J. Kaczyński – Wódz narodowej rewolucji

Piszę te wprowadzenie w marcu 2016 roku, kiedy prezes PiS –zgodnym zdaniem komentatorów politycznych – rządzi III Rzeczpospolitą, nie zajmując żadnego eksponowanego stanowiska w strukturach państwa polskiego. To on wybrał prezydenta Rzeczpospolitej, wyborcy tylko potwierdzili jego trafne przypuszczenie, że z prezydentem Komorowskim wygra każdy kto uwierzy w siebie i kto ma minimalne zdolności lingwistyczne. To J. Kaczyński doprowadził do tego, że – mówiąc słowami A. Michnika – prezydent Komorowski w trakcie kampanii wyborczej przejechał na białych pasach pijaną zakonnicę w ciąży. [1] Ten dowcip redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” charakteryzował najlepiej kompletne oderwanie od rzeczywistości elity III Rzeczpospolitej, przekonanej, że ich wychowanek i podopieczny, ma zwycięstwo zagwarantowane w przedbiegach. W wyborach prezydenckich 2015 roku przegrał nie tylko prezydent B. Komorowski, ale przede wszystkim Adam Michnik faktyczny, twórca filozofii polityczne królującej niepodzielnie w III Rzeczpospolitej.

Prezydentem Rzeczpospolitej Polski został podopieczny i wychowanek J. Kaczyńskiego. Prezes PiS w roku wyborczym dokonał jeszcze jednej rewolucji politycznej – przekonał wyborców, że on osobiście nie chce sprawować władzy w państwie, że jego celem nie jest władza, lecz tylko i wyłącznie dobro Polski. Dla dobra Polski J. Kaczyński zrezygnował z władzy i dlatego jego partia wygrała w zadziwiająco łatwy sposób wybory parlamentarne. Prezydentem III Rzeczpospolitej jest Andrzej Duda, premierem rządu jest Beata Szydło, ale kierownikiem politycznym, ich „naczelnikiem” jest Jarosław Kaczyński. Wszyscy w Polsce anno domini 2016, wiedzą, że to on rządzi III Rzeczpospolitą. Rezygnując z władzy J. Kaczyński ją zdobył. Prezes PiS rządzi Polską dokładnie tak samo jak rządził Polską J. Piłsudski po zamachu majowym. Marszałek Polski rządził krajem przy pomocy oddanych mu na śmierć i życie legionistów. J. Kaczyński rządzi przy pomocy PiS, które w oczach Polaków stają się powoli legionami-bis. Największym sukcesem prezesa J. Kaczyńskiego jest odtworzenie – między sobą a swoimi współpracownikami – relacji jaka istniała między Piłsudskim a jego otoczeniem. Relacji bezkrytycznych. To wódz podejmuje decyzje. Reszta słucha. To wódz mówi co jest a co nie jest prawdą. Reszta słucha. [2] J. Kaczyński sprawuje bezwzględną i dyktatorską władzę nad Prawe i Sprawiedliwością. Prezydent A. Duda w trakcie swojego inauguracyjnego przemówienia złożył w imieniu działaczy PiS polityczny hołd J. Kaczyńskiemu. I słusznie, bowiem J. Kaczyński przerasta politycznie o niebo Marszałka J. Piłsudskiego.

Prezes PiS przestrzegając demokratycznych reguł doprowadził do podwójnego zwycięstwa swojej partii w wyborach prezydenckich i parlamentarnych w 2015 roku. J. Piłsudski nie potrafił usunąć się w cień, nie potrafił negocjować ani z endecją ani ze swoimi dawnymi towarzyszami z PPS. Potrafił tylko wyprowadzić wojsko na ulice. Skąd te zadziwiające umiejętności polityczne? Jakim cudem działacz z trzeciego szeregu KOR i piątego szeregu „Solidarności” został przywódcą partii, która – i słusznie – odwołuje się do dziedzictwa jedynej robotniczej rewolucji w dziejach świata? Właśnie dlatego, że nigdy nie był i nie aspirował do bycia czołowym działaczem czy to opozycji demokratycznej w PRL czy „Solidarności”. Właśnie dlatego, że przez lata 70 i 80 XX wieku obserwował i wyciągał wnioski z kolejnych klęsk swoich politycznych przyjaciół przede wszystkim A. Macierewicza. Właśnie dlatego, że pierwszy zrozumiał, iż działacze KOR –u są politycznymi amatorami. J. Kaczyński uczył się polityki od tych, których tak zacięcie zwalczał. Wrogowie Polski byli jego politycznymi mistrzami. Być może ich nienawidził, ale jednocześnie podziwiał za skuteczność, cynizm i pragmatyzm.

