A. Macierewicz przemawia jak w 1863 r.

Trudno nie zgodzić się ministrem A. Macierewiczem, że bezpieczeństwo Polski od momentu zaboru Krymu przez Rosje, dramatycznie się zmniejszyło. Jest to  ewidentne dla całego polskiego narodu i przypominanie tego faktu jest obowiązkiem rządu III Rzeczpospolitej. Jednocześnie jednak minister MON stwierdza, że najważniejszym wrogiem bezpieczeństwa i niepodległości Polski jest rosyjski imperializm i islamski terroryzm, co jest sprzeczne z polityką zagraniczną III Rzeczpospolitej, która na szczycie NATO przystąpiła definitywnie do koalicji antyislamskiej w której znajduje się także Rosja. Według A. Macierewicza naszym największym wrogiem jest nasz sojusznik w walce z terroryzmem islamskim. Czy premier Szydło, a przede wszystkim prezes J. Kaczyński nie widzą w tych stwierdzeniach ministra MON niekoherencji a nawet sprzeczności? I czy jednoczesne równanie Rosji z islamskim terroryzmem nie prowadzi do naszej izolacji na arenie międzynarodowej, gdzie głównym wrogiem bezpieczeństwa jest nieobliczalne Państwo Islamskie? Elity francuskie, niemieckie czy amerykańskie odczytując informacje polityczne napływające z Warszawy stwierdzają, że nasz kraj znowu reprezentuje tzw. „polska interpretacje Rosji”, która powstała w czasach rozbiorów, która jest wyrazem naszych kompleksów antyrosyjskich i która uniemożliwia wszelki dialog z Moskwą.

Słowa ministra Macierewicza znowu odbudowują barierę kulturową między Polską i Zachodem. Na czym polega ta kulturowa bariera? Na głębokim przeświadczeniu  zachodnioeuropejskich polityków, że nasi politycy musza reprezentować tzw.  „polską interpretację” Rosji, która  zresztą nie ogranicza się tylko do naszego kraju, bo reprezentują ją także Bałtowie czy Węgrzy. Narody te – bezsprzecznie przynależące cywilizacyjnie i kulturowo do Europy –  odczuły na własnej skórze dominację rosyjską i  starały się przekazać innym narodom tą – dla nich bezdyskusyjną prawdę -, że Rosja nie ma nic wspólnego z Europą, że przynależy do innej obcej cywilizacji. Wystarczy zajrzeć do Gustawa Herlinga Grudzińskiego, którego najsłynniejsza książka nosi- nie przypadkiem – tytuł „Inny świat” . Wystarczy przeczytać kilka książek Miłosza czy arcydzieło nieznane Józefa Czapskiego pod wielce znamiennym tytułem „Na nieludzkiej ziemi”. Alain Besancon tak charakteryzuje naszych pisarzy:

„Nie są oni z pewnością wolni od ideologii, ale ważne jest jeszcze jedno: Rosji, którą znają, nie darzą nienawiścią i często okazują jej swą sympatię. Ale żeby od razu włączać Rosje do Europy? Zdziwiliby się niezmiernie.”.

Gdyby jednak chodziło tylko o pisarzy polskich piszących swoje arcydzieła w rodzinnym języku to by nie było tak istotne, ale przecież Conrad-Korzeniowski, jeden z najwybitniejszych pisarzy angielskich, pisząc książkę o rosyjskich rewolucjonistach pt. „W oczach zachodu”, powinien ja według krytyków zachodnich nazwać „W oczach Polaków”, bowiem  przedstawia w niej –  w skrajnej postaci – „polską interpretację Rosji”. Według niego Rosja to obcy świat, obca cywilizacja, obcy całkowicie Europie ludzie a najbardziej obcy są ci, którzy uważają, że reprezentują idee europejskie czyli rosyjscy rewolucjoniści. Otóż większość elit zachodnich uważa, że Rosja należy  do naszej cywilizacji, że komunizm był tylko przykrym wypadkiem, że Rosja jest na tej samej linii rozwoju co Anglia czy Francja, tyle, że wiek czy dwa wcześniej. Dlatego z trudem przyjmują do wiadomości polska argumentację oskarżając ja od razu – kulturowo – o brak obiektywizmu.

Macierewicz nie jest powstańcem z 1863 roku, tylko zajmuje stanowisko ministra MON w  niepodległym państwie polskim i dlatego jego wypowiedzi powinny być bardziej dyplomatyczne.  Polska polityka zagraniczna to nie poematy Słowackiego czy Mickiewicza, lecz skomplikowana gra  w której odpowiedź na pytanie: w jaki sposób zapewnić sobie ciągłe wsparcie Zachodu, jest kluczowe dla naszego bezpieczeństwa. Otóż aby nasza dyplomacja była skuteczna nie możemy w oczach naszych europejskich partnerów  reprezentować „polskiej interpretacji Rosji”. Prochy powstańców z 1831 i 1863 roku, nie mogą decydować o naszej polityce zagranicznej.

Piotr Piętak