Szczyt NATO – zwycięstwo Kremla

Na trzy dni przed szczytem NATO w Warszawie, rząd  W. Brytanii opublikował raport sir Johna Chilcota na temat podstaw prawnych inwazji na Irak w 2003 r.. Z raportu wynika, że wszystkie informacje angielskich służb specjalnych o broni chemicznej i biologicznej produkowanej  przez reżim Saddama Husajna były fałszywe. W świetle prawa inwazja była nielegalna. Czy na  temat działań zbrojnych w 2003 r.  dwóch armii wchodzących w skład NATO odbyła się w Warszawie dyskusja? Nie. Czy prezydent Duda  wyraził się krytycznie o polityce USA względem Iraku, która była jednym z najważniejszych przyczyn powstania Państwa Islamskiego? Innymi słowy czy prezydent Obama był krytykowany za politykę swego kraju, która doprowadziła do trwałego chaosu na Bliskim Wschodzie i w basenie morza Śródziemnego co w konsekwencji grozi bezpośrednio bezpieczeństwu całej Europy? Terroryzm islamski i uchodźcy z Syrii są pierwszymi objawami tej groźnej sytuacji.

Na szczycie w Warszawie skrytykowano – bardzo delikatnie – Rosję, która już dawno przełknęła fakt, że w krajach Europy Wschodniej będzie stacjonowało kilkuset amerykańskich żołnierzy. Natomiast nikt nie wspomniał o tym, że wielkim zwycięzcą konfliktu na Bliskim Wschodzie – wojna domowa w Syrii, powstanie kalifatu – jest właśnie Rosja, której polityka okazała się realistyczna i oparta na precyzyjnym rozeznaniu  konfliktów na Bliskim Wschodzie, rozrywających różne religie, różne państwa, różne ugrupowania w łonie Al.-Kaidy i – o tym fakcie często się zapomina – różne plemiona arabskie. Dyplomacja rosyjska w przeciwieństwie do dyplomacji amerykańskiej złożona jest z zawodowców dysponujących „pamięcią historyczną” i „historycznym kapitałem” gromadzonym od wieków w starciach z islamem, którego brakuje elicie amerykańskiej. Błędy jakie popełniły USA od wybuchu rebelii w Syrii w 2011 są tak – w świetle elementarnej wiedzy o islamie –  rażące, że warto w tym miejscu wspomnieć, o jednej, katastrofalnej w skutki pomyłce  USA.

Od momentu wybuchu rebelii ludności Syrii przeciwko reżimowi Baszara al.-Asada  rząd Stanów Zjednoczonych ją poparł i co ważniejsze dozbroił w nowoczesną broń, nie biorąc pod uwagę faktu, że w szeregach rebeliantów działają radykalne grupy muzułmańskie, które w ciągu kilkunasu miesięcy dołączyły do armii Państwa Islamskiego. Skutki tej decyzji są takie, że Państwo Islamskie dysponuje teraz najnowocześniejszą bronią ich głównego wroga. Mimo, że Stany Zjednoczone maja doskonały wywiad i mimo licznych i prestiżowych think-tanków, nie wyciągnięto wniosków z niedawnej przeszłości; czyżby prezydent Obama i jego doradcy zapomnieli, że jego kraj zbroił Usamę ibn-Ladina w Afganistanie w walce z ZSRR? Ta kompromitacja wzmocniła tylko pozycję dyplomacji rosyjskiej, która od samego początku konfliktu w Syrii ostrzegała przed dozbrajaniem syryjskich rebeliantów.

Dlaczego dyplomacja amerykańska działa tak, jakby była pozbawiona pamięci? Dlatego, że jest pozbawiona „świadomości historycznej”, dlatego, że jej analiza Bliskiego Wschodu rozpoczyna się od roku – powiedzmy umownie – 1945, natomiast dyplomacja rosyjska, dysponuje kapitałem historycznym o islamie zgromadzonym co najmniej od czasów Lermontowa. Dla Amerykanów przeszłość nie istnieje. Dla Rosjan przeszłość trwa w teraźniejszości i determinuje przyszłość. I na tym polega ogromna przewaga Rosji nad Stanami Zjednoczonymi. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że prezydent Putin chce w Syrii kontynuować politykę cara Aleksandra II, który udzielił pomocy Bułgarom prześladowanym w imperium osmańskim i rozpoczął przeciw niemu wojnę – 1877 -1878. Marzenie Rosji broniącej chrześcijan na ziemiach islamu, nie jest przebrzmiałe czego dowodzi polityka prezydenta Putina w Syrii.

Najwierniejszymi sojusznikami dyktatora Syrii, wspieranego przez Moskwę, są właśnie chrześcijanie. Jeżeli chcemy dokonać analizy szczytu NATO w Warszawie to najpierw musimy zadać elementarne pytanie: jaki konflikt jest dla elity amerykańskiej, chińskiej czy rosyjskiej nie wspominając o Francji czy Anglii, ważniejszy: na Bliskim Wschodzie czy we wschodniej Europie? Otóż odpowiedź zna każdy: na Bliskim Wschodzie i w basenie morza Śródziemnego ma miejsce śmiertelne starcie miedzy islamem a resztą świata,  czego wyrazem jest powstanie jawnie terrorystycznego państwa w 2014 roku, jakim jest Kalifat. W porównaniu z tym konfliktem – zasadniczym, ponieważ terroryzm eksportuje się do Europy – sytuacja na wschodzie naszego kontynentu jest nic nie znaczącym, pozornym starciem między USA i Rosją. Obie strony, ale szczególnie USA, muszą robić groźne miny aby uspokoić swoich sojuszników takich jak Polska, wiedząc z góry, że konfliktu nie ma. Stąd skrajna teatralizacja polityki USA wobec Polski i Ukrainy. Szczyt NATO w Warszawie był sztuką teatralną, wykonaną raczej w  duchu  Mrożka i Witkacego, a nie Szekspira. Wiele hałasu o nic. Rosja jest sojusznikiem USA w walce z terroryzmem islamskim. Prezydent Obama i prezydent Putin wiedzą doskonale, ze wojskami Państwa Islamskiego dowodzą Czeczeni, którzy są najokrutniejszymi bojownikami wśród dżihadystów. W tym cichym sojuszu antyislamskim Rosja wykazuje stale, że jej geopolityka wobec Państwa Islamskiego – w przeciwieństwie do polityki USA – oparta jest na twardych zasadach, które w miarę rozwoju konfliktu, ukazują całą nicość i amatorszczyznę polityki Stanów Zjednoczonych. Tą politykę można sprowadzić do kilku punktów:   ciąg dalszy…

całość artykułu:   tutaj