Po cichu i w tajemnicy przed wszystkimi swoimi najbliższymi współpracownikami J. Kaczyński marzył o powtórzenie sukcesu prezydenta A. Kwaśniewskiego, jedynego zawodowego polityka z jakim miał okazje się zetknąć. Prezes PiS – konstatacja ta być może oburzy jego zwolenników – podziwia tych, których uważa za zaborców ekonomicznych Polski. J. Kaczyński niejednokrotnie wypowiadał się z uznaniem o roli prezydenta A. Kwaśniewskiego podczas „pomarańczowej rewolucji” na Ukrainie, podkreślał, że zachował się on jak „prawdziwy polski patriota”. Wykazał się w ocenie postkomunistycznej oligarchii zimnym pragmatyzmem a nie emocjami a la Macierewicz. Co podziwia J. Kaczyński w A. Kwaśniewskim? Zawodowstwo i „ukryty patriotyzm”. Przypomnijmy, bo naprawdę warto, na czym ten patriotyzm byłego członka władz PZPR, polegał.

Kwaśniewski w trakcie „pomarańczowej rewolucji” w Kijowie stwierdził iż Ukraina bez Rosji jest lepsza niż Ukraina z Rosją czym wywołał na Kremlu niepohamowaną wściekłość. Władimir Putin, publicznie odnosząc się do tej wypowiedzi, nie potrafił zachować zimnej krwi, a jego doradca Gleb Markowski oświadczył na konferencji prasowej, że istnieje „doktryna Kwaśniewskiego”, której celem jest ograniczenie wielkomocarstwowej roli Rosji na świecie, czego symptomem było zaangażowanie USA i jej wschodnich aliantów w pomarańczową rewolucję. [3]. Dla każdego Rosjanina od Sołżenicyna począwszy a na Putinie kończąc jest ewidentne, że Rosja bez Ukrainy to „jak człowiek bez głowy”. [4]. Kto neguje i negował „rosyjskość” Ukrainy ten był i jest nadal śmiertelnym wrogiem Rosji i prezydenta Putina. A. Kwaśniewski od pierwszego dnia swojej pierwszej prezydentury realizując plan „europeizacji” Ukrainy – w oczach elity rosyjskiej było to równoznaczne z jej „polonizacją” – postępował jak wierny uczeń Maurycego Mochnackiego, który w swym dziele o Powstaniu Listopadowym, podkreślał, że wolność i niepodległość Polski jest nierozłączna od niepodległości Ukrainy. [5]. A. Kwaśniewski stał się ambasadorem Ukrainy w Europie. Cały czas przypominał przywódcom UE: „Pamiętajcie o Ukrainie – bo to naprawdę ważny czynnik, to nie są żadne peryferie.”. [6].

