięknem. Co się dzieje z tymi, którzy zmuszani są do życia w otoczeniu brzydoty? W życiu codziennym narodów, które nie przeszły okresu „wielkiej przemiany”, realizuje go każdy kto ma rodzinny domek i ogród w którym rosną kwiaty. Ludzie je podlewają , pielą grządki i podziwiają ich kolory i kota, który się wśród nich – z podniesiona kitą – przechadza. W komunizmie ta naturalna ludzka potrzeba piękna, jest zwalczana jako drobnomieszczański przesąd. Zniesienie w Polsce własności prywatnej, jej likwidacja odbiera – przynajmniej w części – ochotę ludziom do dbania – o nie własne mieszkania i domy. Ostatnią deską ratunku dla Polaków w okresie „wielkiej przemiany” była przyroda.

Gdyby nie wschody i zachody słońca, gdyby nie waleczna natura tocząca bohaterską wojnę z oszalałymi z nienawiści do Piękna, komunistami, to Polacy by kompletnie oślepli. Przyroda tym piękniejsza, ze wykarmiona i użyźniona milionami trupów. Bujna „odrodzona zieleń”. Kasztany kwitły jak nigdy przedtem. Bez pachniał. Słowiki śpiewały, a skowronki fruwały nad falującym zbożem. Patrząc na naturę i jej słuchając, Polacy zachowują elementarne poczucie normalności i piękna, jednak okres 1939 – 1956 jest czasem kiedy powoli ślepniemy i stajemy się estetycznymi kalekami. Na czym – oprócz natury – możemy zatrzymać nasz wzrok spragniony ładu, harmonii i wdzięku? Kobiety? Kobiety są pierwszą zbiorową ofiarą stalinizmu, zmienione w robotnice, ubrane w kufajki, tracą swój powab, stają się tylko obiektem seksualnych pragnień ich wiecznie pijanych kolegów z pracy. A na czym mogą zatrzymać wzrok kobiety? Na transparentach. Sloganach, którymi oblepione sa ściany domów. Co czytają i czego słuchają Polacy wychowywani w czasach „wielkiej przemiany.”. Czytają – a przede wszystkim słuchają – dzień i w noc, Stalina. „/…/ młodość – w apogeum polskiego stalinizmu. Z portretami, popiersiami i ołtarzykami Stalina na każdym kroku i pałacem jego imienia – strachem babilońskim – w centrum stolicy zmasakrowanego narodu, zdradzonego, upokorzonego narodu; z terrorem i donosicielstwem; z przymusowymi organizacjami, przymusowymi zebraniami, przymusowa prenumeratą gazet, zetempowskich lub partyjnych, z przymusowymi marszami jesiennymi i biegami wiosennymi, z pochodami pod niebem czerwonym od transparentów i szturmówek.”. [3].

Z ideologią złożoną z słów, które są obecne w pracy, w czasie odpoczynku, na spacerach i które słyszane, powtarzane przez lata powoli zmieniają każdego obywatela, nawet tego, który komunizmu nienawidzi. Jak zauważył Klemperer: „Słowa mogą działać jak maleńkie dawki arszeniku. Przyjmuje się je niezauważenie, wydaje się, że nie mają działania, a jednak po jakimś czasie ich trujący wpływ ujawnia się.”. [4]. Przejmowanie języka komunistycznej władzy przez Polaków mogło i rzeczywiście często prowadziło do zmiany myślenia. Czasem jednak było celowo prowadzoną grą o własne przetrwanie. Używając słów i pojęć komunistycznej ideologii, każdy Polak – także niepartyjny przeciwnik PZPR – wkładał ochronny pancerz – wielkiego kafkowskiego robaka [5], który pozwalał przetrwać we wrogim otoczeniu jednocześnie jednak uniemożliwiał dostrzeżenie rzeczywistości w jej najelementarniejszych przejawach. Już w tej chwili wiemy, że kulturowa kontrrewolucja J. Kaczyńskiego ma polegać na przywróceniu Polakom ich normalnego wyglądu. Z kafkowskich robaków mamy zmienić się powtórnie w Ludzi.

Piotr Piętak

 

[1] Patrz Jakub Karpiński – „Nie być w myśleniu posłusznym” – Wydawnictwo „Polonia” Londyn 1989 rok str. 195 – artykuł pt. „Marksizm w działaniu” str. 79 -97

[2] Patrz Kazimierz Wyka – „Życie na niby. Pamiętnik po klęsce” – Wydawnictwo Literackie, Kraków 1984, s. 138-175.

[3] Patrz T. Burek – „dzieło niczyje” – Wydawnictwo Literackie – Kraków 2001 – str. 170 – artykuł pt. „Ostatni krzyk tamtej młodości” – str. 16 – 30

[4] V. Klemperer, LTI. Notatnik filologa , przeł. M. Stroińska. Toronto 1992, s. 19

[5] Patrz Franz Kafka