Celem prezydenta III Rzeczpospolitej było definitywne oderwanie Ukrainy od Rosji. Jak na ten plan polityczny – słusznie nazwany „doktryną Kwaśniewskiego” – patrzyli ostatni radzieccy i rosyjscy także, patrioci spod znaku KGB? Była to druga połowa lat 90 –tych XX wieku. Okres „wielkiej smuty”. Prezydentem Rosji był wiecznie pijany półgłówek nie umiejący sklecić poprawnie jednego zdania po rosyjsku. Putin i jego koledzy widzą jak ich Ojczyzna zamienia się w śmietnik, jak armia ulega unicestwieniu a policja zamiast szukać i łapać przestępców tworzy z nimi gangi i mafie. Rosja Jelcyna przypominała Rzeczpospolitą Polską z XVIII wieku. Czego obawiali się byli KGB –iści w latach 90-tych XX wieku? Rozpadu Rosji, który zapowiadali zachodni sowietolodzy, a który był widoczny gołym okiem. Bali się, – że ich Ojczyzna Święta Ruś podzieli losy Rzeczpospolitej. Bali się tego co przeżyli nasi przodkowie w XVIII wieku: rozbioru Rosji. Apogeum tego – już po ustanowieniu rządów KGB w Rosji – strachu i upokorzenia kremlowskiej elity politycznej przypadło na okres „pomarańczowej rewolucji”, kiedy to z inicjatywy prezydenta A. Kwaśniewskiego III Rzeczpospolita poparła bezwarunkowo przeciwników Rosji na Ukrainie, którzy wygrali z podopiecznym prezydenta Putina. Wtedy w latach 2004 -2005 Ukraina była tłumnie odwiedzana przez, nie tylko polskich turystów, ale także przez młodzieżowe aparaty partyjne PiS i PO, które w trakcie tych wycieczek kształtowały swoją polityczną – antyrosyjską i proukraińską – tożsamość.

Dla Putina „doktryna Kwaśniewskiego” i porażka Rosji na Ukrainie w trakcie „pomarańczowej rewolucji” była odpowiednikiem pierwszego rozbioru Rzeczpospolitej w 1772 roku. Rosja traciła Ukrainę. Czy możemy się dziwić, że w oczach rosyjskiej elity politycznej prezydent A. Kwaśniewski i komunistyczna oligarchia, którą reprezentował to nie tylko zdrajcy ale także najgroźniejsi wrogowie Rosji? Na taki tytuł pracował przez całe życie A. Macierewicz. Daremnie. J. Kaczyński natomiast zaczynał rozumieć – obserwując prezydenta A. Kwaśniewskiego – na czym polega prawdziwa polska polityka, nie na gestach, tylko sprycie i umiejętności zadania ciosu wrogowi Polski, tam gdzie on jest najsłabszy. Prezes PiS jest przede wszystkim bezpartyjnym uczniem PZPR –owskich technologów władzy. I nie jest to zarzut, tylko komplement. Metod politycznego zarządzania emocjami tłumów i manipulowania najbliższymi współpracownikami uczył się nie od moralistów z KOR –u, takim przypuszczeniem prezesa PiS obrażamy, tylko od geniuszy polityki jakimi była frakcja komunistycznych działaczy zwana „puławianami”, która w sztuce reżyserowania historii osiągnęła mistrzostwo. [7]. Od 1945 roku do 1953 roku byli wiernymi sługami Stalina, od jego śmierci stali się najzacieklejszymi wrogami Rosji, co zaowocowało polskim październikiem 1956 roku.

Aleksander Kwaśniewski jest ich najwybitniejszym uczniem. J. Kaczyński także. To tylko dzięki analizie polityki „puławian” w latach 1953 -1956, J. Kaczyński potrafił wykreować wśród prawicowego elektoratu czarno-białego obrazu MY-ONI, i stosowaniu szantażu moralnego wobec Polaków. Jeśli nie jesteście z NAMI, to jesteście z NIMI.Dzięki spuściźnie PRL -u, który ukształtował w ten sposób myślenie Polaków, ten podział trafił na podatny grunt. Prezes PiS uczył się na zwycięstwach komunistów i porażkach tzw. polityków z opozycji demokratycznej. Na tym polega tajemnica jego politycznego geniuszu.

Dlatego największą szkodę wyrządzają J. Kaczyński ci – a imię ich legion [8] -, którzy próbują dzisiejszą jego pozycję na prawicy rzutować w przeszłość i głosić, że był on wybitnym działaczem opozycji demokratycznej i „Solidarności”. Na szczęście nie był. [9] Gdy przeciwko takiemu orwellowskiemu procederowi zaprotestowałem publicznie, wylano na mnie potok pomyj, a przecież w ostatnim zdaniu krytycznego – pod adresem prezesa PiS – tekstu, zaznaczyłem, że cenię go dlatego, że wybił się na „wybitność” nie dzięki etykietce „działacz KOR”, tylko dzięki własnej inteligencji i politycznemu sprytowi. Dzisiaj pytanie najważniejsze brzmi: jak myśli ten, który może pchnąć lub cofnąć Polskę o całe dekady do przodu albo do tyłu? Polityka jest dziedziną w której nie liczą się lektury czy wykształcenie tylko umiejętność wyciągania wniosków z własnych i cudzych doświadczeń, polityka to zdolność wyciągania wniosków z konfliktów w których się brało udział albo które się z bliska obserwowało. Gdy patrzymy na funkcjonowanie prezesa PiS na polskiej scenie politycznej, to pierwsze co nam się rzuca w oczy, to umiejętność kreowania i rozwiązywania przez J. Kaczyńskiego politycznych konfliktów. Jest w tym prawdziwym mistrzem. Gdy konflikty są wyciszone prezes PiS politycznie umiera. Gdy wybuchają czuje się w nich, jak ryba w wodzie. Jest w swoim żywiole. Zmienia się fizycznie. Odżywa. Które konflikty go ukształtowały? Walka „lewicy laickiej” przeciwko grupie „Głosu” A. Macierewicza w łonie KOR –u? Zapomniana walka, zapomnianej kompletnie przez historyków frakcji „Prawdziwych Polaków”, z dominacją Kuronia, Michnika w „Solidarności”, których ideologię przejmuje coraz zwolenników Prawa i Sprawiedliwości? A może heroiczna walka – pod koniec lat 80 – tych – tzw. Grupy Roboczej Komisji Krajowej „Solidarności” z otoczeniem Wałęsy o przestrzeganie zasad wewnątrz związkowej demokracji, w trakcie której przewodniczący Związku i jego inteligenccy doradcy rozjechali kompletnie robotniczych działaczy?

[10]. Tak te wszystkie konflikty kształtowały przyszłego prezesa PiS, ale – i to jest punkt najważniejszy – nie byłoby J. Kaczyńskiego, wodza prawdziwych Polaków, bez Lecha Wałęsy. Prezes PiS jest dzieckiem i uczniem przewodniczącego NSZZ „Solidarność”. Jemu zawdzięcza wejście na polityczne salony. Jemu zawdzięcza polityczną karierę. Tego faktu J. Kaczyński nie może zapomnieć, stąd obsesyjny stosunek do wodza Polskiej Rewolucji. Gdy jego śp. brat przekonuje go w 1984 roku, aby dał sobie spokój z marnowaniem czasu na pisanie doktoratu w zaciszu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, to przyszły wódz polskiej prawicy odmawia, jest absolutnie przekonany, że w polityce nie ma czego szukać. Kim jest w 1984 roku? Nikim. Jednak jego brat zna go lepiej od niego samego, a w dodatku zna ludzi z kręgu Wałęsy i wie, że Jarosław da sobie doskonale radę w politycznych rozgrywkach toczących się na szczytach „Solidarności”. Nie mylił się. W tym gnieździe żmij jakim było otoczenie L. Wałęsy, J. Kaczyński odkrywa nareszcie swoje powołanie – o mały włos nie napisałem „boskie powołanie” – politycznego intryganta, człowieka dla którego „knucie”, jest drugą a w zasadzie, pierwszą naturą. Czy muszą pisać, że jest to nie wymówka, tylko komplement, że bez tej umiejętności sfera ludzkiej działalności zwana polityką, nie istnieje?

J. Kaczyński jest obdarzony fantastycznym talentem politycznego intryganta, co zauważa L. Wałęsa i dlatego błyskawicznie go awansuje. Dwaj intryganci – Ojciec Chrzestny i marnotrawny syn wyruszają na bój w 1989 roku o Polskę. Przegrywają tak totalnie, jak tylko można przegrać w polityce. Już po roku, J. Kaczyński, który w oczach zachodniej elity jest jedynym zawodowym politykiem na polskiej prawicy [11], widzi, że III Rzeczpospolita staje się własnością prywatną komunistycznej nomenklatury. J. Kaczyński przegrał batalię o sprawiedliwszą transformacje ustrojową. Biografia polityczna prezesa PiS jest fascynująca, ale to nie w polityce i jej zawiłościach kryje się tajemnica impetu rewolucji, którą dzisiaj przeprowadza, z żelazną konsekwencja, jej przywódca, tylko w systemie wartości, w historii Polski poddanej w latach 1939 -1956 terrorowi dwóch totalitaryzmów; nazizmu i komunizmu. Kult żołnierzy wyklętych, nagły powrót historii do polityki, wywraca do góry nogami zasady, którymi się rządzi klasyczna demokracja liberalna. J. Kaczyński – urodzony w 1949 roku – jest dzieckiem najtragiczniejszego okresu w dziejach Polski. Polski patriotyzm, którego prezes PiS jest wyrazicielem, karmie się tragedią i cierpieniem lat terroru hitlerowskiego i komunistycznego. Historia na naszych oczach została powtórnie „spuszczona z łańcucha”, [12] ożyła i bez zrozumienia polskiej dialektyki cierpienia i historii XX wieku, nie możemy zrozumieć dzisiejszych wydarzeń.

Twarde jądro narodowej rewolucji Prawa i Sprawiedliwości, stanowią nie wyborcy kupieni socjalnymi obietnicami, lecz ci, którzy w ciągu ostatnich dziesięciu lat – kultywują lub odkrywają tragiczny los Polaków walczących w latach 1939 – 1956 z komunizmem i nazizmem o niepodległość ich kraju. Datą przełomową są niewątpliwie obchody 60 –lecia Powstania Warszawskiego w 2004 roku w stolicy. Prezydentem Warszawy był wtedy śp. Lech Kaczyński. Byłem – w sierpniu 2004 roku – w Warszawie, i któregoś dnia, po pracy, wybrałem się na spacer. Atmosfera w stolicy przypominała do złudzenia, nastrój trójmiasta w czasie strajków sierpniowych w 1980 roku lub w czasie pierwszej wizyty Papieża w Polsce. Jakimi słowami opisać ten nastrój święta, panujący wtedy w Warszawie? Dlaczego ludzie na ulicach czy w parkach uśmiechali się do siebie i byli uprzedzająco grzeczni? Dlaczego w oczach napotkanych przechodniów widziałem radość pomieszaną z smutkiem, dlaczego te spojrzenia niszczyły w zarodku każdy grymas niezadowolenia czy złości? Miałem wrażenie, że wszyscy ludzie spotkani w Parku Saskim są dobrzy, że musza być dobrzy. Niezapomniane chwile.

To samo czułem, kiedy 20 sierpnia 1980 roku szedłem pustą ulicą do bramy stoczni im. „Komuny Paryskiej” i zobaczyłem nagle wóz milicyjny, najpierw poczułem w żołądku ucisk strachu, ale w chwilę później młody uśmiechnięty milicjant, na moje pytanie jak iść do stoczni, wskazał mi drogę i życzył powodzenia. To samo czułem gdy klęczałem podczas mszy odprawianej przez Papieża na Placu Zwycięstwa. Od sierpnia 2004 roku następuje, najpierw – prawie niepostrzeżenie – wzmożone zainteresowanie historią okresu stalinizmu, które po kilku latach przeradza się w prawdziwy kult żołnierzy wyklętych. Jarosław Kaczyński wszystko, dosłownie wszystko, zawdzięcza swojemu brat Lechowi.

Piotr Piętak (fragment biografi J. Kaczyńskiego)

[1] W programie telewizyjnym „T. Lis na żywo”, Adam Michnik stwierdził, że prezydent Komorowski „mógłby przegrać wybory, gdyby pijany przejechał na pasach zakonnicę w ciąży” –

[2] Patrz Piotr Wierzbicki – „Myśli staroświeckiego Polaka” – Wydawnictwo Puls Londyn 1985 str. 98: Piłsudski uważał, że „aby dać sobie radę z ludźmi, trzeba być nie ich kolegą„ bratem, towarzyszem , ideowym wspólnikiem, współpracownikiem, tylko wodzem. A wóz to /…/ nade wszystko człowiek samotny. Dusi on w sobie słabości i wątpliwości, chowa przed otoczeniem strach, nie spowiada się z planów. Proces podejmowania decyzji odbywa się w jego głowie. Słucha, ale sam milczy. Nie radzi się bez potrzeby, nie pyta o zdanie, nie poddaje swych idei pod głosowanie. Otoczenie ma wykonywać polecenia nie dlatego, iżby miało rozumieć ich sens: ono musi wierzyć, wierzyć w to, że wódz myśląc za innych robi to nieomylnie i skutecznie.”. cyt. Str. 21. Wypisz, wymaluj portret J. Kaczyńskiego.

[3] Patrz – „Polska bibliografia „pomarańczowej rewolucji”” http://geopolityka.net/wp-content/uploads/2012/05/Polska_bibliografia_pomara%C5%84czowej_rewolucji.pdf

[4] Patrz L. Unger – „Widziane z Brukseli i z Kijowa” Kultura Paryska nr 5/560 -1994 str. 63 -81 – „Sołżenicyn jest zdania, że odrywać Ukrainę od Rosji to tak jakby ciąć w żywym ciele. Lenin uważał, że jeżeli Związek Sowiecki utraci Ukrainę to tak jakby utracił głowę” – cytat str. 65

[5] Patrz Maurycy Mochnacki – „Powstanie narodu polskiego w 1830 i 1831 roku” PiW – Warszawa 1984 r. str. 464

[6] Patrz B. Osadczuk – „Wywiad z Prezydentem A. Kwaśniewskim” Kultura Paryska nr 1/592-2/593 – 1997 str. 105 – 113

[7] Witold Jedlicki „Klub Krzywego Koła” Instytut Literacki Paryż 1963 – rozdział pt. „Chamy” i „Żydy”

[8] Patrz R. Ziemkiewicz – „Czas wrzeszczących rozdział staruszków” Lublin 2008 str.476 – rozdział pt. „Krzesło Kuronia” str. 151 – 207 gdzie m.in. czytamy: „Jest rok 1977 Jarosław Kaczyński zostaje po raz pierwszy zaproszony na duże spotkanie KOR, z którym od niedawna współpracuje. „Przyszedłem usiadłem przy stole. Otwierają się drzwi i wkracza czołówka opozycji: Kuroń, Macierewicz, Jan Józef Lipski itp. Patrzę ze zdumieniem, a tu wszyscy, którzy siedzieli przy stole, wstają i przenoszą się pod ściany,. Podniosłem się także, ale by ustąpić miejsca Lipskiemu, który był starszym panem, kolegą mojej mamy i człowiekiem chorym. On jednak usiadł obok, a Kuroń, wykorzystując ten moment, już wieszał swoją skórzaną marynarkę na MOIM krześle. Ja jednak spokojnie na nim usiadłem i miejsca Kuroniowi nie ustąpiłem.””. Z opisu tego Ziemkiewicz wysnuwa wnioski, że już wtedy J. Kaczyński czuł w sobie ogromne polityczne mozliwości możliwości, co jest najdelikatniej rzecz ujmując, nieporozumieniem.

[9] Patrz Piotr Piętak: „Jarku dlaczego obrażasz brata, siebie nas” portal salon24 – 13 grudnia 2012 – link – http://mediologia.salon24.pl/471841,jarku-dlaczego-obrazasz-brata-siebie-nas

[10] Patrz Jerzy Kropiewnicki – „Głos” numer. 54 czerwiec 1989 rok – „Grupa Robocza KKW – historia sporu” str.24 -29

[11] Patrz Guy Sorman

[12] Określenie P. Stempowskiego – przyjaciela Marii Dąbrowskiej – i wybitnego masona